skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Logika, prawo i zdrowy rozsądek Tomasz Matczak

Większość osób z niepełnosprawnościami wie, jakie zniżki i przywileje im przysługują. Ulgi na przejazdy pociągami oraz komunikacją miejską, różne programy dofinansowujące czy zwolnienie z opłat za abonament RTV – to tylko niektóre z nich. Nierzadko wiedza o przywilejach stanowi oręż w walce z oponentami. Czasami jednak pojawiają się informacje o dosyć ciekawych „interpretacjach”, aby nie użyć słowa wykorzystywaniu, przepisów.

Pewien czas temu w Internecie na portalu www.rynek-kolejowy.pl pojawił się artykuł traktujący o osobliwym, moim zdaniem, podejściu do zniżek. Z tekstu wynika, że niektórzy pasażerowie uznani za niezdolnych do samodzielnej egzystencji i podróżujący parami kupowali dwa bilety dla przewodnika i korzystali z ulgi 95%. Jako argument podawali, że jeden dla drugiego jest przewodnikiem. Tym procederem, dla mnie to już proceder niestety, zainteresowała się Fundacja Nowe Spojrzenie. Wystąpiła do Ministerstwa Infrastruktury z prośbą o wydanie interpretacji przepisów w tej sprawie. Jak potwierdza rzeczniczka PKP Intercity Agnieszka Serbeńska, przewoźnik w ostatnim czasie zanotował zwiększoną liczbę zapytań dotyczących łącznego przejazdu dwóch osób niewidomych, wzajemnie będących swoimi przewodnikami, z ulgą 95%. Werdykt, a jakże (czy ktoś spodziewał się innego?), mógł być tylko jeden: napiętnowanie tego typu zachowań i apel do przewoźników, aby absolutnie nie godzili się na sprzedaż biletów z taką zniżką. W komunikacie można przeczytać, że co prawda takie zachowanie jest marginalne, lecz mimo wszystko wpływa na postrzeganie osób niewidomych przez społeczeństwo.

Głos środowiska

Na kanwie wspomnianego artykułu na jednej z whatsappowych list dla niewidomych wywiązała się krótka dyskusja. Okazało się, że wszyscy potępiają tego typu zachowanie i uważają je za nielogiczne oraz naganne. Jednak przy okazji kilku dyskutantów przyznało, że podczas przejazdu z niewidomą koleżanką lub kolegą kupują bilety dla niewidomego i przewodnika, choć ten ostatni też jest niewidomy. Cóż, pozwala to zaoszczędzić parę groszy, a co najważniejsze, podobno nie jest niezgodne z prawem. Faktycznie, wytyczne co do osoby przewodnika nigdzie nie precyzują cech, jakimi powinien się charakteryzować. W przepisach jest tylko mowa o tym, że taka osoba musi mieć ukończone 13 lat.

Dwie strony medalu

Oczywiście ulga dla przewodnika jest przywilejem nie tylko niewidomych. Mogą z niej skorzystać także inni niepełnosprawni. Nie znam dokładnie szczegółów, więc mogę się mylić, ale w takim razie możliwe są przeróżne konfiguracje: osoba na wózku inwalidzkim z niewidomym przewodnikiem lub odwrotnie, dwaj głuchoniewidomi itd. W zasadzie, zgodnie z prawem, można tu popuścić wodze fantazji. Wychodzi zatem na to, że co nie jest zabronione, jest dozwolone. To oczywiście prawda, ale moim zdaniem medal ma dwie strony. Nie pomylę się chyba, jeśli napiszę, że od wielu lat walczymy z pewnymi stereotypami na nasz temat. Podnosimy larum, gdy nie chcą nas wpuścić do restauracji z psem przewodnikiem, zżymamy się, gdy lekarz zamiast nas pyta towarzyszącego nam opiekuna o nasze dolegliwości, walczymy z nieudolnie pomagającymi na ulicy popychaczami, zwracamy uwagę na to, aby „gadające” tramwaje gadały, itp. Chcielibyśmy być zrozumiani przez widzącą część społeczeństwa, i to jest oczywiście nasze prawo. Jednocześnie tam, gdzie w grę wchodzą oszczędności, potrafimy lawirować tak, aby wyszło na nasze.

Logika czy pieniądze?

Nim napisałem ten artykuł, przedstawiłem całą sprawę kilku osobom widzącym. Każda z nich kręciła z niedowierzaniem głową, że coś takiego ma miejsce. Oczywiście wszystko odbywa się w majestacie prawa, ale odnoszę wrażenie, iż nie taki był zamysł prawodawcy. Nie przyszło mu do głowy, że ktoś wpadnie na pomysł, aby tak interpretować przepisy o uldze dla przewodnika. Zapomniał chyba, że to Polska, a jak mówi pewne znane powiedzenie: Polak potrafi. Daleki jestem od piętnowania osób, które kupują niewidomemu bilet z ulgą dla przewodnika. Nie łamią prawa. Uważam jednak, że nie przysparza to nam sympatyków. Można oczywiście szukać argumentów – przecież jeden niewidomy może być lepiej zorientowany w terenie od drugiego, bo zabiera kolegę do swojego miasta, więc niejako jest jego przewodnikiem, lecz mimo wszystko, tak czy inaczej, ostatecznie chodzi o pieniądze. Logika to jedno, a prawdziwe przyczyny to drugie. Z przedstawioną wyżej argumentacją trudno się nie zgodzić. W końcu niewidomy nierzadko pomaga innemu niewidomemu w orientacji przestrzennej. Czy jednak to naprawdę argument, aby korzystał z ulgi dla przewodnika? Dla mnie nie, ale ciekaw jestem zdania innych.