skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Zagranica

Goście zjednoczonej Europy Robert Więckowski

- Dlaczego Europa jest magiczna? – powtarzają pytanie, uśmiechają się odrobinę i chwilę zastanawiają. Wreszcie, jako pierwsza, odzywa się Kamila. Bo udało się zjednoczyć tak wiele, tak różnych państw, które, z mniejszymi czy większymi kłopotami, ale jednak ze sobą współpracują - mówi. – Dlatego że zgromadzono pod jedną flagą, w imię jednej idei tak wiele kultur, stworzono im możliwość wzajemnego przenikania i uzupełniania – dodaje Kuba. Dwie krótkie wypowiedzi i znowu chwila ciszy, kolejny czas na zastanowienie. Ci, którzy jeszcze nie mówili, mają odrobinę trudniej, nie chcą powtarzać tego, co już padło, a przecież trzeba coś powiedzieć. – Na mnie największe wrażenie robią te wszystkie piękne miejsca, do których można bez problemu pojechać, jeśli tylko naprawdę się tego chce; miejsca położone często tak bardzo daleko od siebie – decyduje się Ania i oddycha z ulgą. I jeszcze Ewelina, wszyscy zwracają się w jej stronę, czekają. Wreszcie mówi, powoli, ważąc słowa. – Europa jest magiczna, bo magiczni są mieszkający w niej ludzie – odpowiada i przez chwilę sprawia wrażenie, że chciałaby coś dodać. Ostatecznie jednak milknie. Robi się cicho.
Ewelina Kowalczyk, Ania Meyer, Kuba Nowak i Kamila Stachniak wrócili właśnie z Brukseli. Pełni wspomnień siedzą w swej szkole, w Specjalnym Ośrodku Szkolno – Wychowawczym dla Dzieci Słabowidzących w Warszawie i opowiadają o przygodzie, która stała się ich udziałem; o przygodzie, na jaką solidnie zapracowali. – Nie wszyscy – śmieje się Kamila. – Ja w końcu nie oddałam żadnej pracy, a do Brukseli pojechałam zamiast koleżanki, która wysłała swoją pracę i zdobyła nagrodę. Ona nie zdecydowała się na podróż za granicę, ja miałam szczęście, ale czułabym się lepiej, gdyby była to nagroda dla mnie - przyznaje. Pozostali nie mają takich rozterek, coś jednak zrobili, coś, co spodobało się organizatorom konkursu „Magiczna Europa”. A skoro się spodobało, skoro zostali nagrodzeni, to znaczy, że mogli odebrać nagrodę, mieli prawo ruszyć na trzydniową wycieczkę do Brukseli, do serca Unii Europejskiej. Na zdobycie takiej nagrody, jak zgodnie podkreślają, nie liczyli. Kilka miesięcy temu, gdy dowiedzieli się, że europoseł Platformy Obywatelskiej Rafał Trzaskowski organizuje konkurs dla niewidomej, niedowidzącej, niesłyszącej i niedosłyszącej młodzieży z Warszawy i okolic, nikt z nich nie przypuszczał, że zostanie jego laureatem. Nikt zatem nie spodziewał się, że wczesną wiosną odwiedzi Belgię i będzie gościem Parlamentu Europejskiego.

Najważniejsze to chcieć
Ania, Ewelina, Kamila i Kuba nie pamiętają, kiedy dokładnie dowiedzieli się o konkursie. Na pewno stało się to po wakacjach, na pewno w szkole, ale którego dnia... Nie jest to zresztą aż takie ważne. Istotniejsze są emocje, większe znaczenie ma to, co wtedy pomyśleli. - Gdy tylko usłyszałam, że jest to konkurs fotograficzny, wiedziałam, że muszę wziąć w nim udział. Bardzo interesuję się fotografią, uwielbiam robić zdjęcia, a tu jeszcze taka nagroda – wyjazd za granicę. Niczego więcej mi nie było potrzeba – wspomina Ania. Doskonale pamięta, jak bardzo się ucieszyła i jak, niemal od razu, zaczęła się zastanawiać, co sfotografować. Ona jedyna, spośród niedowidzącej młodzieży, zdecydowała się na zdjęcia. Pozostali wybrali literaturę. - Gdy usłyszałem o tym konkursie, to na początku zbytnio się nim nie przejąłem, nie zamierzałem brać w nim udziału. Ale wtedy włączyła się w to szkoła, pewne osoby ze szkoły, które przekonywały, że mam szansę dobrze napisać, że powinienem spróbować. Przekonywały i przekonywały, aż wreszcie przekonały – opowiada Kuba. Nie zdradza, kim są pewne osoby. Po prostu są i nie sposób im odmówić. - Napisałem więc ten reportaż – podkreśla. Ewelina dowiedziała się o konkursie w trakcie kręcenia spotu reklamującego „Magiczną Europę”. – Wzięłam udział w tym nagraniu i tam, niemal od razu zaczęto namawiać mnie do udziału. Pomyślałam, że dlaczego nie, tym bardziej, że samo pisanie mnie nie przerażało. Lubię pisać, robię to często – przyznaje. Postanowiła więc, że konkurs będzie dla niej nowym doświadczeniem, że będzie pozaszkolnym sprawdzianem jej umiejętności. Kamila też chciała włączyć się w konkursowe szranki. Tyle, że nie wyszło. Co przeszkodziło? Może zbyt silna samokrytyka, a może coś innego. – Miałam kilka pomysłów na tę pracę, kilka razy zaczynałam pisać, ale, za każdym razem, gdy czytałam to, co napisałam, wszystko darłam i wyrzucałam do kosza – tłumaczy. – Pomyślałam więc, że spróbuję z fotografią, ale wtedy trafiłam do szpitala i było już za późno – wspomina.


Pomysł na wagę Brukseli
Najtrudniej było wymyślić to, co się zrobi, określić temat pracy, a potem go zrealizować. Wszyscy wiedzieli, że musi to być coś, co przykuje uwagę, zafrapuje, zadziwi lub zachwyci. – Bardzo długo rozmawiałam o tym z naszą wychowawczynią Beatą Mrozek. Wariantów było ze sto, wreszcie któregoś dnia ona zaproponowała „A może byś zrobiła zdjęcie palmy przy rondzie de Gaulle’a?”. Pomyślałam, że to szaleństwo, że się nie uda – wspomina Ania. Ziarnko zostało jednak rzucone i zaczęło kiełkować. Po kilku dniach Ania była już przy rondzie, a po kilkunastu następnych stała na dachu znajdującego się tam banku i robiła zdjęcia. – Nie przypuszczałam, że będzie to możliwe, a okazało się, że wystarczyło jedno podanie z odpowiednio umotywowaną prośbą – podkreśla. Zdjęć zrobiła chyba ze sto, potem trzeba było wybrać najlepsze i… posiedzieć trochę przy komputerze. – Bardzo pomógł mi w tym opiekun naszego kółka fotograficznego – nie kryje Ania i tłumaczy: - Ostatecznie wysłałam fotograficzny kolaż. W centrum było zdjęcie palmy, a wokół niej widoki, jakie można dostrzec z ronda de Gaulle’a patrząc w cztery strony świata. Głosowanie nad zdjęciami odbywało się w Internecie, Ania sprawdzała wyniki po kilka razy dziennie. Wreszcie wiedziała – ma nagrodę, pojedzie do Brukseli, zajęła drugie miejsce.
Literaci nie zakosztowali aż takich emocji, nie mieli szans śledzić na bieżąco losów swych prac. Kuba, zanim zaczął pisać, długo myślał nad tematem. Do przelewania pomysłów na papier przystąpił dopiero wtedy, gdy wszystko ułożył już sobie w wyobraźni. – Napisałem więc pracę, wysłałem ją i czekałem – mówi. Nie liczył na sukces. – Gdy przeczytałem to, co stworzyłem, tekst wydał mi się dziwny, po prostu dziwny. A najbardziej brakowało mi w nim elementu magicznego – wspomina. Opisywał wakacje, to co zdarzyło się w polskich górach. – W tekście wyglądało to na jedne wakacje, ale tak naprawdę było to podsumowanie kilku lat – mówi.
Ewelina zdecydowała się opisać festiwal „Zaczarowanej piosenki”. Wszystko oparte na faktach, ale pracę trzeba było trochę „podbarwić”. – Wplotłam więc w to wszystko odrobinę fikcji. Pisałam o festiwalu, pisałam o Krakowie i naprawdę nie brakowało mi magicznych miejsc. Z tego miasta, z tego festiwalu płynie taka mega magia, że tylko to opisywać – przekonuje. Na tym jej przygoda z „Zaczarowaną piosenką” być może się zresztą nie skończy. Ewelina śpiewa i chce kiedyś wystąpić na krakowskim rynku, bardzo chce.
Kamila pracy nie wysłała, ale pomysłów na to, co opisać miała kilka. Początkowo miało być o osobach niepełnosprawnych, o tym, jak im się żyje w zjednoczonej Europie. – Zrobiłam kilka prób i wszystkie okazały się kompletną klapą – przyznaje Kamila. – Zmieniłam więc temat. Ruszyłam myślami w stronę północnych Włoch, przypomniałam sobie swój pierwszy wyjazd za granicę. Pisałam, pisałam i wszystko co napisałam darłam i wyrzucałam do kosza, aż wszyscy w domu się na mnie wkurzali – opowiada ze śmiechem. Zrezygnowała więc z literatury, chciała coś sfotografować, ale wtedy zabrakło już czasu. – Szkoda – mówi – naprawdę szkoda.

Warto, tak, tak to warto
Trzy dni spędzone w Brukseli minęły szybko. – Jak zwykle w takich sytuacjach, za szybko – mówi Ania. Samo miasto fajne, ale, jak podkreślają wychowankowie szkoły przy Koźmińskiej, nie zniewoliło zmysłów. Ogromne i bardzo pozytywne wrażenie zrobił natomiast Parlament Europejski. – Tego warto było doświadczyć – przyznają zgodnie. Zgadzają się całkowicie także w jeszcze jednej kwestii – takie konkursy, w jakim wzięli udział, są pierwszorzędne, to absolutny strzał w dziesiątkę. – Super, że są ludzie, którzy chcą coś takiego organizować, to nam bardzo dużo daje – mówi Kuba. – Każdy, kto tylko może, powinien brać udział w takich konkursach i nie wolno z góry przekreślać swoich szans. Wszystko jest możliwe – dodaje Ewelina. Cała czwórka nie ma wątpliwości, że przy drugiej odsłonie „Magicznej Europy” ich prace trafią do organizatorów. – Byle tylko ogłoszono taki konkurs, warto, naprawdę warto – podsumowuje Kamila. To naprawdę wspaniałe uczucie być gościem zjednoczonej Europy.