skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Rozśpiewane miasto Andrzej Szymański

80-tysięczny Ostrów Wielkopolski jest miastem szczególnym na mapie muzycznej Polski. Na początku XXI wieku istniało tu 55 zespołów: 29 chórów i 26 orkiestr. Obok Poznania i Górnego Śląska - południowa Wielkopolska jest liczącym się regionem amatorskiego ruchu muzycznego. Jego początki sięgają drugiej połowy XIX wieku, kiedy to działalność kulturalna umacniała polskość w zaborze pruskim.
Dwadzieścia osiem lat temu dyrygent Zygmunt Rosada poprowadził po raz pierwszy 30-osobowy chór "Lira", założony z inicjatywy ówczesnych działaczy Koła PZN w Ostrowie Wielkopolskim. Kolejnymi szefami byli: Stanisław Wiatrowski, Maria Malkowska, Aleksander Marszał, Włodzimierz Wypijewski. Od dziewięciu lat kierownikiem artystycznym tego zespołu, złożonego z osób niepełnosprawnych (najwięcej inwalidów wzroku), jest Jadwiga Smok.
- Objęłam prowadzenie chóru trzy razy mniejszego niż obecnie, liczącego 15 osób - mówi pani dyrygent. Jest absolwentką Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Poznaniu. W Ostrowie uczy w I liceum i prowadzi w nim też chór szkolny.
W 1997 roku niewiele brakowało, by "Lira" rozpadła się. Były nieporozumienia między dyrygentem a członkami zespołu. Pani Jadwiga szefować zgodziła się niechętnie, gdyż miała sporo spraw rodzinnych na swojej głowie, no i, nie ukrywa tego, obawiała się, czy poradzi sobie z niepełnosprawnymi, starszymi ludźmi.
- Postanowiłam jednak przygotować zespół na 20. rocznicę koła - wspomina J. Smok. - Ludzie okazali się sympatyczni, atmosfera bardzo miła, choć praca trudna. Dużo trzeba wysiłków i z mojej i ich strony, by osiągnąć zadowalające rezultaty. Średnia wieku jest dość wysoka. Nie są to osoby młode, które chwytają słowa i melodię w okamgnieniu.
Na dobrą sprawę śpiew jest dla nich rehabilitacją, a trochę też hobby. Spotykają się raz w tygodniu na dwie, trzy godziny i ćwiczą głosy, trenują emisję, eliminują błędy. Sala jest za darmo od starosty. Każda lekcja zaczyna się gimnastyką całego ciała. Najpierw ćwiczenia nóg, potem tułowia, głowy. Jest to ważne, bowiem śpiewają nie tylko struny głosowe, ale całe ciało. Po takiej rozgrzewce nie boli gardło, głos jest ładniejszy. W następnej kolejności pani Smok prowadzi ćwiczenia emisyjne z całym zespołem, ale są też oddzielne próby z altami, sopranami, tenorami i basami.
Prezesem Stowarzyszenia Śpiewaczego "Lira" jest Ryszard Zapart (w chórze - bas). Ma 65 lat i od 1994 roku jest członkiem PZN. 40 lat przepracował w Zakładach Sprzętu Mechanicznego w Ostrowie, a zaczynał śpiewać w chórze... 46 lat temu. To on doprowadził w 2001 roku do powstania Stowarzyszenia, posiadającego osobowość prawną, a od trzech lat status organizacji pożytku publicznego. W zarządzie są jeszcze: Krystyna Kasprzak (zastępca), Anna Zembrzuska (skarbnik), Krystyna Puchalska (sekretarz), Wanda Gruszczyńska i Jerzy Michalak.
Pani Krystyna (alt) jest nauczycielką. Ukończyła szkołę muzyczną i długo uczyła śpiewu swych uczniów. Do "Liry" wstąpiła w ubiegłym roku po śmierci męża. Pragnęła kontaktu z ludźmi, no i chciała robić to co lubi.
Jerzy Michalak (bas) śpiewa od 45 lat. 2,5 roku temu związał się z "Lirą" i nie żałuje. - To nie tylko śpiewanie, ale wspólne wyjazdy, kontakty osobiste, spędzanie świąt - mówi pan Michalak, udzielający się jeszcze w innym chórze męskim "Echo".
Jak stali się stowarzyszeniem? Ryszard Zapart miał po prostu dość rachunkowo-finansowego pośrednika w postaci Wielkopolskiego Okręgu PZN. Wszystkie papiery musiały "przechodzić" przez Poznań. Sądowe procedury prawne od złożenia wniosku do otrzymania zezwolenia trwały około roku. Gdy już powstało Stowarzyszenie Śpiewacze "Lira", to oczywiście musiały się znaleźć fundusze na jego działalność, a potem należało je rozliczyć. Pan Ryszard "uderzył" po pieniądze do kasy samorządowej. Miasto wspólnie z bogatym "Orlenem" utworzyło fundusz grantowy, do którego to w 2005 roku złożono prawie sto wniosków. Pieniądze dostały 54 podmioty, w tym "Lira". Trzy tysiące złotych przeznaczono na jeden z koncertów. W tym roku z tego samego źródła Stowarzyszenie otrzymało 6200 złotych. Oprócz tych środków wpływają jeszcze pieniądze od członków wspierających, od każdego z chórzystów (36 zł rocznie), PFRON i PCPR. Zeszłoroczne wpływy wyniosły 79 tysięcy, a wydatki - 74 tysiące (czynsze, wynajem sali, opłacenie dyrygenta, transport, gaże dla występujących z nimi artystów). Część pieniędzy przeznacza się na integracyjne wyjazdy krajoznawcze, na warsztaty muzyczne. W ostatnich dwóch latach odbyły się one w Szklarskiej Porębie i Świnoujściu. Aby nie było tak różowo, uczestnicy musieli wpłacić po 200 zł, co nie wydaje się sumą wygórowaną za 14-dniowy pobyt i opiekę fachowców.
"Lira" brała udział w przeglądach zespołów artystycznych niewidomych w Olszynie, Kielcach, Sieradzu, Kaliszu. W Turku przed 9. laty zajęła drugie miejsce. Stałą pozycją są koncerty z okazji Dnia Białej Laski, przeglądy: kolęd, pastorałek, pieśni biesiadnej. Niezapomnianym przeżyciem był występ jesienią 2001 roku w kościele św. Krzyża w Warszawie podczas mszy św. transmitowanej przez radio. W 2002 roku po raz pierwszy chór wyjechał zagranicę - do Włoch. Zespół wziął udział w audiencji u Ojca Świętego. W 2004 roku koncertowali w Suwałkach, zaproszeni przez ówczesnego przewodniczącego koła PZN Andrzeja Świtaja. Stamtąd wybrali się na Litwę. Śpiewali w Wilnie, w kościele św. Ducha, w Mariampolu. Następny rok to rajd po dawnych kresach wschodnich Rzeczypospolitej: Krzemieniec, Dunajowce, Lwów. Koncertowali również w Przemyślu, Kłodzku i Poznaniu na zaproszenie miejscowych kół PZN. We wrześniu tego roku planowana jest wycieczka do Wiednia i Budapesztu. Te wszystkie wyjazdy były finansowo wsparte przez urząd miasta i marszałkowski.
Kiedyś, przed laty, "Lira" śpiewała wyłącznie piosenki jednogłosowe, łatwo wpadające w ucho. Z biegiem czasu stała się chórem wielogłosowym o bogatym repertuarze: klasyka, utwory kościelne, biesiadne, patriotyczne. Mają opanowanych ponad 80 utworów. To sporo jak na ten wiekowo zaawansowany zespół. Na swe występy często zapraszają niewidomych, uznanych artystów: Armanda Perykietkę, Wiesława Pawlaka, Emilię Frankowską, Wojtka Ławnikowicza, Leszka Kopcia, Julię Dzierżek, chórek Weredy z Owińsk oraz zespół "Drewutnia" z Lublina.
Obejrzałem "Lirę" na jednym z występów w przepięknej auli najstarszego liceum (161 lat) w ich mieście. Ponad dwudziestka chórzystek i chórzystów, elegancko ubranych, zaśpiewała czyściuteńko kilka utworów. Dostali wielkie brawa, co nie było bez znaczenia, gdyż słuchali ich członkowie innych chórów z miasta. Dobrze więc jest mieć jakąś pasję w życiu i być, nawet w starszym wieku, osobą czynną.
Mirosława Przybylska: - W młodości śpiewałam w szkolnym chórze w Owińskach, a tutaj w moim mieście nie nudzę się, a sprawiła to moja "Lira".
Bożena Wojtczak: - Jestem członkiem wspierającym, bo wstąpiłam do chóru razem z moją niepełnosprawną córką Marleną. Dla niej i dla mnie to piękna przygoda i rehabilitacja.
Anna Kasprzak: - Trafiłam tu trzy lata temu, by wyłączyć się z trosk i kłopotów, zapomnieć o złych sprawach, o moim inwalidztwie. I ten chór, i ci wszyscy ludzie są dla mnie lekiem. Wprowadzają odrobinę radości w życiu.