skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Rozmaitości

Wielka włóczęga małego kopciuszka Przemysław Barszcz

Spojrzałem na małego ptaka, który przysiadł na drewnianym ogrodzeniu. Przez moment nasze spojrzenia się spotkały. Błyszczące, czarne oko było melancholijne i zamyślone. O czym rozmyślał?

Spośród pięciu podgatunków kopciuszków Polskę zamieszkuje Phoenicurus ochruros gibraltariensis. Nie mogę oprzeć się czarowi naukowych nazw stworzeń, zwłaszcza tym pochodzącym z czasów dawniejszych; są trochę jak poezja, trochę jak naskalne malowidła z Lascaux, a trochę jak abstrakt rozprawy naukowej – kwintesencja w kilku słowach.
Kopciuszek chociażby: pierwsza część nazwy phoenicurus, wywodząca się ze starożytnej greki, powstała z połączenia dwóch wyrazów – phoinós, opisującego krwistą czerwień, i urá, oznaczającego ogon. Słowo urá współtworzy także drugi człon nazwy gatunkowej, uzupełniony określeniem ochrós – wskazującym barwę ceglastej ochry. Od razu przed oczyma stają paleolityczni artyści, malujący glinką na ścianach jaskini zaobserwowane zwierzęta, albo greccy filozofowie przyrody, dumający pośród drzew oliwnych i dębów korkowych nad historią animalium.
Kopciuszek to ptak o czerwonorudym, ognistym ogonie. W sezonie godowym samiec jest przy tym smoliście czarny, co podkreśla efekt jakby żywego ognika, zwłaszcza że ptaszek ten nie lubi pozostawać w bezruchu i nawet, jeżeli gdzieś przysiada, ma w zwyczaju regularnie „dygać” i potrząsać ogonem.
Obyczaje kopciuszków są nader ciekawe. Od dawna upodobały sobie sąsiedztwo ludzi. W dawniejszych czasach gnieździły się często w kominach, co w połączeniu z czarnym, jakby okopconym upierzeniem samca w sezonie godowym, kiedy jest najbardziej aktywny i najbardziej przykuwa ludzką uwagę, dało początek nazwie „kopciuszek”.
Nasze sąsiedztwo nadal odpowiada tym ptakom. To właśnie one budzą nas wczesnym rankiem, nieraz kiedy jest jeszcze ciemno, wyśpiewując swoją piosenkę kończącą się zgrzytliwymi taktami, przypominającymi nieco charczące radio. Skromność niewielkich kopciuszków i ten właśnie śpiew, mający w sobie pewną niedoskonałość, czynią je wyjątkowo sympatycznymi. Nie silą się na trele słowika, nie śmigają jak jaskółki lub jerzyki, nie są barwne jak kraski, dudki czy żołny. Niczego nie udają, po prostu są sobą i wiernie nam towarzyszą.
Podczas lęgów kopciuszki najchętniej wybierają najrozmaitsze otwory w budynkach, nieraz tak niepozorne, że trudno je wypatrzyć nawet wprawnemu ornitologowi. Wiele takich miejsc, niekiedy z gniazdem lub pisklętami w środku, jest zamurowywanych podczas remontów lub ociepleń, jeżeli budynku jeszcze przed rozpoczęciem prac nie sprawdzi doświadczony przyrodnik.
Poświęciłem sporo czasu, żeby wyśledzić, gdzie gnieżdżą się „moje” kopciuszki, zanim upewniłem się, że rodzice z pokarmem dla młodych wlatują w miejscu połączenia barierki balkonu z elewacją – otwór tak mały, że wprost nie mogłem uwierzyć, że mieści się tam cała ptasia rodzina. Pamiętam też inną parę, która na gniazdo wybrała małą niszę w przejściu na podwórko pewnej kamienicy, otwór w ścianie, w który ktoś wetknął kłąb tektury – tak, że pozostało wąskie wejście, a za nim niewielka przestrzeń. Z zewnątrz miejsce wyglądało niepozornie; dla pary kopciuszków było wymarzone na złożenie jaj.

W kilkanaście gramów poprzez morze
Chociaż jesień jest jeszcze odległa, a my myślimy o wakacjach, kopciuszki, które w większości zakończyły już lęgi, przygotowują się powoli do wędrówki, przede wszystkim odpoczywając po wyczerpującym sezonie lęgowym i intensywnie się odżywiając (u drobnych ptaków zdarzają się dwa lęgi w roku, niewykluczone więc, że jakiś kopciuszek w naszym sąsiedztwie karmi jeszcze swoje młode). Zdecydowana większość kopciuszków odlatuje z Polski w październiku i kieruje się w zachodnią część obszaru śródziemnomorskiego. Niektóre pozostają w Europie, lecz część tych drobnych ptaków, z których każdy waży zaledwie tyle, ile dwie monety pięciozłotowe, pomimo małych rozmiarów odważa się na podróż przez Morze Śródziemne. Wykorzystują w tym celu Cieśninę Gibraltarską, aby przebyć morze w najwęższym miejscu, ewentualnie lecą przez wyspy archipelagu Balearów. Niektóre, skuszone łagodnym klimatem, pozostają na wyspach, inne traktują je jako przystanek i lecą dalej, aż na wybrzeża Północnej Afryki.
Na śródziemnomorskich zimowiskach kopciuszki trzymają się terenów skalistych, polują na owady, pająki i krocionogi, oraz z upodobaniem zajadają się ciemnymi owocami cenionej w tym regionie już od starożytności pistacji kleistej Pistacia lentiscus, na skutek czego ich odchody mają charakterystyczną, fioletową barwę – podobnie jak w Polsce odchody ptaków zjadających owoce bzu czarnego.

Baleary i Maroko
Patrząc więc na małego kopciuszka, zastanawiałem się, o czym myśli. Czy przeczuwa już zbliżającą się wędrówkę? Jesienią ma ona inny charakter niż wiosną; nie jest wyścigiem z czasem, by zdążyć wychować kolejne pokolenia młodych, i wyścigiem z innymi kopciuszkami o zajęcie najlepszych otworów na gniazdo. Jest raczej włóczęgą, coraz dalej i dalej na południe. Dokąd poleci kopciuszek, któremu codziennie wystawiam świeżą wodę w podstawce na doniczkę i którego spojrzenie na tę krótką chwilę skrzyżowało się z moim? Czy zatrzyma się na zimowisko na Majorce, by w styczniową noc przyglądać się mieszkańcom, tańczącym ku czci świętego Antoniego? A może poleci dalej, aż do zielonej marokańskiej doliny Sus, ukrytej jak szmaragdowy klejnot pośród skalistych, płowych gór i pustyni?
Kiedy my zostaniemy w Polsce, by znosić jesienne szarugi i zimowe zawieje, kopciuszki będą pod innym, bardziej błękitnym niebem, gdzie dzień jest dłuższy, a słońce bliżej.
Wiosną, w marcu, powrócą. Każdego roku czekam na ten pierwszy, wiosenny śpiew, rozlegający się, kiedy noc jest jeszcze zupełnie czarna i chłodna, i do wschodu słońca pozostało jeszcze wiele czasu, a jednak śpiew kopciuszka sprawia, że czuje się nadchodzący nowy dzień. Jest zgrzytliwy i nie dobiega końca, jakby ptak zacinał się, a mimo to ma w sobie świeżość i urok. Nawet, jeżeli jest głośny i rozlega się o czwartej nad ranem, tuż za oknem sypialni…
Chociaż wydaje się niemożliwe, by tak niewielki ptak potrafił pokonać tak długą drogę i chociaż istotnie część kopciuszków nie daje rady sprostać jej trudom i niebezpieczeństwom, pozostałym się udaje. Jak wskazują obserwacje, wiele ptaków wraca z zamorskiej podróży dokładnie w to samo miejsce, w którym zakładało gniazdo poprzedniego sezonu.

Czy kopciuszek, na którego patrzyłem, myślał o czekającej go wielkiej podróży? Być może; na razie jednak miał przed sobą całe, nadchodzące lato, o czym przypomniał mi nagły, pomarańczowy błysk rozpostartych piór ogona, przeszytych promieniem słońca. Dygnął jeszcze kilka razy i sfrunął nagle z ogrodzenia w pogoni za przelatującym owadem.