skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Miedzą i skrajem lasu Przemysław Barszcz

Czy wolno zrywać kwiaty w lesie i na łące? Jakie zwierzę może być groźniejsze od niedźwiedzia? Czy żmije rzeczywiście są jadowite? Jak zbierać grzyby, żeby nie uszkodzić grzybni? Jak zachować się na dziczym tropie?

Wiele osób pyta mnie, jak to jest ze zbieraniem kwiatów w lesie lub na łące: można, czy nie można? Zgodnie z prawem nie wolno zbierać roślin chronionych rosnących na stanowiskach naturalnych. Można więc zerwać płomiennie pomarańczową lilię złotogłów zasadzoną na grządce, lecz nie wolno zrobić tego w lesie. Wolno ściąć storczyka obuwika pospolitego, wbrew swojej nazwie niezwykle rzadkiego, który rośnie w ogrodzie, lecz w przypadku okazu z kserotermicznej łąki byłoby to co najmniej wykroczeniem. Rośliny, w tym kwiaty, niepodlegające ochronie, można zbierać w naturze, zawsze jednak trzeba się zastanowić, czy jest to konieczne.
Co jakiś czas lista roślin pozostających pod ochroną prawną, wymienionych w stosownym rozporządzeniu ministra właściwego do spraw środowiska, ulega zmianie; tak np. od 2014 r. ochronie nie podlega już konwalia majowa. Obecnie można ją więc zbierać nie tylko w ogrodzie, ale również w lesie.
Warto zwrócić uwagę, że przy zbiorze roślin wskazana jest ostrożność: niekiedy trudno jest odróżnić gatunek niechroniony od chronionego. Chociażby pospolity mech płonnik można pomylić z rzadkim widłakiem.
Muszę przyznać, że jako leśnik jestem za powstrzymaniem się od zbierania kwiatów tylko dla ozdoby, lepiej niech rosną i służą przyrodzie. Co innego rośliny lecznicze, owoce i grzyby. Z jedną tylko uwagą: to, że coś wolno zbierać, nie znaczy, że wolno to niszczyć. Jest to prawnie i przyrodniczo zakazane. Zasada ta obowiązuje w stosunku do roślin, także ich owoców, i do grzybów – wolno więc zbierać borówki, lecz nie wolno wyrywać ich krzaczków, można zbierać borowiki i maślaki, lecz nie wolno niszczyć grzybni, np. rozkopując ściółkę; najlepiej grzyba delikatnie wykręcić, nie wyrywać wraz z grzybnią, lub uciąć tuż przy ziemi kozikiem (i oczywiście nie wolno niszczyć grzybów trujących i niejadalnych – nam się nie przydadzą, lecz żyją w symbiozie z drzewami).
Jeżeli już o grzybach trujących mowa, to chociaż znam się na ich rozpoznawaniu, jako regułę bezpieczeństwa przyjąłem, że nie zbieram grzybów blaszkowych.

Parostki w akcji
Ogólną zasadą przy spotkaniach z dzikimi zwierzętami jest, aby zachowywać się spokojnie. Jeżeli mamy pecha (albo zależnie od punktu widzenia – szczęście) napotkać niedźwiedzia, odyńca czy lochę, najlepiej powoli, spokojnie, bez gwałtownych ruchów i bez hałasu oddalić się. Czy to pomoże? Na ogół.
Wędrując po lesie lub w okolicach, w których możemy spodziewać się dzikich zwierząt, nie spuszczajmy psów ze smyczy. Pomijając fakt, że w lesie jest to niezgodne z prawem, pies może np. rozjuszyć dzika, a uciekając, prowadzi go prosto na właściciela.
Ryzyko nagłego spotkania z dzikim zwierzem, którego nasz widok również może zaskoczyć i sprowokować do nieprzewidzianych reakcji, rośnie, jeżeli wkraczamy w gęstwinę, wbijamy się w młodnik itp. Z pewnością mniej ryzykowne jest więc poruszanie się ścieżkami i drogami leśnymi. Zwierzę ma wówczas więcej czasu, żeby rozpoznać sytuację i spokojnie oddalić się.
Poza tym nie karmimy, nie pozostawiamy jedzenia (później zwierzę może kojarzyć jedzenie z człowiekiem i domagać się go), nie głaskamy, unikamy zwierząt zbliżających się do człowieka – jeżeli dzikie zwierzę nie zachowuje dystansu, jest albo chore, np. na wściekliznę, albo przyzwyczajone do szukania u ludzi pożywienia – wówczas może być natarczywe, a nawet groźne. W przypadku ugryzienia lub podrapania zgłaszamy się do lekarza.
Nie dotykamy też młodych zwierząt, np. leżących nieruchomo w trawie jelonków – matka jest w pobliżu, a jeżeli pozostawimy swój zapach, może je porzucić (młody jeleń czy sarna przez jakiś czas nie wydzielają żadnej woni; to zabezpieczenie – gdy leżą nieruchomo w trawie, czekając na karmienie mlekiem przez matkę, są niewidzialne i niewyczuwalne dla drapieżników; ci mogą się na nie natknąć jedynie przypadkiem). Jeżeli więc zobaczymy nakrapiane jelonki lub sarenki, leżące nieruchomo w trawie, zostawiamy je w spokoju i odchodzimy – wszystko jest w porządku.
Paradoksalnie, groźnym może być zbyt bliskie spotkanie z sarną, a w zasadzie z koziołkiem, czyli samcem sarny europejskiej. Jego poroże, nazywane parostkami, jest niewielkie, lecz ostre. Koziołki są zwierzętami terytorialnymi i bronią swojego rewiru. Choć to rzadki przypadek, może się zdarzyć, że zaatakują człowieka. Mimo że nieduże (dorastają do 30 kg masy), są zadziwiająco silne, a parostki mogą być groźną bronią. Na ogół jednak koziołki ograniczają się do oszczekania człowieka, który narusza granice ich terenu.

Jeszcze trochę zagrożeń
Na co jeszcze uważać na wyprawie? Żmija zygzakowata to rzeczywiście jedyny spośród naszych węży, który jest jadowity. Zaskroniec, jeżeli chwyci się go do ręki, też może ugryźć w samoobronie, lecz grozi to co najwyżej zakażeniem. Żmije są trochę demonizowane – nie polują one na ludzi i nie gonią ich gigantycznymi skokami – słyszałem takie opowieści, całkiem na poważnie. Jeżeli poczują się zagrożone, np. kiedy się na nie nadepnie, wówczas mogą ukąsić, dlatego lepiej być ostrożnym i podczas zbierania grzybów czy owoców przetrząsać zarośla przed sobą kijaszkiem.
Najlepiej też, idąc do lasu, ubrać wysokie buty i długie spodnie – to zresztą jest wskazane także ze względu na kleszcze, kolce jeżyn, ciernie, gałęzie, osy. Do kleszczowej profilaktyki należy również oglądanie ciała po powrocie do domu.
Co jeszcze… np. wichura i burza – to na pewno czas, kiedy trzeba unikać lasu czy w ogóle drzew.

Podlot puszczyka
Jeżeli napotkamy młodego ptaka, który wprawdzie jeszcze nie umie latać, lecz jest już opierzony i pokrzykując, skacze w trawie (kos, drozd, kwiczoł) lub jako puchata kula drzemie spokojnie na gałęzi (puszczyk, uszatka i inne sowy), nie próbujmy go chwytać. Jest to tzw. podlot. Zdolność do lotu uzyska w ciągu kilku dni, przez ten czas zajmują się nim rodzice. Podobnie jest w przypadku ptaków nazywanych zagniazdownikami: wkrótce po wykluciu młode kuraki, np. bażanty, biegają za matką, a młode kaczki raźno maszerują i umieją pływać – one również nie potrzebują pomocy.
Potrzebują jej natomiast młode, nieopierzone jeszcze pisklęta, które wypadły z gniazda oraz ptaki ranne. Pisklę najlepiej odłożyć do gniazda, czasem jednak nie tylko dostanie się do niego, ale nawet jego znalezienie może być trudne. W takim przypadku młode trzeba napoić, np. kroplami wody podawanej na palcu, i zapewnić ciepło – pisklęta szybko się wychładzają. Następnie najlepiej skontaktować się ze specjalistą, który się nimi zaopiekuje lub pomoże oznaczyć gatunek i powie, jak się nimi zająć – nawet ustalenie odpowiedniej diety jest indywidualną, zależną od gatunku, sprawą.
Ptakom rannym należy przede wszystkim zapewnić tzw. 3C: ciepło, cicho, ciemno, oraz wodę. W lżejszych przypadkach sam wypoczynek wystarcza, żeby wróciły do zdrowia; w cięższych konieczna jest pomoc weterynarza.

Tym razem sporo było o zagrożeniach. Mam nadzieję, że nie za dużo i że moje rady nikogo nie powstrzymają od zagłębienia się w zielone ostępy.