skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Społeczeństwo

Niewidomi przewodnikami „widzących”? Dominika Putyra

Pamiętam, jak bardzo w pewnym momencie życia zaczęło mi doskwierać to, że tyle otrzymuję, a nie czułam, żebym mogła ofiarować coś od siebie. Czy osoba niepełnosprawna może dać coś innym? Czy ktoś, kto sam potrzebuje pomocy, może zostać wolontariuszem? – takie myśli mi wtedy towarzyszyły. Mieszkałam na wsi, prowadziłam zwyczajne życie: szkoła-dom-szkoła, a jeśli gdzieś było potrzebne wsparcie, byli inni, by tę potrzebę zaspokoić…

Pierwszy raz, nie licząc zwyczajnych obowiązków domowych, wyszłam z propozycją pomocy, gdy z grupą młodzieży odwiedzaliśmy przed świętami osoby starsze, roznosząc im stroiki wraz z małym upominkiem od parafii. Zaczęłam szukać, co mam takiego, czym mogłabym się podzielić, i tak pewnego dnia zapukałam do gabinetu szkolnego psychologa z raczej nietypową dla mojej szkoły ofertą. Miałam obawy, czy znajdzie się ktoś, kto przyjmie pomoc od tzw. osoby niepełnosprawnej, ale była jedna chętna. Przez jakiś czas pomagałam w nauce młodszej szkolnej koleżance. Ze środowiskiem osób niewidzących nie miałam za wielkiego kontaktu, nie interesowało mnie, czy to, czego się podejmuję, jest typowe bądź nie. Zaangażowałam się w Duszpasterstwo Akademickie, biorąc udział w drobnych sezonowych akcjach, takich jak zapraszanie na rekolekcje, kompletowanie kartek z kopertami do sprzedaży podczas świątecznego jarmarku, przygotowywanie kartek z podziękowaniami dla darczyńców jednej z grup charytatywnych, posługa w pielgrzymkowej służbie medycznej. Czułam wreszcie radość, że mogę zrobić coś dla kogoś innego.

Idea Foodsharingu
Obecnie jestem jednym z koordynatorów warszawskiego Foodsharingu, w którym, poza prowadzeniem fanpage’a czy odpowiadaniem na maile, współrozstrzyganiem spraw spornych, od czasu do czasu odbieram żywność z restauracji, sklepów etc. Gdy o tym mówię, przypomina mi się zabawna historia, kiedy pierwszy raz pojawiłam się w jednym z warzywniaków po odbiór owoców, które nie nadawały się do sprzedaży z powodu nieodpowiedniego kształtu. Właścicielka powitała mnie okrzykiem: „Panią wysłali? Nie mógł przyjść kto inny?”. Miałam blisko, punkt jest dobrze skomunikowany z jedną z naszych jadłodzielni, zaczęłam jej o tym mówić. Jeszcze w drodze przygotowywałam się na taką reakcję, ale wyszłam stamtąd z postanowieniem pojawienia się ponownie w niedługim czasie, uważając, że należy przełamywać bariery myślowe. Nasza grupa akceptuje moje ograniczenia, jak np. to, że nie wszędzie pojadę po odbiór przez wzgląd na duże ilości żywności. Mogę za to z łatwością udzielać się na innym polu, zrobić to, na co komuś innemu nie pozwala czas, np. prowadzić akcję edukacyjną w szkole.
Ale skoro ja coś robię, czuję pewną potrzebę, zakładam, że nie jestem w tym sama. Sprawdziłam, jak wyglądają działania społeczne w środowisku osób niewidomych. Na post, zamieszczony na jednej z facebookowych grup, odpowiedziało kilka osób. To, co mogę uznać za wspólne dla wszystkich wypowiedzi, to: „Otrzymuję wiele od innych, chciałbym dać coś od siebie”.
Julia, studentka pierwszego roku, opowiedziała mi historię podobną do mojej. Ma dopiero dwadzieścia lat, ale już chce pomagać i jak ja niegdyś, będąc jeszcze w szkole średniej, wspierała młodszych kolegów czy koleżanki w nauce. Swoją postawę tłumaczy prostymi słowami: „Ja też w pewnym stopniu potrzebuję pomocy; dostaję ją za nic. Ktoś potrzebuje mojej, to ją mogę dać”. Jej chęć niesienia pomocy przejawia się także w wyborze studiów na kierunku opiekun medyczny.
Wolontariat można pełnić na różnych poziomach. Mateusz znalazł dla siebie rozwiązanie, które nie wymagało wychodzenia z domu. Mając szesnaście lat, zaczął robić strony internetowe. Zajmował się także poszukiwaniem sponsorów na wydarzenia, zbiórką rzeczy dla niepełnosprawnych dzieci czy organizacją warsztatów dla osób niewidomych oraz o osobach z dysfunkcją wzroku. Przez trzy lata prowadził projekt, współpracując z ośrodkami pomocy – zajmował się pozyskiwaniem darów od firm dla uboższych rodzin. Okazji do pomocy nie brakuje, a takich Mateusz szuka w Internecie. „Pojawiam się, jak jestem czasowo dostępny” – opowiada. Brał udział w programie lojalnościowym, wynagradzającym przedsiębiorstwa za pomoc charytatywną. „Pomagam z potrzeby serca. Daje mi to satysfakcję, jest sposobnością kontaktowania się z wieloma ludźmi” – odpowiada na pytanie o wartość podejmowania wolontariatu.

Wyjść do ludzi
Aktywność społeczna może być także sposobem na zbieranie doświadczenia zawodowego. Taką ścieżkę obrała Agata, studentka psychologii, podejmując współpracę ze Środowiskowym Domem Pomocy dla osób z chorobą psychiczną i obejmując stanowisko koordynatora regionalnego.
Ale każda praca, nawet ta społeczna, musi dawać nam satysfakcję i możliwość rozwoju. Około trzy lata temu Fundacja Vis Maior umożliwiła osobom niewidomych uczestniczenie w komisjach pozarządowych oraz posiedzeniach sejmowych. Do projektu zgłosiła się Sylwia, u której po tym przedsięwzięciu zrodziła się potrzeba dalszego działania.
Pomysł Fundacji Vis Maior miał zmotywować osoby niewidome do tego, by wyszły do ludzi. „Przez półtorej godziny braliśmy udział w obradach sejmu, siedząc na sali, po czym rozmawialiśmy na ten temat z osobą nadzorującą. Dzieliliśmy się wówczas własnym zdaniem, odpowiadaliśmy, jak widzimy daną sytuację, wysuwaliśmy wnioski, które Fundacja przekazywała dalej. Mogliśmy zabierać głos podczas rad, np. na temat budowy dróg i udogodnień dla osób niewidomych, natomiast nie był to głos doradczy”.
Obecnie Sylwia ma zamiar rozwinąć sieć busów, dowożących osoby niepełnosprawne do szkoły czy pracy. Jest już taka możliwość, lecz warunki nie są wystarczająco korzystne. Sylwia, znając potrzeby i realia osób z niepełnosprawnością, chce wyjść im naprzeciw.
Okazuje się, że dla zdeterminowanych osób niepełnosprawnych dostępne są także wolontariaty, nawet te znane na całą Polskę.
„Pewnego dnia usłyszałem w radiu Eska w wiadomościach lokalnych o rekrutacji na wolontariuszy Szlachetnej Paczki” – dzieli się swoimi doświadczeniami Leszek. „Byłem mile zaskoczony, jak dobrze zostałem przyjęty do wolontariatu. Działałem w Ostrowie, gdzie wraz z drugim wolontariuszem jeździłem do rodzin. Przeprowadzaliśmy wywiady, a na ich podstawie następowało włączanie do projektu. Poznałem zasady, jak to robić, i rok temu przeprowadziłem akcję w mojej miejscowości. Zostałem liderem, ale tylko z jednym człowiekiem do pomocy. Okazało się, że ludzie mieli problem, jak się wobec mnie zachować. Były dni, że chciałem się wycofać, ale dotrwałem. Z czternastu rodzin, jakie odwiedziłem, połowa została włączona do akcji. Pozyskaliśmy wspaniałych darczyńców, sponsorów na finał; oczywiście choinkę i jedzenie dla przybywających”.

A może coś własnego?
Wśród osób z dysfunkcją wzroku są i tacy, którzy porywają się na założenie własnej fundacji. Tomasz, niezrażony niepowodzeniem pierwszego przedsięwzięcia, postanowił wystartować z kolejnym pomysłem, tym razem już na innych zasadach. Motywuje go fakt niewystarczającego poziomu kształcenia w ogólnodostępnych ośrodkach oraz niedostępny dla przeciętnej osoby niewidzącej próg płatnych szkoleń. „Plan maksimum to zdobycie funduszy na kupno lokalu, w którym odbywałyby się szkolenia i praktyki. Młodzi fizjoterapeuci mogliby zdobywać wiedzę ode mnie i moich kolegów, otrzymywać materiały dydaktyczne przygotowane w przystępny im sposób. Myślę także o powołaniu niekomercyjnej przychodni, powiązanej z przyjmowaniem darowizn na rozwój”.
Ciekawą wydaje się historia Krzysztofa. To motywujący przykład dla osób, które musiały pogodzić się z faktem, że świat wizualny się skończył. Nie załamał się, a co więcej, podjął działania społeczne.
„Widziałem prawie trzydzieści lat. Wiedziałem o istnieniu osób niewidomych, ale ich problemy mnie nie dotyczyły. Do chwili, kiedy sam straciłem wzrok” – zaczyna swoją opowieść. „Różne osoby różnie sobie radzą. Chciałem im pomóc.
Fundacja, z którą współpracuję, zajmuje się szeroko rozumianą dostępnością. Jeździmy do szkół, urzędów i prowadzimy warsztaty oraz szkolimy ludzi. Edukujemy o niepełnosprawności, jak pomagać, odpowiadamy na pytania, kim jest pies przewodnik. Walczymy o dostępność w przestrzeni, komunikacji miejskiej, prowadzimy programy uświadamiające”.
Może i myślisz o sobie, że jesteś osobą niepełnosprawną, ale warto, byś wiedział, że jesteś niepowtarzalny/-a. Każdy z nas ma coś, czym może podzielić się z innymi. Ostatnio rozwija swoją działalność Fundacja „Zobaczmy się”, prowadząca warsztaty edukacyjne dla dzieci i młodzieży, pokazujące, jak zachować się wobec osób z dysfunkcją wzroku. Angażując się w jej działania, pomagasz innym, przekazując im konkretną wiedzę, ale także sobie – uczysz się, że jesteś pełnoprawnym członkiem społeczeństwa. Bo wolontariat to przede wszystkim radość dawania, poznawania innych ludzi oraz świata.