skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Znani i lubiani

Papież nas wszystkich Marta Troszczyńska

- W Rzymie mówią, że najlepsze jest to, co papież mówi poza tekstem – śmiał się Jan Paweł II. Pamiętamy więc o papieżu, jako tym, który do późnych godzin nocnych przesiadywał w oknie na Franciszkańskiej, żartował o kremówkach i chodził po górach. Czy jednak oprócz tych żartów Jan Paweł II zostawił nam coś więcej?

Właśnie minęło 6 lat odkąd wzrokiem pełnym nadziei wpatrywaliśmy się w nieme okna papieskiej sypialni na Placu Świętego Piotra – zakończone bolesną wiadomością o śmierci Jana Pawła II, 2 kwietnia 2005 r. 6 lat modlitw w Jego intencji, 6 lat wołań „Santo Subito”!
I wreszcie 1 maja 2011 r. spełni się pragnienie milionów. Na ołtarze zostanie wyniesiony jeden z największych ludzi, którzy stąpali po tej ziemi. Szacuje się, że w beatyfikacji Jana Pawła II weźmie udział około 2 mln wiernych z całego świata. Warto przygotować się odpowiednio do tego dnia, zgłębiając jego naukę.

Habeamus papam
Gdy umarł Jan Paweł I, wszyscy mówili, że teraz papieżem zostanie ktoś z małego kraju. - To byłoby cudownie - powiedział wówczas Karol Wojtyła. - Prymas Wyszyński byłby idealnym kandydatem! - dodał. Tymczasem spośród 108 kardynałów obecnych na konklawe 16 października 1978 r. aż 99 wymienia nazwisko: Wojtyła! „Co ja mam robić? - miał spytać Karol Wojtyła swojego sekretarza, księdza Stanisława Dziwisza.
22 października Jan Paweł II uroczystą mszą zainaugurował swój pontyfikat. Na placu św. Piotra brzmiały słowa homilii: „Nie bójcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Nie lękajcie się! Chrystus wie, co jest w człowieku, tylko On to wie”. Ponad pół roku później już jako Jan Paweł II wyznaczył swoją pierwszą pielgrzymkę do Polski: 2-10 czerwca. To właśnie podczas mszy św. na pl. Zwycięstwa (teraz pl. Piłsudskiego) w Warszawie padły bodaj najsłynniejsze słowa Ojca Świętego zaczerpnięte z Psalmu 104: „Niech zstąpi Duch Święty i odnowi oblicze ziemi... Tej ziemi!”. Były to słowa prorocze - rok później wybuchła Solidarność i uruchomiła procesy, które zmieniły nasz kraj. Ale dzięki wizytom papieża zmieniały się też inne kontynenty. Szerokim echem w świecie odbiła się m.in. pielgrzymka w Burkina Faso (1980 r.), podczas której wykrzykiwał do zgromadzonych: „Ja, Jan Paweł II, Biskup Rzymu i następca św. Piotra, (...) czynię się głosem tych, którzy nie mają głosu: głosem niewinnych, którzy umierali, ponieważ nie mieli wody i chleba”, a bezpośrednio po tych słowach papież z Polski wezwał do pomocy dla głodujących. Cztery lata później powstała Fundacja na Rzecz Krajów Sahelu im. Jana Pawła II.
W swoich podróżach apostolskich Ojciec Święty odwiedził kilkadziesiąt krajów afrykańskich i potrafił jak mało kto dostrzec świat wartości, jaki tworzą ludy Afryki. Po jednej ze swych pielgrzymek mówił o tym dziennikarzom: - Może słowo „inkulturacja” nie wystarczy, by wytłumaczyć tę rzeczywistość, to doświadczenie, którego doznajemy podczas liturgii afrykańskiej. Dla mnie jest to jeden z powodów, że powracam tam (...). Być może my, ludzie Zachodu, tak polegający na postępie nauki i techniki, oddalamy się czasem od tych znaczeń, od tych pierwotnych, ale fundamentalnych wartości.
W ciągu ponad 25 lat pontyfikatu nie było chyba na świecie konfliktu zbrojnego czy wojny, które spotkałyby się z obojętnością Jana Pawła II. Zawsze, gdy pokój był zagrożony, Ojciec Święty zabierał głos w jego obronie. Sam przeżył wojnę i doświadczył okrucieństwa, będącego jej wynikiem, doskonale rozumiał, jak bezcenną wartością jest pokój. „Podejmuję z rąk mojego czcigodnego Poprzednika laskę pielgrzyma pokoju. Jestem przy Was, na tej samej drodze, z Ewangelią pokoju w ręku” - napisał Jan Paweł II w swoim pierwszym orędziu na Światowy Dzień Pokoju w 1979 roku. Kiedy zaś 7 czerwca 1979 r. przyjechał do Oświęcimia, tłumaczył: „Nie mogłem tu nie przybyć jako papież”. Pokazał tym samym światu, że skoro pojawiał się tu jako ksiądz, biskup i kardynał, to w sposób oczywisty odwiedza to miejsce jako Namiestnik Chrystusa. Bo właśnie stąd musi się rozejść jego głos upominający się o prawa człowieka i prawa narodów. - Nigdy więcej wojny! Nigdy więcej wojny. Nigdy więcej nienawiści i nietolerancji - powtarzał z dramatycznym naciskiem przypominając swoich poprzedników Pawła VI i Jana XXIII.

Zawsze młody
W każdym zakątku świata, gdzie przybywał Ojciec Święty dało się usłyszeć „John Paul II, we love you!”. Jan Paweł II posiadał niezwykły charyzmat i umiejętność komunikowania się z młodymi. Otaczał ich szczególną miłością, jak mało kto ich rozumiał, był wrażliwy na ich problemy. Nie bał się stawiać im wysokich czy wręcz radykalnych wymagań. Sam określał się jako przyjaciel młodych, ale zawsze dodawał: „przyjaciel wymagający”.
W dniu, kiedy uroczyście zainaugurował swój pontyfikat w 1978 r. po kilkunastu minutach po zakończeniu mszy św. ukazał się jeszcze w oknie swojej prywatnej biblioteki; pokazał się, ponieważ zapragnął jeszcze skierować kilka słów do licznie zebranej na placu młodzieży, która wiwatowała na jego cześć. „Jesteście przyszłością świata, jesteście nadzieją Kościoła. Wy jesteście moją nadzieją” – powiedział papież. Było to pierwsze oficjalne spotkanie Jana Pawła II z młodzieżą; spotkanie, które na zawsze wyznaczyło relacje Jan Paweł II – młodzi. Zaznaczył to podczas przemówienia do młodych (Gdańsk – Westerplatte, 12 czerwca 1987 r.). Powiedział wtedy słynne słowa: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali”.
Kiedy mówił młodzieży o miłości, to podkreślał wagę odpowiedzialności i wierności. Był to więc przekaz niemający nic wspólnego z lansowaną powszechnie modą na przelotne związki. Tak też było w Kanadzie podczas XVII Światowych Dni Młodzieży w 2002 r. To właśnie w Toronto Jan Paweł II powiedział do 800 tys. młodych ze 170 krajów świata, że „Chrystus jako przyjaciel młodych prowadzi ich z ciemności do światła”. Iluzją jest natomiast szczęście oznaczające wyzbycie się „prawd moralnych i osobistej odpowiedzialności”.
Do historii przejdą też zapewne dialogi Jana Pawła II z młodzieżą, prowadzone z okna przy Franciszkańskiej 3 w Krakowie. Któż nie pamięta słynnych wieczorów przed rezydencją krakowskich biskupów, kiedy jako młody papież przyznawał: - W tym Rzymie nie tak łatwo być papieżem, ale w Krakowie, to by się już całkiem nie dało! Człowiek by ciągle musiał stać w oknie... A tu cały świat na głowie...”. W pamięci zapadły nam także ostatnie trzy spotkania Jana Pawła II z młodzieżą, które odbyły się w 2002 roku podczas dziewiątej i ostatniej pielgrzymki papieża do Polski. Wszystkie trzy odbyły się przed siedzibą arcybiskupa w Krakowie. Pierwsze z nich miało miejsce 16 sierpnia. Ojciec Święty, zwracając się wówczas do młodzieży zgromadzonej przed oknem arcybiskupim, zapytał, czy była w Toronto na Światowym Dniu Młodzieży. „Kochamy Ciebie!” – padła chóralna odpowiedź. Papież: „Ja byłem!” A młodzież na to: „Witaj w domu!”. Ojciec Święty odpowiedział: „Jakby się kto pytał: Franciszkańska 3. O Toronto to jeszcze wam może jutro opowiem”. Na co młodzież odpowiedziała: „Też przyjdziemy”. Następnego dnia papież przypomniał, że od pierwszego spotkania w 1979 roku, gdy stał w tym oknie, minęło 23 lata i jemu 23 lata przybyło. „Jesteś młody” – odpowiedzieli młodzi. Potem wszystko przebiegło tak samo, jak poprzedniego dnia. Ojciec Święty zaprosił zgromadzonych na spotkanie w dniu następnym, a oni zapewnili, że się pojawią.
Gdy 18 sierpnia młodzi zaśpiewali Ojcu Świętemu: „Żegnamy Cię!”, papież odparł wyraźnie smutny: „Niestety, jest to spotkanie pożegnalne”. Młodzież zareagowała bardzo spontanicznie: „Nie oddamy! Zostań z nami!” – zabrzmiały gremialne okrzyki, które uciszyła dopiero odpowiedź papieża: „Sercem i myślą zawsze! I bardzo wam dziękuję za te spotkania pod oknem, jak za dawnych lat, tak i teraz. Jesteście już inną młodzieżą, ale nawyki te same. Dobre nawyki!”.
Ostatnie słowa do młodzieży Jan Paweł II przekazał tuż przed śmiercią, już przez rzecznika Stolicy Apostolskiej Joaquina Navarro – Vallsa. Na wieść o tym, że do Watykanu przybyły tysiące młodych ludzi, by czuwać na placu św. Piotra. Papież powiedział: „Szukałem was, teraz przyszliście do mnie i za to wam dziękuję!”

W służbie prawdy
W trakcie długiego pontyfikatu papież wypowiadał się w wielu ważnych kwestiach. Zwracał uwagę na m.in. patriotyzm, godność kobiety, apelował o podmiotowe traktowania człowieka, mówił także o rozumie i jego wykorzystaniu „w interesie człowieka i przeciw niemu”.
„Ojczyzna – kiedy myślę – wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam, mówi mi o tym serce, jakby ukryta granica, która ze mnie przebiega ku innym, aby wszystkich ogarniać w przeszłość dawniejszą niż każdy z nas: z niej się wyłaniam... gdy myślę Ojczyzna – by zamknąć ją w sobie jak skarb. Pytam wciąż, jak go pomnożyć” – pisał kardynał Karol Wojtyła w poemacie „Myśląc Ojczyzna”. Gdy cztery lata później został papieżem, granica ta nadal biegła do nas z Rzymu. Nadal – jako „syn polskiej ziemi” – nas ogarniał i niemal przy każdej okazji pokazywał, jak ojczyznę jego i naszą pielęgnować.
Nie sposób w dniach beatyfikacji nie przypomnieć papieskiej prośby, byśmy „całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością, (…) nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy, (…) nigdy nie utracili tej wolności ducha, do której On wyzwala człowieka”. Jan Paweł II prosił o to już w czerwcu 1979 roku i nie przestawał prosić niemal za każdym razem, kiedy zwracał się do Polaków. Nieraz, jak w Kielcach w 1991 roku, podnosił głos tłumacząc: „To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry, i zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, że one nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć!”.
Papież sięgał też „po Polskę”, gdy mówił np. o szukaniu i odnajdywaniu właściwej drogi przez świat. Stało się tak m.in. w 1987 roku, gdy tłumaczył, że każdy „znajduje w życiu jakieś swoje »Westerplatte«. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można »zdezerterować«”.
Innym razem Ojciec Święty starał się zwrócić uwagę na - jak to określał - „geniusz kobiety”.
Karol Wojtyła nie miał siostry, a matka zmarła mu, kiedy miał osiem lat, ale kobiety stale były obecne w jego życiu, patrzył na nie przez najdoskonalszy pryzmat – Matki Bożej. Wzruszająco potrafił mówić do kobiet i dziękować kobietom. Wszystkim. Bez wyjątku. Dziękował w imieniu Kościoła: „za wszystkie kobiety i za każdą z osobna: za matki, siostry, żony; za kobiety poświęcone Bogu w dziewictwie; za te, które oddają się posłudze tylu ludziom czekającym na bezinteresowną miłość drugich; za te, które czuwają nad człowiekiem w rodzinie będącej podstawowym znakiem ludzkiej wspólnoty; za kobiety wykonujące pracę zawodową; za te, na których ciąży nierzadko wielka odpowiedzialność społeczna; za kobiety «dzielne» i za kobiety «słabe», za wszystkie: tak, jak zostały pomyślane przez Boga w całym pięknie i bogactwie ich kobiecości” – pisał w liście apostolskim „Mulieris dignitatem” o godności i powołaniu kobiety.
Jan Paweł II podkreślał też wielokrotnie godność osoby ludzkiej. Mówił między innymi, że pracownik nie może być jedynie „towarem” podlegającym wycenie, siłą roboczą. „…człowiek pracujący jest nie tylko narzędziem produkcji, ale podmiotem, który w całym procesie produkcji ma pierwszeństwo przed kapitałem…”. I dodawał: „ Pragnę spojrzeć na wielkie obszary polskiej pracy… Pragnę i życzę mojej ojczyźnie, aby w tę pracę wprowadzana była cała Ewangelizacja pracy, zarówno, która zabezpiecza człowieka, jego godność i prawa, jak również ta, która zobowiązuje, która jest sprawą sumienia i poczucia odpowiedzialności”. Nie pomijał przy tym żadnej profesji. W homilii z okazji kanonizacji bł. Jana Dukli w Krośnie w 1997 roku podkreślał np. że rolnictwo jest podstawą zdrowej ekonomii. Papież ujmował się również za osobami spychanymi na margines, osobami niepełnosprawnymi i emigrantami. W homilii podczas mszy świętej dla świata w pracy w Gdańsku w 1987 roku nawoływał do sprawiedliwego wynagradzania pracowników. Zarazem jednak nie pochwalał rozdawnictwa, ale zachęcał do uczciwej pracy i godziwego zdobywania majątku. Podkreślał, że zdrowa gospodarka jest ważna. Nie można o niej myśleć statycznie, a jej etykę ograniczać do sprawiedliwego rozdawania. Ojciec Święty uczył, że przez pracę człowiek nie tylko zarabia na swoje utrzymanie, ale realizuje swoje człowieczeństwo.
Jan Paweł II często podkreślał przy tym, że „wiara i rozum to dwa skrzydła, dwie drogi, które wiodą człowieka do odkrywania prawdy, dlatego też należy dowartościować rozum” –tłumaczył w encyklice Fides et ratio. Sam czynił to wyjątkowo skutecznie. Kiedy tylko mógł, osobiście spotykał się z uczonymi. Można śmiało powiedzieć, że ich hołubił. Podczas pielgrzymek odwiedzał uniwersytety i inne placówki naukowe. Podkreślał, że uprawianie nauki to nic innego, jak poszukiwanie prawdy i dzielenie się nią z innymi. A to ważna posługa społeczna. Na swojej ukochanej Alma Mater, na Uniwersytecie Jagiellońskim, papież mówił, że uniwersytet jest jak matka, która rodzi dusze.
Ojciec Święty zachwycał się postępem nauki i techniki. Przeciwstawiał się jedynie temu, by stawiać je na miejscu Boga. Od początku swojego pontyfikatu często szedł więc pod prąd współczesnym trendom myślenia o kwestiach bioetycznych,
lansowanym przez tak zwanych postępowych naukowców. Antykoncepcję, sterylizację i aborcję nazywał „zamachem na życie”, a zapłodnienie in vitro – „wyrafinowaną formą aborcji”. Nie bał się nazwać współczesnej cywilizacji „cywilizacją śmierci”. Wskazywał na paradoks współczesnego świata, w którym mnożą się deklaracje i inicjatywy chroniące prawa człowieka, a jednocześnie zabija się i odtrąca bezbronnych, nienarodzone dzieci, a także chorych i słabych. Wszystko zaś w fałszywej trosce o nich, zapewniając im tzw. dobrą śmierć, czyli eutanazję. Większość tej nauki zawarł w encyklice „Ewangelia życia” (Evangelium Vitae).

Człowiek żartu modlitwy
Powszechnie mówi się, że Jan Paweł II był człowiekiem modlitwy, bo ona towarzyszyła mu przez całe życie. „Ja za wszystkich po prostu modlę się dzień w dzień. Gdy spotykam człowieka, to już się za niego modlę i to zawsze pomaga w kontakcie z nim. Trudno mi powiedzieć, jak ludzie to odbierają - trzeba by ich zapytać. Mam jednak taką zasadę, że każdego przyjmuję jako osobę, którą przysyła Chrystus - jako tego, którego mi dał i zarazem zadał” – pisał Ojciec Święty w książce „Wstańcie, chodźmy!”. Wiele osób ma w pamięci jego skupiony, niemal mistyczny wyraz twarzy kiedy się modlił. „Podczas wszystkich pielgrzymek na Jasną Górę widok rozmodlonego papieża w kaplicy klasztoru, w późnych godzinach nocnych, budził u wszystkich moich współbraci pragnienie, wręcz głód modlitwy, nawet po tak bardzo „upracowanym“ dniu” – wspominał o. Józef St. Płatek OSPPE. Modlitewną gorliwość Jana Pawła II podkreślał też nuncjusz apostolski w Meksyku, wspominając przed kamerami telewizyjnymi pielgrzymkę do tego kraju: „Papież u schyłku kolejnego intensywnego dnia swej podróży apostolskiej powrócił do nuncjatury na nocny wypoczynek. Po kolacji i jeszcze jednym oficjalnym spotkaniu, około godz. 23.30 Ojciec Święty zapytał nuncjusza, gdzie jest kaplica, gdyż chciałby się pomodlić. Modlitwa Jana Pawła II w kaplicy trwała prawie do godz. 6.00 rano... a po niej Ojciec Święty rozpoczął realizację programu następnego dnia wizyty apostolskiej w Meksyku”.
Podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny Jan Paweł II w Kalwarii Zebrzydowskiej wygłosił orędzie– wezwanie do modlitwy, zwane później „najistotniejszym”: - Trzeba się zawsze modlić, a nigdy nie ustawać, powiedział Pan Jezus. Módlcie się i kształtujcie poprzez modlitwę swoje życie. „Nie samym chlebem żyje człowiek” i nie samą doczesnością, i nie tylko poprzez zaspakajanie doczesnych – materialnych potrzeb, ambicji, pożądań, człowiek jest człowiekiem...
Skąd papież czerpał tyle energii. Wielu zastanawiało się, wielu snuło domysły. Inni w tym czasie odpowiadali, że z poczucia humoru, przykładów na co nigdy nie brakowało.
W oficjalnych wystąpieniach Ojciec Święty nawiązywał bowiem do swoich prywatnych doświadczeń, czym niezmiennie rozbawiał zgromadzonych. Po mszy św. i konsekracji kościoła w Łagiewnikach przypomniał na przykład, że z Łagiewnikami wiąże go wiele osobistych wspomnień. „Przychodziłem tutaj zwłaszcza w czasie okupacji, gdy pracowałem w pobliskim Solvayu. Do dzisiaj pamiętam tę drogę, która prowadziła z Borku Fałęckiego na Dębniki, którą odbywałem codziennie, przychodząc na różne zmiany w pracy, przychodząc w drewnianych butach. Takie się wtedy nosiło. Jak można sobie było wyobrazić, że ten człowiek w drewniakach kiedyś będzie konsekrował bazylikę Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach.”
Wiele innych „papieskich kwiatków” zalało wręcz księgarnie i Internet tuż po jego śmierci. W telewizyjnych reportażach często pokazywany jest Jan Paweł II kończący swoją pierwszą audiencję dla Polaków: „Więcej już nic nie mówię, bo jeszcze bym coś takiego powiedział, że później Kongregacja Nauki Wiary musiałaby się do mnie dobrać”. Czy też pod koniec pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, w czerwcu 1979 roku, upływającej pod znakiem upałów, kiedy to papież oznajmił, że jej pierwszy efekt jest już widoczny - opalili się towarzyszący mu kardynałowie. Z kolei podczas drugiej pielgrzymki do Ojczyzny w 1983 roku tłumy krakowian gromadziły się przed domem arcybiskupów, który był rezydencją Ojca Świętego. Ludzie ani myśleli rozstać się ze stojącym w oknie papieżem i bez końca przedłużali dialog z nim. Wreszcie Ojciec Święty powiedział: „Cztery lata temu kręciliście mną, jak chcieli, a teraz już jestem starym papieżem i nie dam sobą kręcić”.

Dobre słowo cierpiącym
Chorzy to jedna z grup, do której Jan Paweł II najczęściej kierował swoje przesłanie. Sam miał bowiem wyjątkowo osobisty stosunek do tego „krzyża”, jak wielokrotnie nazywał chorobę. Podczas spotkań, na jego osobiste życzenie, chorzy znajdowali się blisko ołtarza, a po uroczystościach Ojciec Święty rozmawiał z nimi. Zaczęło się już następnego dnia po wyborze. Wtedy, ku zaskoczeniu wszystkich i wbrew obowiązującej etykiecie, wybrał się do kliniki Gemelli. Chciał odwiedzić chorego przyjaciela, bp. Andrzeja Deskura.
Osobiście też doświadczył ogromnego cierpienia, pamiętnego 13 maja 1981 roku, kiedy Ali Agca ciężko zranił go na placu św. Piotra. „W chwili, kiedy padałem na placu św. Piotra, miałem wyraźne przeczucie, że wyjdę z tego. Ta pewność nigdy mnie nie opuściła, nawet w najgorszych chwilach, bądź po pierwszej operacji, bądź w czasie choroby wirusowej” – powiedział kilka dni później Ojciec Święty. I dodał jakże znaczące słowa: „Czyjaś ręka strzelała, ale inna ręka prowadziła kulę”.
Pierwszym i najważniejszym dokumentem Jana Pawła II skierowanym do chorych był list apostolski Salvifici doloris z 1984 r., z którego warto zapamiętać słowa: „Chrystus nauczył człowieka równocześnie świadczyć dobro cierpieniem oraz świadczyć dobro cierpiącemu”. W liście adresowanym do osób konsekrowanych i wszystkich wierzących pisał: „I prosimy Was wszystkich, którzy cierpicie, abyście nas wspierali. Właśnie Was, którzy jesteście słabi, prosimy, abyście stawali się źródłem mocy dla Kościoła i dla ludzkości.”
8 lat później Jan Paweł II, ustanowił zaś Światowy Dzień Chorego, na którego obchody wyznaczył 11 lutego, wspomnienie Matki Bożej w Lourdes.
Papież pamiętał też o niepełnosprawnych. „Dzięki Tobie (Jezu) niepełnosprawność nie jest ostatnim słowem w życiu. Ostatnim słowem jest miłość, Twoja miłość, która nadaje sens życiu” - powiedział w bazylice św. Pawła za Murami podczas przemówienia do chorych 3 grudnia 2000r. Zgromadziło się tam wtedy ponad 7 tys. niepełnosprawnych. Osoby na wózkach znalazły miejsce wokół ołtarza, na ekranach głusi mogli czytać tłumaczenie w języku migowym, niewidomym rozdano zaś teksty modlitw i pieśni spisane alfabetem Braille’a. Wszystkie przemówienia papieskie do niepełnosprawnych zostały zebrane w książce „Musicie być mocni”
Do samych niewidomych Jan Paweł II zwrócił się w swoim wierszu: Stukając białymi laskami w bruk stwarzamy dystans nieodzowny. Kosztuje każdy krok. W pustych źrenicach wciąż umiera świat do siebie samego niepodobny: świat złożony nie z barw, lecz z łoskotów (kontury, linie szmerów). (…) Czy potrafisz przekonać, że w ślepocie może być szczęście? ( Jan Paweł II „Niewidomi”)
W roku 1999 Ojciec Święty napisał „List do ludzi w podeszłym wieku”, w którym zawarł bardzo osobiste wyznanie: „Głębokim pokojem napełnia mnie myśl o chwili, w której Bóg wezwie mnie do siebie – z życia do życia! Dlatego wypowiadam często – i bez najmniejszego odcienia smutku – modlitwę, którą kapłan odmawia po liturgii eucharystycznej: In hora mortis meae voca me, et iube me venire ad te – w godzinie śmierci wezwij mnie i każ mi przyjść do Siebie. Jest to modlitwa chrześcijańskiej nadziei, która w niczym nie umniejsza radości obecnej chwili, a przyszłość zawierza opiece Bożej dobroci”. Papież był przygotowany na spotkanie z Bogiem miłosiernym. Gotowość tę wyraził słowami: „Pozwólcie mi odejść do domu Ojca”. Z wielkim spokojem, zaufaniem oddał swoje ostatnie tchnienie i złączył się ze swoim Mistrzem.
Podczas pontyfikatu Jan Paweł II chciał być papieżem wszystkich ludzi i zajrzeć do najdalszego zakątka Ziemi. Odbył 104 pielgrzymki zagraniczne, w tym 8 do Polski, w trakcie których odwiedził 135 krajów. Do tego trzeba dodać jeszcze 145 podróży na terenie Włoch i odwiedziny w 301 rzymskich parafiach. W sumie przebył ponad 1,6 mln kilometrów, a to odpowiada 40-krotnemu okrążeniu Ziemi lub czterem lotom na Księżyc. Ten rekord długo nie zostanie pewnie pobity. Ale nie o wyniki, liczby i statystyki chodziło Ojcu Świętemu. Jego zadaniem było dać świadectwo prawdzie i zbliżyć człowieka do Boga. Wskazówki jak do tego dojść, zostawił w swoim testamencie, którym są wszystkie jego słowa.