skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Zagranica

Z brajlem po Europie Alicja Nyziak

Popularyzacja systemu brajla, przekonanie wszystkich, że jest on wciąż potrzebny, że warto się go uczyć i można wykorzystywać go na co dzień – to cel, jaki postawili przed sobą organizatorzy międzynarodowego konkursu promocji i doskonalenia posługiwania się pismem wypukłym. Wszystko odbyło się pod koniec zeszłego roku, a przedsięwzięcie wymyślili i zrealizowali wspólnie Czeska Spółdzielnia Osób Niewidomych „Spektra” oraz Mazowieckie Stowarzyszenie Pracy dla Niepełnosprawnych „De Facto” z Płocka.

Wyzwanie okazało się, pod wieloma względami, frapujące. Każdy, kto zdecydował się do niego przystąpić, musiał kilkakrotnie pokonać tremę, dać z siebie wszystko i udowodnić, że pismo brajla nie jest mu obce. Konkurs składał się z dwóch etapów - krajowego i międzynarodowego. W tym nad Wisłą należało napisać dwie prace w brajlu. Pierwsza to artykuł na temat „Rycerze XXI wieku”. Druga praca to list otwarty, w którym należało udowodnić, że warto żyć w myśl epikurejskiej zasady „carpe diem”, czyli „chwytaj dzień”.

Na polskiej ziemi
Zabrałam się do pierwszego z tematów i ogarnęła mnie zaduma, bo gdzie w tych dziwnych czasach szukać szarmanckiego rycerza? Podumałam, zmobilizowałam wyobraźnię, wkręciłam papier do brajlowskiej maszyny i poszło. Wystukiwane kropeczki układały się w litery, a te tworzyły słowa.
Potem zaprzyjaźniłam się z „Panem Czasem” i on ukazał mi sens chwytania każdego dnia, gdyż wszystkie dni naszego życia mogą tworzyć konstruktywną całość lub przepływać, niczym leniwe krople wody przez palce.
Obie prace przesłałam do organizatora i z niecierpliwością czekałam na wyniki. Gdy upragniony dzionek nadszedł, otrzymałam wiadomość, że zakwalifikowałam się do drugiego etapu – a więc… hura! Pojadę do Pragi, aby stanąć w konkursowe szranki z czeskimi laureatami pierwszego etapu. Zaraz, oj… przyjdzie mi skrzyżować ostrze umiejętności nie tylko z sąsiadami zza miedzy, ale także z krajanami. Przecież poza mną, zakwalifikowały się jeszcze dwie osoby z rodzimego podwórka. Miałam okazję je poznać podczas warsztatów, na których uczyliśmy się obsługi notatnika Braille Pen 12. Mogę śmiało stwierdzić, że urządzenie widziałam pierwszy raz na oczy, a tu dalsze konkursowe zmagania przewidywały pracę na tym właśnie notatniku. Niewiele myśląc zrobiłam jedno z najsłuszniejszych założeń, że przecież ktoś musi być ostatni i wyluzowałam. Będzie, co ma być, pojadę, piwa i knedliczka skosztuję i nie cierpiąc na niestrawność wrócę do domu. Dawszy sobie tę odrobinę dystansu, z niejakim zainteresowaniem poczęłam przyglądać się notatnikowi. Skupiłam również uwagę na konkurentach. Lepiej mi się zrobiło, bo także mieli problemy z opanowaniem wszystkich działań na tym nieznanym im sprzęcie.
Intensywne warsztatowe dni minęły szybko i wyposażona w instrukcję obsługi, notatnik oraz świeżo nabytą wiedzę wróciłam do domu. Doszłam do wniosku, że gawędziarskiej kariery Szwejka już nie zrobię, więc lepiej przyłożę się do solidnego ćwiczenia poszczególnych zadań na „upragnionym” notatniku. Dodatkowym mobilizatorem był fakt, że między krajowymi finalistami zarysowały się ciekawe różnice w odniesieniu do wykorzystania i znajomości pisma punktowego. Każdy reprezentował inny „punkt startowy”. Był dziesięcioletni Maciek, który dopiero wdrażał się w tajniki szerokiej gamy możliwości kropeczek. Była pani Małgorzata, która w towarzystwie „perełki” Ludwika Braille’a przeszła przez wszystkie edukacyjne etapy. Byłam ja, osoba, która straciła wzrok, w „kwiecie” wieku i długo traktowała pismo punktowe, jako wymysł…! W tym momencie bardzo przepraszam prześwietnych brajlistów oraz samego twórcę, ale znaczna większość nowoociemniałych właśnie tak podchodzi do pisma punktowego.

W krainie Szwejka
Czas przeznaczony na poznanie i zaprzyjaźnienie się z Braille Penem 12 minął i przyszła pora na odwiedziny kraju Goliata, Jana Nepomucena oraz dobrze znanego Krecika. Praga powitała nas ciepłą nocą, szmerem odgłosów dużego miasta, a hotel Agricola okazał się przytulnym i cichym zakątkiem.
Po wejściu do pokoju ustawiłam laskę w pozycji diagonalnej i ruszyłam na rekonesans. O ile pozycja laski uchroniła moje kolana przed bolesnymi kontaktami z nieznanymi sprzętami, czy narożnikami, o tyle brak przysłowiowego hełmu sprawił, że czeski nieboskłon „zobaczyłam” z bliska. Ta konfrontacja skutecznie wyhamowała mój pęd poznawczy. Klapnęłam więc w fotelu, włączyłam telewizor i wsłuchałam się w język czeski. Jeśli do dźwięku miałabym obraz, to pewnie całkiem sporo udałoby się zrozumieć. A tak, trochę wydedukowałam, trochę pokombinowałam i nowy serial jak nic gotowy!
Nim zmierzyliśmy się z czeskimi laureatami pierwszego etapu. Najpierw zwiedzanie zabytkowej starówki, spacer po moście Karola, dotykowe oglądanie rzeźb i ornamentów.

Z myślą o nas
W trakcie tej wędrówki starałam się wychwycić udogodnienia dla niewidomych. Jak jednak wiadomo zabytkowa architektura rządzi się swoimi prawami i dlatego różnorodne udogodnienia wymyślane dla niepełnosprawnych nie zawsze się jej imają. Poza dźwiękową sygnalizacją nie udało mi się nic więcej wyłapać. Zauważyłam jednak, że sygnał dźwiękowy na przejściach dla pieszych zmienia swoje natężenie i częstotliwość w zależności od koloru świateł. Gdy światło zapraszało do wkroczenia na jezdnię, to dźwięk stawał się bardzo głośny, o dużej częstotliwości. Natomiast, gdy dla pieszych zapalało się czerwone, to dźwięk tonował swoje natężenie i częstotliwość. Mimo, że wsłuchiwałam się w te odgłosy blisko ruchliwego skrzyżowania, to dźwięki były wyraźne i łatwe do zlokalizowania. A to bardzo ważne dla osoby niewidomej.
Nic nowego i niezwykłego nie przyniosła natomiast wizyta na jednej ze stacji praskiego metra. Właściwie, gdyby osoba widząca nie naprowadziła mi laski na ochronną linię, która znajdowała się ok. 20 centymetrów od brzegu peronu, to na pewno bym jej nie wyłapała. Czy linia ta spełnia swoje zadanie? Należałoby o to zapytać niewidomych mieszkańców Pragi.
Bardzo dobrze słyszalna i podawana odpowiednio wcześnie jest za to informacja głosowa w metrze i tramwaju. Osoba niewidoma ma więc czas, aby swobodnie przygotować się do opuszczenia pojazdu.

Konkursowe szranki
Jak wiadomo wszystko, co dobre szybko się kończy. Przyszła pora, aby zawitać w progi Praskiej Biblioteki Narodowej, gdzie przeprowadzono międzynarodową część konkursu. Zmagania odbywały się w dwóch salach, w jednej była grupa polska, a w drugiej czeska. Ruszył stoper i rozpoczęło się …!
Najpierw bezbłędne pisanie dyktowanego tekstu. Oj, każdy miał nadzieję, że nie popisał się niechlubnymi „kwiatkami” z ortografii lub interpunkcji. Następnie chwila oddechu i kolejne zadanie, czyli edycja tekstu. Prawdę mówiąc do dziś nie bardzo kojarzę fabułę opowieści, której rozrzucony tekst należało szybko i bezbłędnie ułożyć w logiczną całość. Dobrze, że zdania były ponumerowane. Ostatnie zadanie, to głośne odczytywanie tekstu z linijki brajlowskiej. Oj, tu się nabiedziłam, bo jako mało wprawny brajlista czytam dla własnej przyjemności i dosyć wolno. Jeszcze dobrze nie złapałam oddechu po tych zmaganiach, a tu już wychodzi z sali pani Małgorzata. Rety, co drugie słowo czytała, czy jak? Nie zdawałam sobie sprawy, że można tak szybko czytać brajla, długa droga przede mną!
Po konkursowych zmaganiach dla nas chwila odprężenia i czas na filiżankę kawy. Natomiast do intensywnej pracy przystąpili członkowie jury. Im bliżej było kulminacyjnego punktu, czułam jak mój „luzik” coś trafia. Tadam, uwaga! Szacowny skład jury uroczyście wkroczył na salę i…
Tym razem Czesi okazali się lepsi. Bezapelacyjnie zdominowali konkurs, zdobyli pierwsze i drugie miejsce, Polka skromnie wskoczyła dopiero na trzecie. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłym roku odbędzie się druga edycja konkursu propagującego pismo brajla i wtedy klasyfikacja ulegnie diametralnej zmianie. Dziś gratulacje dla czeskich zwycięzców!