skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Rozmaitości

Trzy metry śniegu Przemysław Barszcz

Podczas gdy w znacznej części Polski śnieg jest efemerycznym i kapryśnym zjawiskiem, często daremnie pożądanym w okresie zimy, w górach każdego roku można liczyć na tytułowe trzy metry. A także na mróz spadający nawet poniżej -30 stopni. Tego trzeba doświadczyć.

Najbardziej śnieżne i mroźne są nasze najwyższe góry, jedyne z piętrem skalistych turni, czyli Tatry. Do wyjątkowo zaśnieżonych należą także Bieszczady, Beskid Niski czy Babia Góra – królowa Beskidu Wysokiego. Nie można też nie wspomnieć o Karkonoszach, najwyższej partii Sudetów. Ja jednak skupię się na Karpatach, górach dzikszych i bardziej pierwotnych, wartych uwagi zwłaszcza w zimie.
W niektórych rejonach wspomnianych pasm górskich ta pora roku, jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało, zaczyna się już wczesną jesienią, a kończy dopiero w czasie, kiedy na nizinach wiosna jest już zaawansowana. Zresztą śnieg padający w środku lata też nie jest tam wcale anomalią.
Do niedawna, jeszcze pod koniec XIX w., czyli u krańca małej epoki lodowcowej, na północnych stokach Babiej Góry zacienione kotły wypełnione były wiecznym, nigdy nietopniejącym śniegiem i lodem. Takie miejsca są nadal w Tatrach. Po polskiej stronie śnieżnik, jak nazywa się te tatrzańskie lodowczyki, znajduje się w rejonie Przełęczy Pod Chłopkiem. Jest to Lodowczyk Mięguszowiecki. Najstarsze warstwy lodu liczą tam sobie ok. 150 lat, jego wymiana trwa tam bowiem wiek, a nawet półtora. Przez Śnieżnik Mięguszowiecki przechodzi przepiękny, zielonkawy, lodowy tunel. Inny tatrzański lodowiec zachował się w rejonie Czarnego Stawu Pod Rysami. Zresztą samo jezioro też przez większą część roku bywa skute lodem, zamarza bowiem niekiedy już w październiku i taje dopiero latem.
Wybitnie śnieżne rejony górskie są miejscami o sumie opadów wielokrotnie wyższej niż średnia krajowa. Rocznie w Polsce spada zaledwie 600 mm deszczu. Tymczasem na Kasprowym Wierchu średnia suma opadów w roku może, niekiedy znacznie, przekraczać 2000 mm. A że przez znaczną część roku temperatura nie wznosi się powyżej zera, kopny śnieg gromadzi się i gromadzi.

Najśnieżniejsze krainy
Nie tylko zresztą w Tatrach bardzo wysokie opady i surowy klimat są gwarancją śnieżnych zasp. W niektórych częściach gór da się wyróżnić jakby wrota do krainy śniegu. Po przekroczeniu tych miejsc, chociaż wydaje się to niewiarygodne i chociażby w pozostałej części Polski było szaro i bezśnieżnie, nagle, na przestrzeni niekiedy zaledwie kilkuset metrów krajobraz diametralnie się zmienia. Doświadczyłem tego wiele razy i za każdym razem budzi to mój podziw. Zdarzało się, że w Gorlicach kwitły już kwiaty w ogrodach, a po przekroczeniu Przełęczy Małastowskiej wpadało się w metrowe zaspy. Zimą za tą granicą śnieg jest murowany. Podczas gdy w innych częściach kraju narzeka się na brak białego puchu, tam problem jest zupełnie inny. Zdarzało mi się utknąć np. w Krempnej, w miejscowości, w której znajduje się siedziba Magurskiego Parku Narodowego. Po intensywnych śnieżycach niekiedy przez kolejną dobę bywa odcięta od świata i jedyną możliwością jest kilkunastokilometrowa piesza przeprawa przez góry do najbliższej „cywilizacji”.
Bram do takich krain jest kilka. Na przykład w Beskidzie Sądeckim to Krzyżówka przed Krynicą Górską, a pod Babią Górą – Przełęcz Krowiarki. Przez tę przełęcz, na wysokości 1000 m n.p.m. przebiega najwyżej położona droga publiczna w Polsce; nie trzeba dodawać, że niekiedy jedynym pojazdem, który może ją pokonać, jest potężny pług śnieżny.

Miejsca, które trzeba odwiedzić
Jeżeli więc ktoś w bożonarodzeniowym czasie poczuje zew, by doświadczyć prawdziwej zimy, powinien wybrać się w śnieżne góry. Nie każdy jest górołazem, są jednak warte polecenia miejsca, do których łatwo się dostać. Jednym z nich jest wspomniany już Kasprowy Wierch. Można tam wjechać kolejką linową, pnącą się od położonych u stóp gór Kuźnic, nad przepaściami, piargami i żlebami, mijającą granicę lasu, piętro kosodrzewiny i docierającą na szczyt ze schroniskiem i przepiękną panoramą, roztaczającą się w każdą ze stron. Rekordowa pokrywa śnieżna na Kasprowym to niemal cztery metry. Żeby wjechać na ten szczyt, najlepiej wcześniej kupić bilet przez Internet. Unika się wówczas kolejek.
W Bieszczadach, innych jeszcze górach słynących ze śnieżności, zimową stolicą są Ustrzyki Górne i wieś Smerek. Trzeba jednak wcześniej zorientować się, gdzie znajdzie się nocleg – „stolica” ma w tym przypadku specyficzne znaczenie. Zimą bowiem Ustrzyki Górne i Smerek przypominają bardziej Przystanek Alaska z nielicznymi stałymi mieszkańcami. Trzeba też pamiętać, że mrozy w Bieszczadach są nadzwyczaj siarczyste. W górach zdarza się inwersja temperatur, a wówczas najzimniejszymi miejscami są doliny, w których nad ranem może trafić się mróz sięgający nawet -35 stopni Celsjusza.
Babiogórską bazą jest Zawoja, najdłuższa wieś w Polsce i schronisko na Markowych Szczawinach, w Beskidzie Niskim zaś Krempna, Chyrowa i trudno dostępna (tylko własny transport) Radocyna.
Dobrą opcją przed wyprawą do śnieżnych krain jest śledzenie kamerek internetowych, umożliwiających całodobowy wgląd w niektóre miejsca.
Chociaż wydaje się to oczywiste, zima w górach, nawet niedaleko schroniska, kwatery czy hotelu, zaskakuje surowymi warunkami. Dlatego zawsze dobrym pomysłem, oprócz ciepłego ubrania, jest spakowanie raków na buty, kijków trekkingowych, ochraniaczy zapobiegających wsypywaniu się śniegu do butów (koniecznie wysokich, zimowych, górskich) i narciarskich rękawic. Często w czasie zawieruchy sprawdza się czapka z opcją kominiarki.

Wszystkiego najśnieżniejszego!