skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Znani i lubiani

Po drugiej stronie słuchawki Beata Dązbłaż

Zawsze dążyła do samodzielności, której uczyła się sama. Przepracowała 46 lat i tylko w pięciu instytucjach. Jak dla każdego, praca była dla niej ambicją i koniecznością, ale przede wszystkim w jej przypadku, była ona silną potrzebą niesienia pomocy drugiemu człowiekowi. Mimo licznych przykrych doświadczeń zdawała sobie sprawę z potrzeby wypracowania swojej przyszłej pozycji własnym wysiłkiem. Z Anną Falkiewicz rozmawiamy o pracy, doświadczeniu i o tym, co w życiu ważne.

Magnetyczne radio
Radio zawsze ją fascynowało, było jak magnes i stało na szczycie jej marzeń. – Zostałam zaproszona jako gość do programu pierwszego Polskiego Radia, wywiad ze mną przeprowadzała pani Anna Retmaniak. Po skończonej rozmowie poprosiłam ją o odprowadzenie do gabinetu ówczesnego dyrektora pana Andrzeja Turskiego. Znany z elegancji dyrektor sam zjawił się w pokoju służbowym pani Retmaniak. I tak to się zaczęło w 2001 r., byłam już wtedy po pięćdziesiątce – wspomina Anna Falkiewicz. Dyrektor przyjął temat i odtąd radiowy telefon zaufania jest emitowany na antenie programu pierwszego Polskiego Radia.
– Wiedziałam, że w radiu lubią nowinki i dobrą dykcję, ale i tematy bliskie duszy człowieka. Sama miałam 26-letnie doświadczenie pracy w telefonie zaufania, tym prawdziwym, jakiego dziś już nie ma. Miałam bardzo silną motywację, by pracować w radiu – mówi.
I tak mija 17 rok współpracy pani Anny z Polskim Radiem. Do swoich nocnych audycji, kiedyś cotygodniowych, dziś raz w miesiącu, zaprasza gości – lekarzy, psychoterapeutów, pisarzy, ale audycja przede wszystkim jest dla słuchaczy, którzy telefonują tam nie tylko po porady. – Mój temat rozumiem bardzo szeroko, jako poradnictwo. Czasami zapraszam lekarza, który udzieli porad w zakresie, w jakim wolno mu to zrobić na antenie, nie znając pacjenta, a czasami pisarza, który podzieli się swoim warsztatem pracy – mówi pani Anna. – Ludzie różnych zawodów to jest norma. W idei telefonu zaufania chodzi o to, by być gotowym słuchać i towarzyszyć drugiemu człowiekowi – dodaje.

Zacna służba
Sama zawsze była i jest „pożeraczem” książek, mimo że lekarz zabraniał jej czytać ze względu na stan wzroku kwalifikujący ją od urodzenia do pierwszej grupy niepełnosprawności. Teraz na ulubionym autolektorze czyta biografię Putina Krystyny Kurczab-Redlich, jej następnego gościa w marcowej audycji. Po latach można nawet zaobserwować pewne prawidłowości. – Telefony słuchaczy z kraju i telefony podróżujących kierowców ciężarówek zdarzają się w ciągu całej audycji. Ale już w ostatniej godzinie antenę monopolizują słuchacze z Australii, Kanady i Stanów Zjednoczonych, u których akurat jest popołudnie – mówi pani Anna.
Wiele rozmów ze słuchaczami zapadło jej w pamięć, stworzył się stały krąg zaprzyjaźnionych słuchaczy. Zdarzają się miłe zaskoczenia, jak to, gdy została po głosie rozpoznana na plaży przez wycieczkę Radia Maryja. – Innym razem jechałam tramwajem i pomogła mi pani, która polecała mi audycję Anny Falkiewicz, gdyż korzystała z porad lekarskich jednego z zaproszonych tam gości – wspomina.
Innym znowuż razem pomógł jej okoliczny mieszkaniec, który był stałym bywalcem spotkań towarzyskich z kolegami. – Zachęciłam go, by zawsze mi pomagał, ale powiedział, że nie może, gdyż po wysłuchaniu audycji Anny Falkiewicz zdecydował się pójść na odwyk – opowiada z uśmiechem.
Przyznaje, że praca w radiu, od kiedy skończyła w 1970 r. socjologię na Uniwersytecie Warszawskim, jest jednym z najprzyjemniejszych wydarzeń w jej życiu. Nie mniej miło wspomina swoją wieloletnią pracę w telefonia zaufania. – Byłam w przychodni i zauważyłam czarno-biały plakat z niewyraźnym zdjęciem pani ze słuchawką w ręce, a pod spodem czerwony napis: „Telefon zaufania – twój anonimowy przyjaciel”. Od razu pomyślałam, że to praca dla mnie, choć pierwszy raz wtedy usłyszałam o telefonie zaufania, napisałam więc podanie do Wydziału Zdrowia. Mniej więcej po dwóch latach dostałam zaproszenie na rozmowę. Co prawda pani, która ją przeprowadzała, miała wątpliwości co do mojego młodego wieku, jednak zatrudniła mnie, a zespół przyjął mnie do swojego grona bardzo szybko. Były to osoby starsze ode mnie średnio o 20 lat – opowiada pani Anna.
– Tam trafiała czarna strona życia, pomoc była jeden na jeden, ktoś w swoim mieszkaniu i ja sama w anonimowym lokalu. To była bardzo zacna służba – dodaje.

Ważniejsza pomoc w kryzysie
W jej pamięci zapisało się wiele ludzkich historii, jedną z nich jest wielka radość z uratowania życia poczętego, kontakt z dzwoniącą osobą ma do dziś, a uratowane dziecko nosi jej imię i ma 40 lat. Policzyła, że przez lata pracy w telefonia zaufania mogła poznać ok. 5 tys. osób.
- Ta praca była dla mnie ważna, bo jako dziecko, które musiało się zmierzyć ze swoim problemem, niepełnosprawnością wzroku, które przez wiele lat spędzało czas w szpitalach jedynie wśród dorosłych, zetknęłam się z potrzebami ludzi w zakresie pomocy psychoterapeutycznej. Telefon zaufania z założenia przeznaczony jest do pomocy pojedynczemu człowiekowi w kryzysie psychicznym. Dlatego też uważałam, że ta pomoc jest ważniejsza niż pisanie artykułów. Szkoliłam się, lubiłam się uczyć, zdobywać nowe kwalifikacje, lubiłam tę pracę, gdzie nikt mnie nie widział, to spełniało moje postulaty osoby z dużymi kompleksami. Grube szkła okularów na podwórku stanowią wyzwanie, dzieci nie dawały przejść spokojnie – mówi pani Anna. – Dziś też się to zdarza, przewaga nad słabszym manifestowana, gdy samemu nie jest się najmocniejszym, prawdopodobnie leży w naturze człowieka. Choć ja takich potrzeb nie mam, koło mnie może przejść każdy słaby, jeszcze pomogę – dodaje.
Choć rodzice nie uczyli jej samodzielności, ona sama o nią zabiegała od zawsze. Za swój sukces uznaje 46-letni okres pracy zawodowej i to nie w warunkach chronionych. – Gdy rozpoczynałam współpracę z radiem, towarzyszył mi do drzwi radia syn, pod wejściem chciałam, by mnie tam zostawił. 46 lat przeżyła z resztkami wzroku. Zawsze poruszał ją los osób niewidomych od urodzenia. – To są dwa światy, nie można tego porównać. To im potrzebna jest pomoc, gdyż mają trudniej – mówi.

Samodzielność ponad wszystko
Rodzicom zawsze doradzała, by wychowywali swoje dzieci do samodzielności. – Kształcenie w szkole masowej to jest to. Można przez 4 pierwsze lata posłać dziecko do Lasek, ale potem dobrze, by kontynuowało naukę w szkole masowej – mówi. Ona sama na dalszym etapie edukacji uczyła się w Liceum im. Narcyzy Żmichowskiej. 40-osobowa klasa, przepisywanie z tablicy to były rzeczywiste trudności, które się wyłoniły z czasem. Zainterweniował jej nauczyciel ze szkoły podstawowej i przesadzono ją do pierwszej ławki. Nikt z kadry nauczycielskiej nie znał wtedy problemów osób z dysfunkcją wzroku.
- Nie ma remedium dla młodych osób z dysfunkcją wzroku. Mnie też nikt go nie dał. Takie dążenie do samodzielności na pewno wiąże się także z osobowością. Na pewno musi być praca, by było z czego żyć i by był powód do wyjścia z domu. Doradzałabym rodzicom, by nie wyręczali dzieci, bo czym innym jest przeczytać kawałek tekstu naukowego, a czym innym ugotować, umyć i uprać za niewidomego. Każdy musi swoimi sposobami wymyślić, jak to zrobić. Samodzielność jest ważna nade wszystko, ćwiczenie tras, dojazd do pracy – mówi pani Anna. Sama urodzona w Łodzi od 1949 r. mieszka w Warszawie, i to ona jest najczęściej przewodnikiem dla zaprzyjaźnionych kierowców.

Coś się kończy i coś się zaczyna
Ona sama, jak mówi, nigdy nie padła ofiarą bezrobocia, choć zdaje sobie sprawę, że teraz jest nieco inna sytuacja na rynku pracy i inaczej się jej szuka. – Zawsze jak coś się kończyło, coś także się zaczynało. Gdy telefon zaufania został rozwiązany, zainteresowałam się pracą w Fundacji Praca dla Niewidomych, która promowała autolektora. To urządzenie pozwala na czytanie wybranego tekstu, ja zaprezentowałam się szefowi jako bardzo wiarygodny „pijarowiec” tego urządzenia i przepracowałam tam 3 lata – mówi pani Anna.
Jednak misja niesienia pomocy była dla niej zawsze magnesem, dzięki któremu ochoczo podejmowała nowe wyzwania, które sama przed sobą stawiała. – Jestem z czasów i kultury, kiedy nie zaczynało się rozmowy od zapytania „za ile”. Do dziś mnie to razi i dziwię się, że ludzie tak potrafią – mówiąc, że trzeba żyć, konsumować – ja nie muszę – mówi pani Anna. Dlatego prowadzenie audycji jest dla niej tak ważne, ma świadomość, że kryzysów jest coraz więcej i nie będzie ich ubywać, a celem programu jest przecież wsparcie dla indywidualnego zdrowia i dobrostanu psychicznego. – Dlatego każdy może coś w niej znaleźć dla siebie – konkluduje.
– Niewidomi są „najmniej niepełnosprawni” wśród poszukujących zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami, dlatego tak ważne jest przełamywanie barier w umysłach pracodawców, bo praca dla niewidomych to niezwykle ważny czynnik w ich życiu. Praca powinna być dla nich dostępna – dodaje.