skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Rozmaitości

Pomarańcza w świecie słów i symboli Przemysław Barszcz

Wraz z nastaniem zimy w europejskich domach zaczyna gościć zapach pomarańczy. Choć nie jest to tradycyjny polski produkt, jak mak, kapusta, suszone śliwki czy karpie, to jej aromat jest stałym elementem zimowych dni. Owoc ten to pewnego rodzaju fenomen i to na kilka sposobów.

Obecnie uprawia się go we wszystkich zakątkach świata, w których klimat jest sprzyjający, jednak ojczyzną pomarańczy są Chiny. Roślina ta pochodzi najprawdopodobniej z południowo-wschodniej części Państwa Środka. W starożytności cytrusy trafiły do Indii i Persji, a stamtąd, za sprawą ekspansywnej polityki cesarstwa rzymskiego, do Europy. Nie był to jednak złoty wiek pomarańczy, nie stało się nim również średniowiecze, w którym kupcy arabscy oraz krzyżowcy niewielkie ilości tych owoców przywozili na nasz kontynent. Pomarańcza stała się hitem wraz z odkryciem przez Vasco da Gamę drogi morskiej do Indii.
Tu wkraczamy w wymiar lingwistyczny. W zależności od tego, jaką drogą do danego kraju europejskiego pomarańcza trafiła, taką nazwę posiada. W Europie istnieją trzy sposoby nazywania tego cytrusa.

Indyjski ślad
Pierwszy to wariacje indyjskiego słowa, pochodzącego ze starożytnego sanskrytu „naranga”. We współczesnym hindi słowo to brzmi नारंगी „narangi”. Portugalczycy po dotarciu do Indii spotkali tam pomarańczowe owoce, na które miejscowi mówili „naranga”. Pod taką nazwą, tylko trochę przekręconą, owoc trafił w ładowni karak i karawel na Półwysep Iberyjski. Był cennym nabytkiem, pozwalał uniknąć tragicznego szkorbutu, męczącego żeglarzy podczas długich miesięcy na morzu, bez dostępu do witaminy C. „Laranja” po portugalsku i „naranja” po hiszpańsku, tak zaczęto nazywać pomarańczę w Europie, przy czym „j” wymawiane jest w Hiszpanii jako „h”, więc brzmi to prawie identycznie jak w sanskrycie.
Z Półwyspu Iberyjskiego do położonej o rzut beretem Francji aromatyczny cytrus trafił jako „orange”. Następnie, rozprzestrzeniając się po kontynencie, otrzymywał nazwy coraz bardziej oddalające się od sanskrytu, jednak wciąż w nim zakotwiczone: w Anglii – „orange”, we Włoszech „arancia”, w Serbii „narandža”. Grupa państw, w tym Polska, przed francuskim słowem (o sanskryckich korzeniach) „orange” dodała inny francuski rzeczownik „pomme”, czyli „jabłko”. Tak być może kojarzył się ten owoc i tak nazywa się po polsku, czesku i słowacku: jabłko-pomarańcza.

Chiński trop
Drugi sposób nazywania soczystej kuli dotyczy wszystkich państw na wschód i północ od Polski: Ukrainy, Białorusi, Rosji, państw bałtyckich, Finlandii i całej Skandynawii z Islandią i Danią. W krajach tych na jej określenie używa się również dwóch słów, układających się w wyrażenie „jabłko z Chin”. „Appelsin” po norwesku i szwedzku, „апельсин” (apelsin) po rosyjsku itd. Nazwa ta wskazuje jednoznacznie, skąd na wschodnie rubieże Europy dotarły pomarańcze. Nie z Indii, nie z portugalskimi żeglarzami, lecz bezpośrednio z ojczyzny cytrusów, z Chin. Lądowa wymiana handlowa Jedwabnym Szlakiem, ale też innymi trasami pomiędzy Europą i Państwem Środka, istniała od najdawniejszych czasów. To stamtąd, w największym uproszczeniu, rosyjscy carowie i jarlowie Wikingów otrzymywali pomarańcze.
W Europie nazywa się pomarańcze w jeszcze jeden sposób. W Rumunii „portocala”, w Bułgarii „portokal”, w Grecji „portokali”, i w kilku państwach bałkańskich podobnie. Rzeczownik ten jest niczym metka z napisem „produkt portugalski”. Przypomina wielką historię odkryć geograficznych, wypraw żaglowcami przez oceany oraz czasy, w których mała Portugalia rządziła połową świata i to dzięki niej w Europie znalazły się liczne egzotyczne obiekty.
W swoich podróżach po świecie cytrusy napotkały lepsze warunki do uprawy niż w pierwotnej ojczyźnie – Chiny pozostały wprawdzie największym producentem mandarynek, ale najwięcej pomarańczy produkuje Brazylia, następnie USA, Meksyk, Indie i dopiero Chiny, którym po piętach depcze Hiszpania. Kiedy w Polsce opadają ostatnie liście, w hiszpańskich gajach dojrzewają tysiące ton tych owoców. Grudzień to na Półwyspie Iberyjskim początek zbiorów.

Pomarańcze u Arnolfinich
Równie fascynujące co cytrusowe, wonne sady, są znaczenia nadawane pomarańczom przez europejską ikonografię. Owoce te musiały intrygować umysły Europejczyków, skoro znajdują się na wielu obrazach ze średniowiecza i renesansu. Istnieje pewien obraz-zagadka, spędzający sen z powiek niejednemu historykowi sztuki. Mowa o „Portrecie państwa Arnolfinich” autorstwa Jana van Eycka. Wypukłe lustro, w którym ukradkowo odbija się autor portretu, daje intrygujący wgląd w drugą, nigdy nieoglądaną, stronę obrazu. Czy są to zaślubiny? I co oznaczają rozrzucone na podłodze pantofle? Technika olejna, w której obraz został wykonany, to absolutna nowość tej epoki. Mnie jednak najbardziej frapują pomarańcze, ułożone na parapecie i na umieszczonej pod nim skrzyni. We wnętrzu, oprócz trzymającej się za ręce pary, łoża, lustra, okazałego żyrandola i kudłatego psa nie ma wielu przedmiotów: wspomniane pantofle, uchylone okno. To wszystko.
Dlaczego więc pośród tych typowych dla sypialni obiektów znalazły się pomarańcze? Skąd w czasach flamandzkich mistrzów (przełom XIV i XV w.) w Gandawie lub Brugii znalazły się te cytrusy? Kilkadziesiąt lat przed odkryciem drogi morskiej do Indii pomarańcze leżą jak gdyby nigdy nic na parapecie państwa Arnolfinich. Z pewnością z Chin trafiły przez Samarkandę do Konstantynopola, aby stamtąd z kupcami weneckimi przez Morze Śródziemne dotrzeć do któregoś z państw Półwyspu Apenińskiego, a następnie dzięki ożywionym kontaktom Flandrii z Włochami znaleźć się jako rekwizyt w rękach van Eycka. Nie jest więc przypadkiem, że choć wszędzie dookoła na pomarańczę mówi się obecnie „orange”, w języku niderlandzkim to „sinaasappel”. Owoc ten był znany Flamandczykom, na długo zanim odkrył go w Indiach Vasco da Gama. Znano go tak dobrze, że zdążono obdarzyć go pulą szczególnych znaczeń.
W ikonografii europejskiej pomarańcze symbolizują wysoki status materialny i moralny portretowanych osób. Oznaczają też nadzieję zmartwychwstania oraz życie wieczne. W tym kontekście można oglądać je na wielu europejskich dziełach sztuki: od późnogotyckiego arrasu „Dama z jednorożcem” powstałego również we Flandrii, na którym widnieje drzewko pomarańczowe, aż po polską „Pomarańczarkę” autorstwa Aleksandra Gierymskiego.