skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Rozmaitości

Pszczoły, Pliniusz i Lasy Janowskie Przemysław Barszcz

Zeszłego lata, pod koniec czerwca, znalazłem się pośrodku Lasów Janowskich. Dotarłem o zmroku i kiedy wybrałem się na obchód leśnych dróg i polan, las jarzył się tysiącami fosforyzujących świetlików, a nad łąkami, jak zdarza się to w pogodne, letnie wieczory, unosiły się lekkie opary. Rano po oparach i świetlikach nie było już śladu. Ogrzewany słońcem las pachniał żywicą i rozbrzmiewał bzyczeniem kolejnej zmiany owadów – pracowitych zapylaczy.

Lasy Janowskie to rozległy kompleks sosnowych borów, przeplatanych zabagnionymi dolinami niewielkich rzek i rzeczek o rdzawej, torfowej wodzie, i polanami. Ponieważ łączą się one z innymi jeszcze lasami i puszczami, jeżeli ktoś zanurzyłby się w cień drzew nad Wisłą koło Sandomierza czy Zawichostu, mógłby nieprzerwanie iść lasami na południowy wschód jakieś 250 km, np. aż do Lwowa.

Powrót do korzeni
W tych właśnie Lasach Janowskich udało mi się poznać bliżej życie leśnych pszczół. Spośród wielu gatunków zapylających rośliny, w tym rozlicznych gatunków pszczołowatych, uwagę ludzi od pradawnych czasów przykuwała pszczoła miodna Apis mellifera, owad tworzący rozwinięte społeczeństwa, będący jednym z fundamentów ziemskiego ekosystemu. Bez pszczół bowiem szereg gatunków roślin przestałby istnieć.
Na niedużej polance pośrodku sosnowego lasu stały trzy ule. Rozległe borówczyska, korzystające z ubogich, piaszczystych gleb i prześwietlonego drzewostanu, zapewniały pszczołom odpowiednią ilość pożytków. Kwiaty borówki czarnej są wprawdzie niewielkie i nie dostarczają takich ilości pyłku i nektaru, jak kwiaty lip lub łąki żółte od mniszków, lecz dla niedużej liczby uli borówkowe „pastwiska” są wystarczające.
Pszczoły w lesie to w ogóle bardzo interesujący pomysł, od pewnego czasu wcielany w życie przez leśników. Można nawet powiedzieć, że jest to powrót do korzeni: leśne barcie w pniach drzew to pierwotne, dawne miejsce bytowania pszczół. Kiedyś mieszkały tylko w takich miejscach, dzisiaj powracają do lasów.
Dla pszczół las jest środowiskiem czystym, pozbawionym pestycydów, środków owadobójczych, oprysków i innych zagrożeń, występujących w rolnictwie i uważanych za jedną z ważniejszych przyczyn gwałtownego spadku liczebności tych owadów. W drugą zaś stronę obecność w lesie zapylających kwiaty pszczół bardzo wspomaga funkcjonowanie i trwałość ekosystemu. Przenosząc pyłek pomiędzy kwiatami, nie tylko przyczyniają się do zawiązywania owoców, wytwarzania nasion itp., ale odgrywają także ważną rolę w wymianie materiału genetycznego, niezbędnej do tego, by owadopylne rośliny tworzyły populacje zróżnicowane i dostosowywały się do warunków miejscowych. Innymi słowy: pszczoły potrzebują lasu, a las potrzebuje pszczół. Oczywiście, niezależnie od roli odgrywanej przez te owady w przyrodzie, której jesteśmy częścią, czerpiemy pożytki z ich obecności w lesie, np. w postaci miodów spadziowych czy borówkowych. Leśnicy starają się więc na różne sposoby zwiększyć liczbę pszczół w środowisku leśnym.

Królowa z numerem
We wnętrzu ula znajdują się ciasno, pionowo ustawione prostokątne, drewniane ramki. Każda z nich wypełniona jest plastrem wosku, zbudowanym z charakterystycznych, sześciokątnych komórek. W nich rozwijają się pszczele larwy i gromadzi się miód.
Zestaw narzędzi pszczelarza jest prosty i tradycyjny. Np., żeby pozyskać miód, ramkę wstawia się do wirówki, wyglądającej z grubsza jak napędzana ręczną korbą pralka starego typu, i po prostu odwirowuje, nie uszkadzając plastra, który później odkłada się z powrotem do ula. Gdyby pszczoły denerwowały się przy wyciąganiu ramki, można je odymić podkurzaczem. Podkurzacz przypomina z kolei małą, blaszaną konewkę, w środku której tli się wierzbowe próchno, a z szyjki unosi się dym, wydmuchiwany przy pomocy małej, ręcznej pompki. Tego narzędzia nie można jednak nadużywać, należy wykorzystywać je z umiarem, jedynie gdy jest to konieczne: dym szkodzi pszczołom.
Pszczelarz zagląda do ula nie tylko wtedy, kiedy chce pozyskać miód. Regularnie musi sprawdzać np., co dzieje się z królową. Jest niezbędna, żeby ul funkcjonował, bo tylko ona wydaje na świat potomstwo. Może zostać wyhodowana z jednej z larw przez same pszczoły. Jeżeli to się nie uda, królową kupuje się w sklepie pszczelarskim – kosztuje kilkadziesiąt złotych. Jest ona większa od robotnic, a ta „sklepowa” ma dodatkowo na górnej stronie tułowia maleńką, kolorową płytkę z numerem. Dzięki temu łatwiej ją pszczelarzowi zauważyć. Zdarza się, że pszczoły nie akceptują zakupionej królowej i zakłuwają ją żądłami, dlatego należy kontrolować sytuację w ulu.

Pszczoła kontra mrówka
Miód jest towarem pożądanym nie tylko przez ludzi. Kiedy przyjrzałem się otworom, prowadzącym do uli stojących w sosnowym lesie, zobaczyłem, że przy każdym wejściu toczy się walka, przypominająca zdobywanie średniowiecznego zamku: od strony leśnego poszycia wspinały się mrówki rudnice, z zamiarem zdobycia ula bronionego przez pszczoły. Mrówki, mające w lesie inne zadania, nie przeznaczały do ataku głównych sił, szturmując trochę bez przekonania, a może czekając na lepszą okazję. Martwe owady, wśród których przeważały mrówki, świadczyły o tym, że póki co pszczoły kontrolują sytuację, a mrówkom nie udało się sforsować wejścia. Sprawa wymagała jednak uwagi i gdyby mrówki zaczynały zyskiwać przewagę, konieczne byłoby przestawienie uli.
Ule w lesie są dobrym pomysłem. Nie tylko zresztą w lesie. W ramach promowania konieczności ochrony pszczół krakowskie uniwersytety np. rozstawiły pasieki na dachach swoich budynków w centrum miasta. Owady korzystają z miejskich drzew, z kwietnych łąk na zieleńcach i z samych dachów, nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, żeby dach stał się łąką. Miód „uniwersytecki” rozdawany jest jako pamiątkowy prezent.
Interesujące, że pszczoły, będące przecież bezkręgowcami, znajdującymi się dość nisko na systematycznej drabinie bytów, odcisnęły tak silny ślad w naszej kulturze, a zainteresowanie nimi nie tylko nie osłabło, lecz stale rośnie, w miarę tego, jak poznajemy ich rolę w przyrodzie.

„Miód spada z nieba, zwłaszcza w okresach wschodu konstelacji, a specjalnie w czasie największego natężenia blasku Syriusza, nigdy zaś przed wschodem Plejad – o przedświcie. Dlatego o tej porze, zaraz po pokazaniu się jutrzenki, znajduje się liście drzew pokryte miodną rosą”. Tak o pszczołach, pomiędzy tekstami o poławianiu przez nurków gąbek i pereł w Morzu Śródziemnym, o purpurze tyryjskiej otrzymywanej z drapieżnych morskich ślimaków rozkolców, o uprawie winorośli, czereśni i o wilkołakach, pisał dwa tysiące lat temu Pliniusz Starszy w swojej Naturalis historiae, a ja, ilekroć czytam jego słowa, mam wrażenie, że zagłębiam się nie tylko w przyrodnicze dociekania, ale także w materię mającą w sobie coś z tajemnicy starożytnego mitu – baśni, skrywającej prawdę.