skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Znani i lubiani

Potrafił pochylić się nad każdym Władysław Gołąb

W październiku 1978 r. redaktor naczelny „Więzi” Tadeusz Mazowiecki zwrócił się do kilkudziesięciu osób z ankietą z zapytaniem „Jak oceniam wybór kardynała Wojtyły na papieża?”
W odpowiedzi na tę ankietę między innymi pisałem: „Są wydarzenia, które elektryzują cały naród, które poruszają serca i umysły wszystkich. Do takich wydarzeń zaliczyć należy wiadomość (…) że Namiestnikiem Chrystusa, następcą świętego Piotra został wybrany Polak, metropolita krakowski, ks. kardynał Karol Wojtyła. W głębi duszy marzyłem o tej chwili, ale było to marzenie, które dla swego ziszczenia wymagało cudu – i cud ten stał się!”.
Ks. Wojtyła, najpierw biskup, a następnie kardynał, często bywał w Laskach. Przyjaźnił się z ks. Tadeuszem Fedorowiczem, który przez wiele lat był Jego spowiednikiem. Na pogrzeb ks. Fedorowicza w dniu 28 czerwca 2002 r. Jan Paweł II przysłał telegram, w którym między innymi czytamy: „Był pełnym mądrości kierownikiem duchowym wielu poszukujących doskonałości chrześcijańskiej, długoletnim opiekunem duchowym całego dzieła Lasek, wielkim przyjacielem niewidomych i wszystkich, którzy tam przyjeżdżali. Sam wielokrotnie korzystałem z jego kapłańskiej mądrości i szczerej przyjaźni. Wiele Mu zawdzięczam”.
Ks. Tadeusz Fedorowicz, jak długo pozwalały na to siły, corocznie na swoje i Ojca Świętego imieniny wyjeżdżał do Watykanu.
Ja osobiście z Ojcem Świętym spotkałem się po raz pierwszy w dniu 24 października 1985 r., gdy przyjął całą grupę niewidomych w Sali Konsystorskiej w Watykanie (zgodnie z tradycją w sali tej przyjmowane były głowy koronowane). Wtedy wręczyłem Mu laskowski medal „Pax et Gaudium in Cruce”. Byłem głęboko wzruszony, gdy błogosławił mnie i przekazywał życzenia dla Lasek i wszystkich niewidomych w Polsce. Między innymi powiedział, że dziękuje za modlitwę i cierpienia ofiarowane w Jego intencji, że z całego serca błogosławi Laskom. Ileż w tym było troski i życzliwej serdeczności, ileż osobistego zaangażowania.
Moja małżonka przekazała Ojcu Świętemu nasze zmartwienie – syn od miesiąca siedział w więzieniu za działalność w podziemnym radiu „Solidarność”. Ten niezwykły człowiek potrafił pochylić się nad każdą ludzką biedą. Jakże serdecznie uściskał żonę i obiecał modlitwę.
Ostatni raz spotkałem się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II w dniu kanonizacji św. Faustyny w 2000 r. na Placu św. Piotra. Ucałowałem Jego ojcowską dłoń i zrozumiałem, ile wysiłku wkłada w każde słowo, a z każdego z nich płynie ta niezgłębiona miłość. Pisałem później o tym spotkaniu, że trudno o nim mówić, pozostaje jedynie milczenie.
Śmierć Jana Pawła II zastała mnie w domu. Gdy informacja ta dotarła do mnie z głośnika radiowego, poczułem wielki żal za czymś na zawsze utraconym. Już Jego zatroskany, pełen miłości głos, nie upomni mnie więcej. Pozostają jedynie nagrania z tamtych spotkań.
Teraz Jan Paweł II staje się naszym pośrednikiem w modlitwie do Boga. Umacnia nas, abyśmy nie utracili Tego, który za nas oddał swe życie na Krzyżu.