skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Z życia PZN

InRadio, czyli erasmusowe wojaże

Od 9 do 16 marca 2019 r. trzyosobowa delegacja z Instytutu Tyflologicznego PZN uczestniczyła w wymianie Erasmus+ w rumuńskiej Kluż-Napoce. Do udziału w projekcie zaproszono także organizacje z Litwy, Portugalii oraz Włoch. Nie zabrakło również przedstawicieli miejscowych stowarzyszeń. Wszyscy pracowali nad rozwojem niskobudżetowego radia internetowego (InRadio) – integrującego i włączającego do współpracy osoby niewidome, widzące i słabowidzące.

Zanim jednak międzynarodowe grupy zaczęły nagrywać autorskie audycje, program zajęć wypełniały inne aktywności. Warsztaty z pomocy osobom niewidomym, chodzenie z białą laską, pisanie CV i listów motywacyjnych w języku angielskim – to tylko niektóre z nich. Nie obyło się także bez odwiedzenia najbardziej charakterystycznych miejsc w Kluż-Napoce: Bastionu Krawców, Kościoła św. Michała, Pałacu Sprawiedliwości czy Soboru Zaśnięcia Matki Bożej.

Przede wszystkim integracja

Organizator wymiany, stowarzyszenie Babilon Travel, duży nacisk położyło na integrację uczestników. Mieszane grupy projektowe, poznawanie podstawowych zwrotów w obcych językach, tradycji innych krajów, wreszcie – wieczór międzykulturowy. Wspólna kolacja była okazją do spróbowania lokalnych potraw (np. sarmali, z wyglądu przypominających polskie gołąbki, ale bardziej słonych w smaku), podziwiania występu miejscowego zespołu tanecznego czy wysłuchania tradycyjnych rumuńskich pieśni. Dodatkowo każda z grup narodowych (tj. litewska, polska, portugalska, włoska) zaprezentowała podstawowe informacje na temat swoich krajów, przygotowała animacje oraz poczęstunek dla reszty uczestników.

Niewiele z radia

Nagrywanie audycji, ku rozczarowaniu wielu osób, zajęło zaledwie jeden dzień. Wcześniej grupy opracowały plan transmisji i stworzyły dżingle promujące swoje programy. Jednak to, co miało być sednem projektu, okazało się tylko niewielką jego częścią. – Żałuję, że nie otrzymaliśmy od organizatorów żadnego know-how, które mogłoby nam pomóc stworzyć podobne radio w Polsce. Moim zdaniem niektóre aktywności można było pominąć i poświęcić więcej czasu na tworzenie audycji właśnie. Szczególnie, że była to zdecydowanie najciekawsza część całego projektu. Odniosłam także wrażenie, że w programie zajęć pojawiło się wiele luk, a organizatorzy nie za bardzo wiedzieli, jak je zapełnić – stąd taki, a nie inny rozkład ćwiczeń. Mimo to uczestnictwo w wymianie było dla mnie ciekawym doświadczeniem, przede wszystkim ze względu na możliwość rozwoju kompetencji językowych oraz umiejętności współpracy w grupie – tak tygodniową wymianę w Kluż-Napoce podsumowuje Natalia Popławska z Instytutu Tyflologicznego PZN, uczestniczka projektu.

Niespełnione nadzieje i lekcja na przyszłość

Projekt nie do końca spełnił oczekiwania uczestników. W trakcie rozmów ewaluacyjnych wielu z nich podkreśliło, że spodziewało się większej liczby praktycznych zajęć. Nazwa sugerowała przecież integrację poprzez radio (i aktywną pracę nad nim). Zamiast tego było wiele, nieraz zresztą ciekawych zadań, ale często mało związanych z tematyką wymiany. Jeśli chodzi o zalety projektu, to wśród nich należałoby wymienić: wzbogacanie wiedzy na temat innych kultur, rozwijanie umiejętności komunikacji w języku angielskim i przełamywanie barier przed publicznym mówieniem. Niech podsumowaniem będzie kilka zdań od uczestników projektu, pracowników Instytutu Tyflologicznego PZN:
– Dla mnie projekt In Radio był okazją do zdobycia nowych doświadczeń: przede wszystkim organizacyjnych. Była to też okazja do cofnięcia się w czasie, przebywania wśród młodych osób z naszego kraju, ale i możliwość poznania osób z innych państw. Miałem okazję sprawdzić, jak obecnie prowadzone są wymiany młodzieży, na co warto zwrócić uwagę, gdybyśmy zdecydowali się zaproponować spotkanie w podobnej formule. To również okazja do tego, by krytycznie spojrzeć na siebie i zaplanowane działania: by w miarę możliwości uniknąć błędów organizacyjnych lub merytorycznych – mówi Rafał Kanarek.
– Kiedy myślę o tygodniowym projekcie Erasmus+ w Rumunii, w mojej głowie od razu pojawiają się mieszane uczucia. Z jednej strony to było bardzo fajne wydarzenie – nowe miejsce, nowi ludzie, zaś z drugiej – obawa przed tym co nowe i nieznane czy bariery językowe. Takie były odczucia i bolączki na samym początku. Wraz z upływem kolejnych dni zmieniało się także moje nastawienie. Zniknęły już obawy, a pojawiło się pewne rozczarowanie sposobem prowadzenia zajęć, w których braliśmy udział, oraz organizacją projektu. Najlepsze momenty, które na długo pozostaną w pamięci, to wspólne wieczorki naszej polskiej drużyny, spędzane w atmosferze pełnej humoru. Dzięki temu mogliśmy się zarówno lepiej poznać, jak i rekompensować nie zawsze dobrze trafione zajęcia – dodaje Sylwia Mańkowska.