skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Jeden wielki paradoks Bożena Lampart

Cóż znaczy słowo fundusz? Według definicji znajdującej się na stronie wikipedia.pl to: „wydzielone środki pieniężne, przeznaczone na określony cel”. Nie można przeoczyć faktu, iż do stworzenia takiego przedsięwzięcia potrzebna jest dobra wola ludzi – darczyńców – przekazujących środki materialne na wybraną intencję.

Fundusze mają różne oblicza. Na jedne wpłacamy pieniądze z własnej woli, zazwyczaj na cele charytatywne. Natomiast w przypadku innych jesteśmy zobligowani do wpłacania składek miesięcznych, aby mógł on w ogóle istnieć i spełniać określone zadania. A że jesteśmy przekonani lub przekonywani, że zawsze ma na uwadze nasze dobro, więc z westchnieniem zagłębiamy rękę w kieszeni i płacimy należności, ufając, że na pewno zostaną przekazane na wyznaczony cel.
Nie ukrywajmy, iż osoby z niepełnosprawnością zawsze stanowią dylemat: pomóc czy nie szkodzić? A jeśli nie szkodzić, to jak w końcu pomagać… Odseparować nie wypada, bo to przecież człowiek, tylko z innymi potrzebami… Niech to się wreszcie wszystko zmieni, bo i sumienie będzie kryształowe, ale jak temu zaradzić?
Dumały nad tym mądre głowy od lat. A tymczasem osoby z niepełnosprawnością i ich opiekunowie co jakiś czas zaznaczali swoją obecność w społeczeństwie, manifestując niezadowolenie.
Niebywały bałagan się rozpoczął, zakłócono bowiem pracę osób wskazanych przez wyborców do podejmowania właściwych, zgodnych z prawem, decyzji.
Ogromny kredyt zaufania, jakim obdarzono polityków, przyczynił się do stworzenia funduszu ze środkami pieniężnymi na potrzeby osób z dysfunkcją. Dobrze sytuowani Polacy mieli zacząć wrzucać do skarbonki Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych – gdyż o nim tu mowa – środki finansowe. Idea szczytna, pieniądze bowiem zostały przeznaczone na wsparcie społeczne, zawodowe, zdrowotne i finansowe naszego środowiska. Wiele założeń zostało ujętych w Programie Dostępność Plus. Ku radości osób ze szczególnymi potrzebami coraz częściej otwierano się na ich oczekiwania. Z pewnością nie są do końca zrealizowane, ale czas trwania Programu również jeszcze się nie skończył. I tak pokrzepieni, mamy wciąż nadzieję, że w miarę wzrastania naszych potrzeb pieniądze zgromadzone w SFWON będą przeznaczone na cele, które pierwotnie założono.
Podobno nadzieja umiera ostatnia, przeto nie wątpmy w to, że będą rodziły się wciąż nowe pomysły, które mogą zapobiec naszemu wykluczeniu ze społeczeństwa.
Z tego też powodu z niepokojem odebrałam założenia przyszłorocznego budżetu państwowego, w którym zdecydowano, że z kwoty gromadzonej w ramach Funduszu będą spełniane obietnice, które nijak mają się do jego założeń. Zapewniono nas wprawdzie, że na potrzeby osób z dysfunkcją nie zabraknie pieniędzy, lecz, jak wspomniałam wyżej, dlaczego pomysły ułatwiające nam życie nie mogą być rozwojowe?
Posłużę się w tym miejscu prozaicznym przykładem z życia wziętym. Otóż każdy z nas ma określony budżet domowy, na który składają się środki finansowe do niego wniesione. Planujemy, w jakim celu oszczędzamy. Potrzeb jest mnóstwo, a to wyjazd na wakacje, zakup nowych mebli kuchennych etc. Można go nazwać funduszem. Bywa, że czasami wyskoczy nieplanowany wydatek, bo np. ktoś z rodziny poważnie się rozchoruje lub zawiedzie nas sprzęt AGD. Wówczas, pomimo wcześniejszych założeń naszego budżetu, rezygnujemy z zakupu mebli kuchennych, przenosząc pieniądze przeznaczone na ów cel na zakup np. nowej pralki automatycznej. Owszem, w wyniku nagłej potrzeby, plany musiały zostać zmienione, lecz pieniądze nadal wykorzystano na pokrycie najpilniejszych potrzeb rodziny.
Nieco inaczej może to wyglądać w przypadku środków materialnych pochodzących ze składek podatników na SFWON, gdy w wyniku decyzji związanych z przyszłorocznym budżetem część z nich, być może, pokryje koszty niezwiązane z jego założeniami.
Skoro jesteśmy w sferze życia powszedniego, spróbujmy porównać fundusz na rzecz osób niepełnosprawnych z butelką z pękniętym dnem. Wlewa się do niej środki pieniężne gromadzone na obrany cel, ale w wyniku pęknięcia jej dna środki zaczynają wyciekać. Wielokrotne wlewanie ich do tego samego naczynia nie ma znaczenia, gdyż i tak część z nich zniknie. Tyle, że znikną na zawsze.
I tak to, oględnie mówiąc, szczytne założenia SFWON wezmą w łeb.
Czyż to nie jest jakaś sprzeczność?
Może ktoś z nas jest na tyle empatyczny, że chętnie podzieli się zgromadzonymi funduszami z innymi, zdrowymi potrzebującymi, lecz wówczas mogą nam zarzucić, że niepotrzebnie zaznaczamy swoją obecność w środowisku społecznym, domagając się spełnienia naszych oczekiwań.