skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Wyborczy dylemat Tomasz Matczak

Od wyborów upłynęło już trochę wody w Wiśle. Mamy nowych posłów i senatorów, ale wciąż ten sam problem, który urasta niemal do szekspirowskiego dylematu: z nakładkami czy bez nakładek? Kwestia chyba nierozstrzygalna, jak samo pytanie wielkiego dramaturga. Ja żadnej Ameryki nie odkryję, zresztą nie zamierzam, bo każdy ma odpowiednią część ciała, która powinna służyć do wyciągania wniosków. Ja, używając tej właśnie części ciała, a przynajmniej wydaje mi się, że jej używałem, postanowiłem pokusić się o pewną analogię. Otóż idea zapewnienia osobom niewidomym możliwości samodzielnego głosowania jest bardzo szczytna. Uwaga, nie chcę się wdawać w rozważania na temat prawa i jego przestrzegania! Nie to jest moim celem. Chciałbym przyjrzeć się dwóm rozwiązaniom oraz reakcji na nie. Jestem subskrybentem list mailingowych oraz WhatsAppa, więc siłą rzeczy docierają do mnie głosy z różnych stron. Mam wrażenie, iż w tzw. środowisku niewidomych nakładki do głosowania nie cieszą się wielką estymą. Cóż, nie dziwię się, bo sam przy okazji wyborów postanowiłem skorzystać z owego dobrodziejstwa i mam dokładnie takie samo odczucie. Wielgachna płachta, której nałożenie na kartę do głosowania jest czasochłonne, nie dała mi nic. Na szczęście był ze mną widzący znajomy. Walczył chwilę i uznał, że otwory w nakładce średnio pasują do kratek głosowania. Może dlatego, że im większy rozmiar, tym trudniej jest dopasować nakładkę? Generalnie zrezygnowałem i zagłosowałem niezgodnie z prawem, a więc nietajnie, bo przy pomocy widzącego znajomego. Korciło mnie nawet, aby w Internecie jakieś głosowanie zrobić i poprosić niewidomych o anonimowy głos, by rozstrzygnąć dylemat: z nakładkami czy bez nakładek? Przeglądając listę mailingową Typhlos, nietrudno się zorientować, że zwolennicy są w mniejszości. Czy to znaczy, że nakładek ma nie być? Nie, tego nie powiedziałem.
Kilka miesięcy temu w stolicy pojawiły się na stacjach metra mapy dla niewidomych. Śledząc tę samą listę mailingową Typhlos, zauważyłem, że rozwiązanie to spotkało się z dużym sprzeciwem samych niewidomych. Argumenty były przeróżne. Od źle usytuowanych miejsc, przez kiepskie materiały i wykonanie, do głosów, że cała inicjatywa może się obrócić przeciwko nam, bo widzący psioczą na zmniejszenie i tak już wąskich peronów. Inicjator tego rozwiązania bronił się żarliwie jak nasi żołnierze na Westerplatte! Próbował zbijać argumenty, tłumaczyć, zasłaniać się przepisami itp.
Te dwie sytuacje coś we mnie poruszyły.
Czy można je porównywać? Oczywiście co do samej idei raczej nie. Mnie jednak interesuje aspekt socjologiczny tych przykładów. Otóż zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku mamy zwolenników i przeciwników. Moją uwagę zwrócił fakt, iż wśród przeciwników map na stacjach metra znaleźli się zwolennicy nakładek brajlowskich. Wynajdywali różne argumenty, by zdyskredytować pomysł i wykazać błędy, jakie ich zdaniem popełnili pomysłodawcy map. Ci drudzy bronili się zawzięcie, aż echo niosło zgrzyt zębów! W przypadku nakładek do głosowania zgrzytają ci, którzy wcześniej krytykowali. Jednym z podnoszonych wówczas argumentów przeciw było wsłuchanie się w głos środowiska. W końcu jest demokracja. Tymczasem przy nakładkach jakoś w głos środowiska nikt się wsłuchiwać nie chce. Czy przypadkiem zarówno mapy na stacjach metra, jak i nakładki na karty do głosowania to nie niedźwiedzia przysługa? Tak, wiem, zaraz podniosą się głosy, że prawo, przepisy, paragrafy, ustępy i tak dalej. A gdzie zdrowy rozsądek? Po co komu mapy na stacjach, jeśli prawie nikt z nich nie korzysta? Po co komu nakładki do głosowania, skoro prawie nikt z nich nie korzysta? Tak, wiem, prawo, przepisy, paragrafy, ustępy i tak dalej, ale ja nie o tym, naprawdę nie o tym. A w sumie, to niech będzie! Skoro państwo ma mi zapewnić możliwość tajnego głosowania i mają to umożliwić nakładki, to ja, niżej podpisany Tomasz Matczak, oświadczam, że mi te nakładki niczego takiego nie zapewniły. Może miały, ale w moim przypadku nic z tego nie wyszło. Może powinienem się lepiej przygotować? Ale w takim razie, czy nie lepiej byłoby załatwić całą tę nakładkową sprawę inaczej? Każdy niewidomy, który chciałby skorzystać z nakładki, powinien przed wyborami zgłosić to do komisji wyborczej. Ma prawo, niech korzysta, czemu nie? Wówczas jednak nie trzeba byłoby produkować tak dużej liczby nakładek, jak obecnie. Ktoś powie: to utrudnienie, bo muszę zgłaszać. To ja mu na to, że sama nakładka jest utrudnieniem, bo przed pójściem do lokalu wyborczego muszę się zorientować w liście nazwisk kandydatów, aby wiedzieć, gdzie postawić krzyżyk. Inaczej się nie da. Zawsze będą jakieś trudności, prawda? No i ostatecznie i tak nie mam stu procent pewności, czy mój głos jest ważny. Nikt tego nie zweryfikuje.
Nie jestem przeciwnikiem nowinek. Jestem przeciwnikiem niefunkcjonalnych nowinek. Trzeba się starać, aby nasze życie stawało się lepsze i łatwiejsze, ale należy zachować we wszystkim umiar. I tak nigdy nie będzie idealnie.
Taki to już nasz niewidomy los. Ups, hmmm, no tak, wszakże los jest ślepy, jak mówi przysłowie.