skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Aktualności

Historia odkrywana na nowo Magdalena Raczyńska

Gdybym nagle odzyskała wzrok i znalazła się w miejscu, które znam, tzn. wiem gdzie jest jaki sklep, jakich krawężników powinnam pilnować, żeby się nie zgubić czy też gdzie są słupy, o które mogę nabić sobie guza, to bez wątpienia widząc to wszystko czułabym się kompletnie zagubiona. Tak samo byłoby z ludźmi, których znam od lat. Rozpoznaję ich głosy, ale twarzy nie pamiętam. Musiałabym skonfrontować wszystkie obrazy i wyobrażenia ludzi i rzeczy, jakie miałam w pamięci, a więc w rzeczywistości nauczyć się widzieć na nowo.
Jest mnóstwo rzeczy, których wygląd pamiętam bądź bazując na czyimś opisie jestem w stanie sobie wyobrazić. Są też takie, których nie widziałam i muszę próbować je sobie jakoś wizualnie stworzyć. Niejednokrotnie zdarza się, że owe wyobrażenia mają się nijak do rzeczywistości. Przy różnych okazjach odkrywam, za pomocą dostępnych zmysłów, wszystko co mnie otacza na nowo i weryfikuję wiedzę na dany temat.
Czytając ten wstęp zapewne wiele osób zada sobie pytanie: o czym właściwie ma być ten artykuł? Przecież miało być coś o historii. To właśnie tematyka związana z historią skłoniła mnie do tych refleksji, bo czy z jej poznawaniem nie jest nieco podobnie jak z ciągłym odkrywaniem otaczającego nas świata, wciąż na nowo i na nowo. Wydaje nam się, że dogłębnie poznaliśmy sedno jakiegoś wydarzenia i zdążyliśmy wyrobić sobie pogląd na dany temat, a tu nagle pojawiają się nowe fakty, które burzą nasze wyobrażenia i zaczynamy widzieć sprawy w innym świetle.
Skoro otaczający nas świat możemy odkrywać za pomocą dostępnych zmysłów, to równie dobrze możemy się nimi posłużyć poznając historię. Doskonałym dowodem na to jest realizowany przez warszawski Dom Spotkań z Historią przy współpracy z Fundacją „Vis Maior”, projekt „Wędrówki po niewidocznej Warszawie”. Daje on niepowtarzalną możliwość odkrywania historii na nowo. Ma on na celu umożliwienie niewidomym dzieciom i młodzieży poznania przedwojennej, wojennej i powojennej Warszawy i to poznania przy użyciu wielu zmysłów. Zanim projekt ruszył na dobre, pod koniec lutego w DSH odbyły się próbne zajęcia. Na pierwszy ogień poszły losy Warszawy po 1945 roku. W próbie wzięła udział grupa dorosłych ochotników, wśród których znalazłam się i ja.
Spacer po stolicy z czasów PRL był dla nas wszystkich bardzo ciekawym i ważnym doświadczeniem. Mieliśmy możliwość wysłuchania kilku niezwykłych relacji ludzi, którzy zachowali w pamięci obraz dawnej stolicy. Mogliśmy również, dzięki zachowanym nagraniom rozmów i dźwięków z ulicy, dworca kolejowego, sklepu, bazaru czy poczty, chociaż przez kilka chwil uczestniczyć w codziennym życiu warszawiaków sprzed kilkudziesięciu lat. Pewne sprawy i problemy są ponadczasowe, a więc stanowią również część naszego życia. Jednakże są i takie, które nierozerwalnie łączą się z czasami PRL i nie da się ich zrozumieć bez możliwości wczucia się w ducha epoki. Dzisiaj nie stoimy w kilometrowych kolejkach, żeby kupić coś, co kiedyś było rzadkością, a dziś można to znaleźć na półkach w wielu sklepach i co najważniejsze - nie potrzebujemy do tego celu kartek. Dziś kontakt telefoniczny, nawet z najdalszym zakątkiem świata, nie stanowi większego problemu. Za czasów PRL żeby gdzieś zadzwonić, trzeba było niejednokrotnie uzbroić się w cierpliwość i przygotować na długie godziny czekania na połączenie. A wszystko i tak bez gwarancji, że uda się je uzyskać. Te dźwiękowe relacje, w zestawieniu z przedmiotami, jakie towarzyszyły ludziom w życiu codziennym, dają o wiele lepszy obraz epoki, niż gdybyśmy opierali się tylko na zasłyszanych tu i ówdzie opowieściach i opisach przedmiotów.
Ktoś mógłby powiedzieć, że to przecież nic nadzwyczajnego kolejny raz wysłuchać opowieści, o które dziś nie trudno, bo wystarczy zapytać rodziców czy dziadków pamiętających minioną epokę, a na pewno będą mieli niejedno do opowiedzenia. W radiu też pojawiają się audycje poświęcone latom pięćdziesiątym, sześćdziesiątym i siedemdziesiątym, a i w telewizji programy czy filmy ukazujące absurdy PRL nie są aż taką rzadkością. To wszystko prawda. Jednak czy ktoś z nas miał szansę zobaczyć i wziąć do ręki przedmioty, jakie towarzyszyły na co dzień naszym rodzicom i dziadkom? Zapewne nie wszyscy. Owszem w wielu programach czy też filmach pojawiają się używane przez ich bohaterów sprzęty i zapewne ktoś próbował nam je opisywać. Jednak żaden opis nie zastąpi możliwości obejrzenia danego przedmiotu. O wiele łatwiej jest się wczuć w daną epokę, jeśli słucha się opowieści z nią związanej i można wziąć do ręki rzecz, o której akurat jest mowa. Czy ktoś z nas miał możliwość zobaczenia, jak wygląda płyta gramofonowa czy adapterowa? A jak właściwie wyglądały te słynne kartki, na które można było dostać to, co teraz bez trudu znajdziemy w niemal każdym sklepie? Czy ktoś wie z czego składał się ubiór nienagannie wyglądającego ucznia? A może kogoś ciekawi, jak wyglądała królująca niegdyś na polskich drogach Syrena czy Fiat? Być może miłośniczkom perfum nazwa „Być może” coś mówi? A może ktoś wie dlaczego z lekkim uśmiechem ktoś starszy wspomina czasy, w których z napojów gazowanych można było dostać głównie oranżadę i co ma na myśli mówiąc, że butelki w jakich ją sprzedawano były bardzo praktyczne i nie chodzi tu o te zamykane na kapsle. Właśnie tego, jak wyglądały te i inne rzeczy można się było dowiedzieć podczas warsztatów. Kiedy chodziłam do podstawówki, PRL chylił się już ku końcowi. Jednak pewne wspomnienia pozostały. Moi, nieco starsi ode mnie znajomi, siłą rzeczy pamiętają więcej niż ja. Jednak zarówno dla mnie jak i dla nich wzięcie do ręki różnych przedmiotów było fascynującą powtórką z pamięci. A było i parę rzeczy, których wyglądu nie pamiętaliśmy lub po prostu nie dane nam było wcześniej mieć ich w ręku. Wiedząc, co jak wygląda o wiele przyjemniej jest słuchać czyjejś relacji czy oglądać film, bo wiemy, o czym mowa i łatwiej nam zrozumieć pewne sytuacje.
Niewątpliwie dla uczniów szkoły podstawowej czy gimnazjum, czerpiących swoją wiedzę na temat minionej epoki wyłącznie z książek i zasłyszanych tu i ówdzie wspomnień, odkrywanie i postrzeganie historii będzie miało zupełnie inny wymiar. Wielu z nich nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić, że coś, co dziś mogą bez trudu kupić, kiedyś było można dostać tylko na kartki. Nie było też mowy o zabraniu w podróż sprzętu do słuchania muzyki, bo magnetofon szpulowy czy kasetowy był raczej za duży. Zdobycie samochodu również nie było taką prostą sprawą, o możliwościach wyboru koloru czy marki nie wspominając.
Tak więc dla dzisiejszych uczniów jednoczesne wysłuchanie relacji świadków i wzięcie do ręki tego, o czym mówią to doskonała szansa poczucie ducha epoki.
A mówiąc o stolicy z czasów PRL, nie sposób nie wspomnieć o „darze od bratniego Związku Radzieckiego” jakim był Pałac Kultury i Nauki. Czy ktoś z nas zastanawiał się, jak on właściwie wygląda i dlaczego jest tak dobrze widoczny? A czy ktoś z nas wie, jakie budynki znajdują się wokół niego? Nawet ci, którzy kiedyś widzieli, mogą tego nie pamiętać, a w DSH można się tego dowiedzieć. Jest tam bowiem makieta przedstawiająca zarówno pałac jak i to, co jest wokół niego. Jej oglądanie było dla mnie i innych uczestników jak odkrywanie Ameryki. Mieszkając od lat w Warszawie niejednokrotnie przemierzałam trasę spod Rotundy do metra czy spod Mariotu do Dworca Centralnego. Jednak tego, jak dana budowla wygląda raczej nie pamiętałam. Wędrówka po tym niewielkim, a jakże istotnym, odcinku miasta była nie tylko poznawaniem wyglądu poszczególnych budynków. Była ona również doskonałym ćwiczeniem na orientację. Pozwoliła bowiem lepiej wyobrazić sobie, co i jak jest położone, a także co po której stronie pałacu się znajduje. Przyznaję, że z pewnych rzeczy nie do końca zdawałam sobie sprawę.
Zupełnie inaczej ową wędrówkę odebrały osoby, które nie widzą od urodzenia i dla których wyobrażenie sobie wyglądu budynków i przestrzeni wokół nich było czymś o wiele trudniejszym. Jedna z nich powiedziała mi, że jej wyobrażenia o tym, jak wygląda dany budynek zupełnie odbiegały od tego, co pokazano na makiecie. Mimo iż na jej oglądaniu spędziliśmy naprawdę dużo czasu, to i tak nie byliśmy w stanie w pełni przyswoić tego, co się na niej znajdowało. Dla uczniów, którzy nie znają Warszawy i często nie poruszają się samodzielnie jej poznawanie będzie miało zapewne jeszcze inny wymiar.
Okazuje się więc, że przy okazji poznawania historii można na nowo odkryć świat, który nas otacza.
Wychodząc z zajęć mieliśmy pewien niedosyt. Było wiele rzeczy, o których chcielibyśmy posłuchać i zobaczyć. Czymś innym jest przecież poznawać historię z podręczników i słuchać opisów różnych, nieużywanych już przedmiotów ukazanych na zdjęciach, a co innego przy pomocy dostępnych zmysłów przenieść się w minioną epokę.