skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Spacer z Don Kichotem i białą laską Alicja Nyziak

Przeczytałam felieton Tomasza Matczaka „Biała laska ma dwa końce” i ponownie doznałam lekkiej fiksacji. Właściwie o co chodzi autorowi? Czy o fakt, że jego zdaniem niewidomy z białą laską głupio wygląda na ulicy? Czy o osoby, które wstydzą się poruszać przy jej pomocy? W moim odczuciu te dwie kwestie są diametralnie różne. Może jestem dziwna, ale mój opór przed białą laską wiązał się z faktem, że będzie ona wyznacznikiem mojej niepełnosprawności. Kompletnie nie myślałam o tym, że używając jej, mogę wyglądać głupio, dziwacznie. Zaskoczył mnie i wywołał uśmiech zaprezentowany opis niewidomego: „wyprostowana sylwetka, nieruchome oczy i długa laga przed nim”. Hm, wyobraźnia zadziałała i pojawił się obraz Terminatora, który zamiast kałacha dzierży w dłoni atrybut niewidomego. A może autor tak postrzega siebie? Przyznaję, że nie jestem tak mobilna, czytaj samodzielna, jakbym chciała. Jednak moje bariery nie są spowodowane wstydem przed białą laską. Bez względu na to, czy poruszam się sama, czy w towarzystwie przewodnika, biała laska towarzyszy mi na co dzień. Może jestem jeszcze większym oryginałem, bo bazując na białej towarzyszce, nie idę wyprostowana jak struna, ani tym bardziej nie mam nieruchomych oczu. Owszem jestem skupiona na trasie, na otaczających mnie dźwiękach, ale generalnie nie odbiegam zbyt mocno od innych pieszych. A może tak mi się tylko wydaje? Przecież biała laska nie tylko ma pomóc w przestrzennym poruszaniu się, ale również być informacją dla otoczenia, że jestem niewidoma. Ma sygnalizować, że pewne rzeczy w sposób naturalny mogą umknąć mojej percepcji. Naturalnie, każdy ma inne odczucia, spostrzeżenia i doświadczenia. Właściwie, co jest oryginalnego, głupiego lub egzotycznego w tym, że niewidomy idzie ulicą? Jeśli tak spojrzeć na tę grupę osób, to podobnie należy określić ludzi poruszających się na wózkach inwalidzkich, o kulach, z amputowanymi kończynami lub deformacjami twarzy. Dodałabym jeszcze różnych „dziwolągów” charakteryzujących się nietypowym strojem, rzucającymi się w oczy tatuażami czy różnej wielkości kolczykami wpiętymi w nos, wargi, brodę, brwi, policzki oraz uszy itd. Ależ barwny korowód postaci. No i czy w tym doborowym towarzystwie niewidomy naprawdę tak bardzo się wyróżnia? Powiedziałabym, że nie. Gdzie ta egzotyka, oryginalność niewidomego? Może i jakaś seniorka współczująco westchnie, w kolejce do kasy lub na przystanku. Jednak zazwyczaj chodzi jej o ciężki los bezwzrokowca. W takich sytuacjach pojawia się miejsce na oryginalność, egzotykę wypowiedzi, która zaskoczy wzdychacza.
Szczerze przyznaję się do kapitulacji, jeśli chodzi o cechy wspólne między niewidomym z „blondyną”, a Eskimosem w futrzastym stroju na gorącej plaży. Neurony pomknęły i powstała wizja owego biedaka, jak w tempie ekspresowym zrzuca z siebie nadmiar odzienia. A plażowicze dyskretnie, albo i nie, obserwują, czy gatki takoż zrzuci. Natomiast niewidomy raczej może wzbudzić irytację, gdy próbuje spacerować między parawanami, kocami z ponętną opalenizną. Tutaj kogoś piaskiem obsypie, tam laską potraktuje lub nadepnie. Ciekawe, czy niewidomy potraktowany w podobny sposób nie zaprezentowałby mega irytacji?
A skoro autor lubi nazywać rzeczy po imieniu, to jak w końcu prezentuje się ten niewidomy? Głupio, dziwnie, oryginalnie czy wyjątkowo?
Na koniec jeszcze jedna kwestia. W tekście „Biała laska ma dwa końce” pojawia się określenie „hejter”. Może warto przypomnieć, że hejter to osoba publikująca kłótliwe i agresywne komentarze w Internecie, które mogą być postrzegane jako akt cyberprzemocy i nękania psychicznego.