skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Znani i lubiani

Ja tylko nie widzę przeszkód Beata Dązbłaż

„Ja tylko nie widzę” – pisze Adam Jamróz na swoim profilu na Facebooku o nazwie „Nie widzę przeszkód”. Ma jedyne 26 lat, jak sam mówi, ale odważnie rozprawia się z rzeczywistością i realizuje swoje marzenia i pasje. Nie poddaje się łatwo. Choć jak u każdego, bywają słabsze dni. Ale to nie one mają ostatnie słowo.

„Cześć Wam! Nazywam się Adam Jamróz. Studiuję dziennikarstwo w Poznaniu. Pochodzę z Chojny koło Szczecina. Interesuję się sportem i muzyką. Jestem osobą niewidomą. Jednak brak wzroku to nie jest dla mnie koniec świata, a wręcz przeciwnie, motywuje mnie do działania. Dlatego uwielbiam wyzwania, którym muszę i chcę stawić czoła. W moim życiu nie wieje nudą i miewam różne przygody, o których chciałbym Wam opowiedzieć. Niektóre z nich wydają się straszne, ale koniec końców można się z nich dobrze pośmiać. Zapraszam Was do świata, w którym nie widzę przeszkód. Powspominajmy i pośmiejmy się razem” – to wizytówka i słowa samego Adama na jego profilu na Facebooku, gdzie opisuje swoje różne doświadczenia z życia codziennego i dzieli się przemyśleniami.

Oglądać po swojemu
Zamiłowanie Adama do sportu zrodziło się w dzieciństwie, kiedy to tata i dziadek oglądali w telewizji różne wydarzenia sportowe: piłkę nożną, skoki narciarskie, mecze piłki koszykowej, siatkowej i ręcznej. – Ja też zacząłem z nimi oglądać po swojemu. Nie krępuję się tak mówić, bo po co mamy sobie stawiać bariery, skoro można widzieć inaczej, na swój sposób. W pewnym momencie poczułem nutkę zazdrości – że ja też chciałbym w życiu odnosić takie sukcesy. Jako mały chłopiec nie zwracałem uwagi na to, że nie widzę, i nie przeszkadzało mi to w snuciu takich marzeń. Chciałem być piłkarzem i choć mówiono mi, że to niemożliwe, jako dziecko tkwiłem w tym świecie fantastycznych marzeń. Gdy zacząłem dorastać, sam wiedziałem, że to nie jest możliwe – wspomina Adam Jamróz.
Zaczął się jednak realizować z trochę innej strony, mianowicie uprawiać pływanie. Jako 11-latek pojechał do Kołobrzegu na obóz sportowy organizowany przez ośrodek w Laskach, w którym się uczył. – Początki nauki pływania były bardzo trudne, bo nie wiedziałem, jak mam się swobodnie położyć, skoro nie wiem, czy mam grunt, czy nie. Potem były pojedyncze ruchy rąk, nóg, aż do pokonania moich obaw. Tak mi się spodobało pływanie, że zacząłem chodzić na treningi i w wieku 13 lat pojechałem na pierwsze zawody na mistrzostwa Polski juniorów. Startowałem tam w latach 2006–2009. Parę razy udało mi się nawet stanąć na podium. Potem jednak miałem dużo na głowie, bo i koniec gimnazjum, i szkołę muzyczną, i zajęcia z orientacji przestrzennej, więc pływałem rekreacyjnie, ale nie startowałem w zawodach. To było wtedy, gdy przeniosłem się do Szczecina do liceum integracyjnego. Dopiero na zajęciach z wychowania fizycznego na studiach zaproponowano mi wyjazd na integracyjne mistrzostwa studentów z niepełnosprawnością, które co roku organizowane są na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM). Od 2015 r. w nich startuję, z roczną przerwą w 2017, kiedy to po obronie licencjatu nie miałem legitymacji studenckiej i nie mogłem wystartować – opowiada Adam.

Marzenie się spełnia
Najpierw myślał o studiowaniu fizjoterapii, aby pracować w klubie sportowym jako rehabilitant sportowców. Jednak okazało się to mało realne, bo jest tam dużo zajęć z fizykoterapii ruchowej. Nie chciał iść do szkoły policealnej na masaż, marzył o studiach. – Analizując to wszystko z doradczynią zawodową z PZN, wpadliśmy na pomysł studiowania dziennikarstwa, z ukierunkowaniem na dziennikarstwo sportowe. Najpierw skończyłem studia licencjackie na Uniwersytecie Szczecińskim, a potem studia dziennikarskie z kierunkiem dziennikarstwo sportowe na UAM w Poznaniu, które właśnie kończę – mówi Adam.
Rzeczywiście, rozmawiamy z nim na kilka dni przed oddaniem pracy magisterskiej i jej obroną, gdy ma pełne ręce roboty. – Gdy starsza siostra broniła pracy magisterskiej, czułem taką lekką zazdrość i wiedziałem, że też tak chcę. I to marzenie się spełnia – mówi.
Choć nie zawsze było łatwo. Najpierw przeprowadzka ze Szczecina do Poznania, kurs orientacji przestrzennej, uczenie się nowych miejsc, samodzielne mieszkanie w akademiku. Największą barierą okazały się zakupy, gdyż w sklepie obok Adam sam nie mógł ich zrobić. Pomagali siostra i znajomi. Samo pisanie pracy też wymaga wsparcia asystenta. Adam pisze o obrazie letnich i zimowych igrzysk paraolimpijskich na przełomie XX i XXI w. w polskich mediach drukowanych. Analizuje pod względem ilościowym i jakościowym, jak zmieniał się przekaz informacji o igrzyskach po 1989 r. do 2018 r. na łamach „Przeglądu Sportowego” i „Gazety Wyborczej”. Porównuje, jak to wyglądało w prasie sportowej, a jak w prasie ogólnotematycznej. – Sam odpowiadam za treść merytoryczną, ale potrzebuję pomocy w wykonaniu tabel, grafiki, spisu treści, a na to potrzebny jest czas. Ale już bliżej niż dalej – podsumowuje Adam.

Wyzwanie, a nie koniec świata
– Rodzice bardzo zmagali się z decyzją oddania Adama do szkoły w Laskach, ale to było dla niego najlepsze, co mogli zrobić, to go bardzo dobrze ukierunkowało. Pomimo że w Owińskach pod Poznaniem byłoby dużo bliżej do szkoły, to jednak postawili na jakość i zdecydowali się na Laski. Przez początkowe lata co piątek jeździli z Chojny do Lasek po Adama i w niedzielę w nocy go przywozili z powrotem do szkoły. Adam się buntował, wdawał się w bójki, nie interesował się wtedy jeszcze niczym specjalnie, to były trudne początki – wspomina Urszula Jamróz, starsza o 8 lat siostra Adama.
Podkreśla, że sama miała tendencję do tego, by opiekować się bratem, ale z czasem ta relacja się zmieniała. – Nie boję się o niego, bo wiem, że sobie poradzi. Jest odważny, lubi wyzwania, nie boi się ludzi, lubi kontakt z nimi, to na pewno bardzo mu pomaga. Jego niepełnosprawność nie przekłada się na jego izolację, ma dużo znajomych. On sam też chętnie pomaga – dodaje.
„Ja tylko nie widzę. Przemieszczając się z punktu A do punktu B, spotykam się z różnymi reakcjami ludzi. Jedni podziwiają mnie i z zaciekawieniem pytają o moje nastawienie do życia i świata widzianego inaczej. Jednak niektórzy, zaczynając rozmowę ze mną, zakładają z góry, że brak wzroku to najgorszy dramat, jaki mógł mnie spotkać. Wówczas stanowczo temu zaprzeczam i mówię, że dużo zależy tu od podejścia człowieka do każdego napotykanego problemu. Dla mnie brak wzroku absolutnie nie jest końcem świata. Od małego moi najbliżsi nauczyli mnie traktować to jako wyzwanie, któremu chcę stawić czoła” – pisze Adam na swoim facebookowym profilu.
I dalej: „Nieraz też przekonałem się o tym, że ludzie mają obawy, gdy pierwszy raz prowadzą osobę niewidomą. Są one zrozumiałe, bo jest to dla niektórych zupełnie nowe doświadczenie. Zazwyczaj moje pierwsze spacery z takimi ludźmi zaczynają się w tempie poloneza, a czasem nawet i kujawiaka. Jednak kiedy mówię: »Spokojnie, idziemy normalnie«, wtedy obawy znikają. Zdarzyło mi się, że niektórzy to najchętniej przenieśliby mnie przez ulicę albo znieśli po schodach. Taką sytuację miałem w Warszawie kilka lat temu. Kiedy schodziłem schodami do metra, podbiegły do mnie dwie osoby, które chciały mnie wziąć pod pachy i znieść na dół. Wówczas grzecznie podziękowałem i powiedziałem, że spokojnie sobie zejdę. Przecież nogi, ręce, głowę i inne części ciała funkcjonują jak u każdego człowieka. Tylko oczy sobie odpoczywają, bo już na starcie mojego życia przeszły na emeryturę”.
Adam z dystansem podchodzi do siebie i swojej niepełnosprawności. – Żartowniś z niego jest niemożliwy, potrafi się śmiać z całego świata, ale i z samego siebie. Na początku było mi głupio, że np. mówiłam o filmach, za którymi Adam nie przepada. Ale on zawsze odpowiada każdemu na wszystkie pytania związane z jego niepełnosprawnością, nie ma oporów, żeby mówić, jak on odbiera różne rzeczy – mówi Marta Warzych, koleżanka Adama, z którym poznała się na kajakach, również studentka UAM.

Tęsknota za muzyką
Połączyły ich wspólne pasje: muzyka i sport. Marta gra na gitarze, Adam na flecie poprzecznym. To z tym instrumentem zamierza związać się na najbliższe lata – w październiku rozpoczyna kolejne studia na Akademii Muzycznej w Poznaniu na kierunku instrumentalistyki. – Kończyłem na tym instrumencie szkołę muzyczną pierwszego stopnia w Laskach, potem szkołę średnią drugiego stopnia w Szczecinie. Potrzebowałem trochę odpocząć od muzyki i priorytetem było dla mnie dziennikarstwo sportowe. Teraz stęskniony za muzyką wracam do niej – mówi Adam. Czeka go zatem poznawanie nowych miejsc i terenów w Poznaniu, będzie musiał się ich nauczyć. Już dziadek Adama, który sam grał na trąbce w orkiestrze dętej, wystukiwał z nim rytm na stole podczas oglądania teleturniejów muzycznych w telewizji. – Babcia była wtedy trochę zła, bo wszystko, co było na blacie, latało, ale dziadek orzekł, że wybijam dobry rytm – wspomina Adam.
Równocześnie nie zamierza rezygnować z pływania, wręcz przeciwnie, planuje dwa treningi w tygodniu po półtorej godziny w poznańskim klubie „START”. Nie porzuca także dziennikarstwa. Zaczął je praktykować w studenckim Radiu Meteor, które działa na UAM. – Musiałem odbyć 3-miesięczne praktyki konieczne na studiach. Kolega, który zapamiętał mnie z zajęć, podczas których trzeba było przygotować komentarz do meczu, zaproponował mi, bym przyszedł do Radia Meteor. W ramach praktyk prowadziłem serwisy sportowe. O 18.00 był serwis, który dotyczył wydarzeń sportowych z Wielkopolski. Wcześniej musiałem przygotować trzy takie wiadomości, układałem je sobie w głowie, robiłem próby i potem mówiłem to na żywo na antenie – mówi.
Bardzo miło wspomina atmosferę w radiu i bardzo życzliwych ludzi, których tam spotkał. Docenia to, że wiele mógł się od nich nauczyć. Adam ma za sobą już pierwsze komentarze biegów, był trzecim komentatorem półmaratonu – mówił o ciekawostkach, o historii biegu, o sylwetkach osób z nim związanych itp. W planach jest już własna dwugodzinna audycja Adama „Planeta sportu”, tj. w połowie podsumowanie weekendowych wydarzeń sportowych z Wielkopolski, a w połowie rozmowa z zaproszonym gościem.
Jego marzeniem jest stała praca w radiu, tak, by mógł żyć z tego, co kocha, czyli z zajmowania się sportem od strony dziennikarskiej. Innym jego marzeniem jest założenie w przyszłości rodziny, dla której będzie wsparciem.

W góry
Adam lubi sport, pływa kajakami, jeździ na tandemach, a coroczną tradycją jest zimowy wyjazd w góry na narty. – Tata mi zaproponował, bym się nauczył. Zawsze uważał, że jako osoba z niepełnosprawnością będę miał trudniej już na samym starcie, ale jeśli będę ponad swoją przeciętność, będzie mi łatwiej się odnaleźć. Chciał, żebym łamał stereotypy i bariery, mama podobnie. Myślę, że rodzina, która zawsze mnie wspierała i wspiera, pchała i pcha do przodu, bardzo wiele mi dała. I tak to się zaczęło, pierwsze lata to była nauka chodzenia w butach narciarskich, jazda na „oślej łączce”, nauka upadania. Dopiero potem poszedłem na górę 1400 m i to był niesamowity przeskok. Na początku jeździłem z instruktorem, który jechał przodem do mnie i trzymaliśmy dwa końce kijków. Od 2016 r. jeżdżę na komendy, tzn. ktoś jedzie obok mnie, przede mną albo za mną, tak bym go słyszał i wydaje komendy, np. „hop” oznacza zakręt. Z roku na rok jest coraz lepiej, ale na początku bałem się, potrzebowałem czasu, by sam ze sobą i z tym lękiem wygrać – opowiada Adam. Na jego profilu na Facebooku można obejrzeć film, jak jeździ na nartach. I nie pokazuje tam tylko sukcesów.
– Adam jest pierwszą osobą niewidomą, z którą mam bliski kontakt. Na pewno nie odbieram go jako osoby niewidomej, zapominam o tym, gdy idziemy gdzieś razem, zapominam, że go prowadzę. Jest bardzo otwarty, sympatyczny, ma dużo zainteresowań. Podziwiam go za studiowanie dziennikarstwa sportowego, nie zawsze spotykał się z przychylnością, a jednak to zrobił. Ostatnio oglądaliśmy mecz i Adam jeszcze zanim sędzia zadecydował o żółtej kartce, wiedział, że ona będzie, po reakcji publiczności – mówi Marta Warzych.

On nie widzi, a ja nie chodzę
Adam ma wielu znajomych z niepełnosprawnością wzroku, ale też innymi niepełnosprawnościami. – Uczyłem się w integracyjnym liceum i uczyłem się żyć z osobami z innymi niepełnosprawnościami. Bardzo ważne jest wsparcie rodziny, nie zawsze każdy je ma. Najważniejsze jednak jest, by samemu nie zakodować sobie w głowie, że ja czegoś nie mogę, nie dam sobie rady. Bardzo dużo rzeczy pozytywnych i negatywnych rodzi się w głowie. Zawsze warto próbować, a jak się coś nie uda, trzeba wiedzieć, że świat się nie zawali. Chcę być tak samo postrzegany, motywowany jak każdy inny człowiek, nie przez pryzmat niepełnosprawności, ale po prostu jako człowiek, osoba – mówi Adam.
Na koniec jeszcze raz głos samego Adama z jego wpisu na Facebooku: „Z uśmiechem łatwiej! Nieraz w życiu przekonałem się, że poczucie humoru i dystans do siebie są kluczem do dobrego kontaktu z ludźmi. Miałem już niejedną sytuację, która mi to pokazała. Na przykład kilka lat temu jechałem z kolegami pociągiem na zawody. Wówczas powiedziałem do jednego z nich, żeby ustąpił mi miejsca przy oknie, bo chciałbym podziwiać krajobraz. Podróż zaczęła się na wesoło i humory dopisywały nam aż do końca. Na szczęście poczucie dystansu do swojej niepełnosprawności to u mnie często spotykana cecha. Ostatnio regularnie bywam na pływalni i miało tam miejsce parę ciekawych historii. Pewnego razu prowadził mnie kolega na wózku. Historia była o tyle interesująca, że on kierował, a ja go pchałem. W pewnym momencie on powiedział »Uwaga ludzie, bo on nie widzi, a ja nie chodzę«. Oczami wyobraźni widziałem miny wszystkich dokoła. Jednak koniec końców dotarliśmy do celu i uznaliśmy, że moglibyśmy wystartować w jakimś maratonie. Innym razem, w trakcie jednego z treningów, wraz z moim słabowidzącym kolegą z toru, rozmawiałem sobie o świętach i nowym roku. Wtedy trener powiedział do nas: »panowie, nie patrzcie sobie w oczy, tylko pływajcie«. Niestety musieliśmy skończyć pogawędkę, ale z uśmiechem na twarzy pływaliśmy dalej. Takie jest moje podejście do życia. Nie chcę się zamartwiać tym, co dał mi los. Z uśmiechem jest o wiele łatwiej. Na własnej skórze bowiem przekonałem się, że dystans do siebie otwiera nowe horyzonty i sprawia, że... w ogóle nie widzi się przeszkód”.