skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Z życia PZN

Lampa życia osób niewidomych i słabowidzących Wiesław Miętkiewicz

Nazywam się Wiesław Miętkiewicz. Mam 49 lat. Magazyn „Pochodnia” towarzyszy mi, od kiedy skończyłem siedemnaście. Temu czasopismu zawdzięczam ogromne zmiany w moim życiu. Pismo punktowe poznałem w 1987 r. i praktycznie zaraz zacząłem czytać „Pochodnię”. To moja ukochana gazeta. Na łamach magazynu, a wcześniej dwutygodnika, miesięcznika, mogłem przeczytać o kształceniu niewidomych. W ten sposób w 1988 r. dowiedziałem się o Krajowym Centrum Kształcenia Niewidomych w Bydgoszczy im. Józefa Buczkowskiego (obecnie Ośrodek Rehabilitacji i Szkolenia PZN „Homer” w Bydgoszczy) czy o istnieniu PFRON-u, i różnych dofinansowaniach. Zarówno dla mnie, jak i dla moich bliskich największą radością była możliwość podjęcia pracy. To ten skarb wiedzy, „Pochodnia”, pokazał mi, że istnieją spółdzielnie niewidomych, że są inni niepełnosprawni zarabiający pieniądze. Mój pierwszy zakład pracy to Spółdzielnia Niewidomych „Gryf” w Bydgoszczy. Pracowałem chałupniczo, ale tak jak inni mogłem robić coś, co było i jest potrzebne. „Pochodnia” to lampa życia osób niewidomych i słabowidzących. Właśnie teraz pracuję zdalnie na otwartym rynku pracy, ale o tym wszystkim mogłem się dowiedzieć nie dzięki moim oczom, ale palcom biegającym po kartach „Pochodni”. Dziś wiem, że Pan Bóg i dobrzy ludzie sprawili, że pojawiła się na mojej drodze.
To czasopismo tak bardzo rozświetliło mi mroczne, szare życie. Jaka była moja radość, kiedy po raz pierwszy moje słowa i przemyślenia zostały opublikowane w gazecie i ktoś inny mógł je przeczytać. Czytałem też inne czasopisma, takie jak: „Życiu Naprzeciw”, „Nasza Szansa”, „Świat Kobiety”, „Niewidomy Spółdzielca” czy „Niewidomy Masażysta”, ale to „Pochodnia” dostarczała mi najwięcej informacji. W 1989 r. odwiedziła mnie redaktor naczelna Grażyna Wojtkiewicz. Poznałem też osobiście fantastycznego człowieka – pana redaktora Józefa Szczurka. Te malutkie punkciki, takie mini, a tyle wniosły do życia niewidomego chłopaka siedzącego na wózku inwalidzkim. Pozwoliły nawiązać wiele znajomości, zyskać wielu przyjaciół.
Informacje są tak ważne i potrzebne w życiu każdego człowieka. W 2006 r. miałem pierwszy komputer, i znów ogromna radość, olbrzymie okno na świat, możliwość bycia samodzielnym. Mogłem pisać, pracować, szukać wielu pożytecznych wiadomości w sieci. Ale brajl i „Pochodnia” to credo mojego życia. Wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne… Tu chcę wspomnieć przyjaciela niewidomych, twórcę i pierwszego dyrektora Ośrodka Leczniczo-Rehabilitacyjnego dla niewidomych „Eden” w Ciechocinku, pana Mikołaja Mariana Kaczmarka. To on, ale dzięki „Pochodni”, bo o wszystkim dowiedziałem się z jej kart, wyciągnął mnie z domu.
Kolejną pomocą jest elektronika, mogę się samodzielnie ubrać, nie myląc kolorów, a nawet ich nie widząc. Komputery, termometry, ciśnieniomierze oraz inne sprzęty ułatwiające życie są w moim domu, ale to dzięki wiedzy czerpanej z „Pochodni”, spotkaniom z innymi ludźmi, rozmowom mam świadomość, że nie jestem sam. Pisma punktowego uczyłem się na kursie rehabilitacji podstawowej. „Pochodnia” – kilkadziesiąt stron co dwa miesiące, a zawsze tak oczekiwana i rozbudzająca ciekawość – z każdym jej numerem zastanawiam się, o czym tym razem napiszą? Wiem, że do końca życia będę ją czytał, oby tylko z nami pozostała.
Samodzielnie można dotrzeć do wielu wspaniałych wiadomości. Kolejne źródło informacji to książki: lektury szkolne, beletrystyka, książki historyczne, przygodowe, dostępne w różnych formach – do czytania, słuchania. Dzięki nim wiele się dowiadujemy i przeżywamy historie bohaterów. Jeszcze na moment wrócę do wizyty dziennikarzy „Pochodni” w moim domu. Wywołało to we mnie wielkie poruszenie – u mnie, zwykłego człowieka, tacy goście, wywiady, zdjęcia. Potem to wszystko znalazło się w „Pochodni” i inni mogli przeczytać, że jestem.
Dziękuję za to, że jesteście.
Cierpienie nie musi być złe i przykre, jeżeli można się jakoś realizować.