skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Stracić wzrok w dojrzałym wieku Iwona Włodarczyk

Człowiek jest w pełni sprawny, pracuje, ma znajomych, przyjaciół, z którymi spędza wiele godzin, a nawet zakłada rodzinę i czasami nie zastanawia się nad tym, że obok niego żyją osoby z niepełnosprawnością wzroku. Od czasu do czasu w środkach masowego przekazu ukazują się wzmianki na temat orientacji przestrzennej, audiodeskrypcji, pisma punktowego czy echolokacji, lecz większości społeczeństwa te określenia nic nie mówią. Kiedy jednak sami zaczynamy mieć problem z prawidłowym widzeniem, sytuacja zmienia się diametralnie, a kiedy widzimy już bardzo słabo lub tracimy wzrok całkowicie, na wszelkie możliwe sposoby staramy się zagłębić w tematy związane z tą naszą niepełnosprawnością.
Nie ma co ukrywać, że po stracie wzroku przed nowo ociemniałymi życie stawia nie lada wyzwania, a jednym z nich jest nauczenie się od nowa bezwzrokowego wykonywania wszystkich podstawowych czynności. Niemożność kontynuowania dotychczasowej pracy czy poradzenia sobie ze zwykłymi, codziennymi zadaniami wywołuje w osobie niewidomej poczucie bezradności, co z kolei sprawia, że niejeden się poddaje i zaczyna polegać na opiece najbliższych.
O ile młodzi ludzie z dysfunkcją wzroku kończą szkoły oraz studia, znajdują zatrudnienie, o tyle osoby nowo ociemniałe w dojrzałym wieku oraz starsze mają problem z przekwalifikowaniem się i aby to uczynić muszą wykazać się nie lada samozaparciem. Jedni z uporem dążą do celu, a inni w nowej sytuacji nie potrafią się odnaleźć, i to właśnie dla nich niezmiernie ważne jest to, aby trafili do środowiska ludzi z niepełnosprawnością wzroku, bo od tych osób mogą czerpać wiedzę na tematy związane z ogólnie pojętą rehabilitacją oraz codziennym życiem.
O tym, jak ważne jest korzystanie z wiedzy oraz wsparcia innych, mogłam się przekonać na własnej skórze. Tracąc wzrok, starałam się na bieżąco uczyć się np. bezwzrokowego sprzątania czy pisania, lecz dopiero gdy przed oczami miałam całkowitą ciemność, zostałam członkiem PZN, nauczyłam się pisma punktowego i ukończyłam szkolenie z orientacji przestrzennej. Udział w licznych projektach, tych prowadzonych przez PZN, ale również przez starostwo oraz inne organizacje pozwolił mi na rozwinięcie własnych pasji i podjęcie pracy.
Z moich obserwacji wynika, że jest niemało osób, które tracąc wzrok, stopniowo izolują się od otoczenia, a w konsekwencji całkowicie zamykają przed światem. Powody takiego postępowania bywają różne – jedni wstydzą się własnej dysfunkcji, inni nie chcą, żeby ich bliscy doświadczyli z tego powodu jakichkolwiek nieprzyjemności. Zdarza się i tak, że to rodzina, chcąc chronić bliską osobę, stara się na wszelkie możliwe sposoby ją we wszystkim wyręczać, przez co ta nierzadko ląduje na kanapie przed telewizorem.
Z pewnością dla każdego utrata wzroku jest szokiem i każdy na swój sposób ją oswaja. Kiedy dzieje się to stopniowo, czas na przystosowanie się do nowej rzeczywistości jest wydłużony, lecz kiedy następuje gwałtownie, np. w wyniku wypadku, tego czasu nie ma i aby dana osoba mogła się uporać ze swoimi emocjami, wskazana jest pomoc psychologa.
Ile z osób, które wypowiadają słowa „nie wyobrażam sobie, jakbym miała/miał stracić wzrok, przecież to koniec wszystkiego i nie ma chyba nic od tego gorszego”, będzie musiało zmierzyć się z walką o nowe życie w świecie ciemności, tego nikt nie jest w stanie przewidzieć. Trzeba mieć tylko nadzieję, że będą one potrafiły odnaleźć się w nowej sytuacji.