skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Listy do redakcji

Pies to nie laska
"Niewątpliwie najwierniejszym przyjacielem człowieka jest pies - pisze pani Anna Federak z Łodzi. - Od dawien dawna towarzyszy mu w codziennym życiu i pełni rozmaite funkcje. Odpowiednio wyszkolony, może tropić przestępców, prowadzić niewidomego, pomagać chorym dzieciom czy też odnajdywać uwięzionych pod gruzami i lawinami ludzi. Niestety człowiek nie zawsze potrafi odwdzięczyć się swojemu czworonożnemu przyjacielowi i okazać mu należne podziękowanie. Często traktuje psa jak zabawkę i gdy tylko się znudzi, po prostu go wyrzuca.
Słysząc o maltretowanych psach zawsze myślałam, że chyba najlepiej mają psy przewodniki. Przez długi czas sądziłam, że osoba niewidoma nie jest w stanie skrzywdzić swojego pomocnika. W tym przekonaniu utwierdziła mnie postawa mojej koleżanki i jej stosunek do swojego psa. Kasia w wieku 20 lat straciła wzrok i ze zrozumiałych względów popadła w głęboką depresję. Długo nie mogła pogodzić się z zaistniałą sytuacją i odnaleźć w tej nowej, jakże trudnej rzeczywistości. Jak sama mówiła, jej życie straciło sens i chyba już nigdy nie zazna szczęścia. Dzięki Bogu ta pesymistyczna wizja nie sprawdziła się i z czasem Kasia zaczęła odzyskiwać wiarę w siebie. Wyjechała na turnus rehabilitacyjny do Bydgoszczy i wróciła odmieniona. Dowiedziała się tam o możliwości nabycia psa przewodnika i chyba to najbardziej skłoniło ją do podjęcia intensywnej i bardzo owocnej rehabilitacji. Całymi godzinami trenowała chodzenie z białą laską, by dojść do perfekcji i sprostać wszystkim wymaganiom stawianym przez komisję przyznającą psa przewodnika.
W końcu zdobyła upragnionego przyjaciela. Od tej pory właściwie nie rozstaje się ze swoim pupilem. Świetnie się dogadują i przemierzają osiedlowe uliczki, leśne dróżki i zielone alejki. Ramzes wspaniale współpracuje ze swoją panią i służy jej najlepiej jak potrafi. Przy nim Kaśka jest bezpieczna, niezależna i naprawdę szczęśliwa. To dzięki niemu wyszła wreszcie do ludzi i opuściła cztery ściany.
Niestety, wbrew moim mniemaniom, jej przykład nie jest regułą i nie wszyscy niewidomi tak dobrze obchodzą się ze swoimi psami. Przekonał mnie o tym niedawny incydent na przystanku autobusowym, którego byłam świadkiem. Siedziałam na ławce i przysłuchiwałam się ulicznemu gwarowi. W pewnej chwili usłyszałam jakieś kroki, kłótnie i ostrą wymianę zdań, przeplataną cichym skomleniem psa. Nie wiedziałam, co się dzieje, ale mój przewodnik od razu pośpieszył z wyjaśnieniem. Kilka kroków dalej stał mężczyzna z białą laską w ręku i psem przewodnikiem. Był bardzo agresywny, wulgarny i opryskliwy. Bluźnił na swojego psa, bez powodu go szarpał i uderzył w głowę. Wtedy odezwała się jakaś kobieta i tak zaczęła się awantura. Ludzie stanęli w obronie psa, który błagalnie spoglądał na przechodniów. Był zaniedbany, niezbyt czysty i dość wychudzony. Wszyscy kiwali głowami, krytykowali niewidomego i naprawdę byli poruszeni jego zachowaniem. Padały niezbyt przychylne komentarze i negatywne opinie pod adresem człowieka reprezentującego nasze środowisko. Oburzeni ludzie pytali, po co niewidomemu pies, skoro nie umie się z nim obchodzić. Nie pojmowali, jak człowiek skrzywdzony przez los może krzywdzić kogoś innego.
Uważam, że reakcja osób stojących na przystanku była prawidłowa, świadcząca o ich wrażliwości na dziejące się obok zło. Pies to nie laska, którą można we wszystko uderzać i robić z nim to, co nam się podoba. Pies to żywe stworzenie, które czuje, rozumie i chce być kochane. Dla nas, niewidomych, jest nieocenioną pomocą i wiernym przyjacielem. Szanujmy więc naszych czworonożnych przewodników i doceniajmy trud włożony w ich wyszkolenie. Pamiętajmy, że jest ono bardzo kosztowne i wymaga ogromnej pracy, zarówno ze strony człowieka, jak i zwierzęcia. Nie marnujmy tych pieniędzy i czyjegoś wysiłku, poniesionego dla naszej sprawy. Żyjmy w zgodzie z naszymi psiakami i bądźmy dla innych właścicieli wzorem i przykładem do naśladowania!"
Zaczęło się ponad 50 lat temu
W połowie lipca br. uczestnicy internetowej listy dyskusyjnej PZN podjęli ważny i interesujący temat. Jedna z adresatek, biorąca udział w wycieczce w okolicach Tatr, była świadkiem zdarzenia, w którym niewidomi i słabowidzący chcieli przebyć niezbyt trudną trasę turystyczną pieszo, ale wytłumaczono im, że jako osoby niesprawne ruchowo, muszą jechać bryczkami. Autorka tego listu zwróciła się z pytaniem, czy niewidomi mogą chodzić po górach, czy też rzeczywiście muszą być wożeni.
I na ten właśnie temat rozgorzała dyskusja, ciągnąca się przez kilka dni, z której jednoznacznie wynikało, że niewidomi mogą z powodzeniem chodzić po górach i niejednokrotnie pokonywać trudne podejścia na szczyty, zwłaszcza, jeżeli korzystają z pomocy dobrego przewodnika. Na tle tej dyskusji pani Maria Reczko z Limanowej wystąpiła do redakcji z propozycją, aby zagadnienie to zostało we właściwy sposób naświetlone na łamach "Pochodni".
Czyniąc zadość prośbie Czytelniczki, pragniemy przypomnieć, że w nie tak dawnych latach poświęcaliśmy tematyce górskiej wiele miejsca i w licznych reportażach ukazywaliśmy osiągnięcia niewidomych w zdobywaniu tatrzańskich szczytów i innych polskich gór. W latach 70. i 80. co roku były organizowane przez okręg bielsko-bialski piesze rajdy górskie, w których uczestniczyły grupy niewidomych i słabowidzących turystów z wielu innych okręgów PZN.
Wspomnianymi imprezami turystycznymi kierował przeważnie Antoni Szczuciński, gorący zwolennik górskich wędrówek. W rajdach uczestniczyło za każdym razem około stu osób. Miały one wielkie znaczenie dla poprawy zdrowotności i sprawności niewidomych, a jednocześnie odgrywały ważną rolę kulturalną i rozrywkową. Ułatwiały poznawanie się i zbliżanie inwalidów wzroku z różnych stron i nawiązywanie współpracy i przyjaźni między ludźmi.
Przez wiele lat podobne imprezy turystyczne organizował również katowicki okręg PZN. Miały one nieco inny charakter niż rajdy bielskie, ale tu także istotne znaczenie miało wędrowanie z plecakami, zwłaszcza po beskidzkich szlakach.
Na początku lat 90. z powodu trudności finansowych, zaniechano organizowania zbiorowej turystyki górskiej. Chyba nie bez znaczenia był fakt, że ówcześni "organizatorzy-zapaleńcy", wraz z wiekiem zaczęli nieco tracić na siłach, a nie znaleźli się, jak dotychczas, ich zastępcy. Turystyka górska ma więc od lat charakter wyłącznie indywidualny. Jesteśmy przekonani, że i teraz ludziom z dysfunkcją wzroku nie brakuje pod tym względem imponujących osiągnięć, ale ich bohaterowie nie chcą się dzielić nimi na łamach czasopisma. Może po tej korespondencji coś zmieni się na lepsze.
Przytoczmy na koniec fragment reportażu Kazimierza Kisielewskiego, zamieszczonego w "Pochodni" z lipca 1954 roku, poświęconego początkom zbiorowej turystyki górskiej niewidomych:
"W dniach od 4 do 10 czerwca bieżącego roku odbył się pierwszy rajd górski, zorganizowany przez Zarząd Główny Polskiego Związku Niewidomych na trasie Czorsztyn-Krynica. W rajdzie brało udział sześciu niewidomych z oddziałów: łódzkiego, chorzowskiego, przemyskiego i krakowskiego wraz z trzema przewodnikami.
Na miejsce startu, czyli do Czorsztyna, ekipa przybyła z Krakowa autobusami wieczorem 4 czerwca. Następnego dnia o godzinie piątej rano wyruszyła, aby pokonać trudną trasę Pienin i Beskidu Sądeckiego. Każdy z uczestników ubrany był w krótkie spodnie i koszulę sportową z emblematem PZN na rękawie. Ekwipunek stanowiły: plecak, koc, namiot, menażka, manierka, żywność i inne przedmioty osobistego użytku. Należy od razu wyjaśnić, że w ciągu całego rajdu, z małymi wyjątkami, ekipa nocowała w namiotach i na biwaku przygotowywała samodzielnie posiłki.
Najbardziej emocjonującym etapem były Pieniny, z uwagi na skaliste szczyty i kilkusetmetrowe przepaści. Następne etapy, aczkolwiek zupełnie już bezpieczne, kosztowały ekipę wiele trudu i wysiłku, z uwagi na niesprzyjające warunki atmosferyczne, a więc deszcze i błoto, które dały się najbardziej we znaki przy zejściach ze szczytów w doliny. W związku z wypełnieniem warunków, przewidzianych regulaminem, wszyscy uczestnicy rajdu uzyskali Górską Odznakę Turystyczną. Jest to druga w tym roku, obok narciarskiej, odznaka turystyczna, zdobyta przez niewidomych. Odbycie powyższego rajdu pozwala stwierdzić, że każdy niewidomy, posiadający odpowiednią kondycję, może z powodzeniem uprawiać turystykę górską w warunkach średnich".