skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

E-recepty a rzeczywistość Bożena Lampart

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam artykuł „Od 1 stycznia realizacja e-recept w każdej aptece”, który ukazał się 2 stycznia 2019 r. na portalu Niepelnosprawni.pl. Czy rzeczywiście wygląda to tak w praktyce? Niekoniecznie…

Z treści wspomnianego artykułu wynika, że apteki w całym kraju będą obsługiwały system recept elektronicznych, co według Ministerstwa Zdrowia ułatwi życie przeciętnemu pacjentowi. System umożliwi monitorowanie przepisanych leków, bo historię e-recept będzie można znaleźć w swoim koncie w serwisie internetowym. Znajdzie się tam także informacja, czy recepta została zrealizowana. Co więcej, jeśli jakiś lek nie zostanie wykupiony w jednej aptece (bo np. go zabraknie), będzie można wykupić go w innej. Starsze osoby mogą mieć kłopot ze sprawdzeniem swojego konta, ale i tutaj znaleziono rozwiązanie. Pacjent ma prawo upoważnić kogoś z członków rodziny do wglądu w historię wypisywanych e-recept.
Zadowoleni powinni być nie tylko pacjenci, lecz i lekarze. Będą mieli bowiem możliwość sprawdzenia, czy leki zalecane danemu pacjentowi nie kolidują ze środkami stosowanymi w przypadku innego schorzenia. Jeśli natomiast zostanie odnotowane w systemie elektronicznym, iż leki nie zostały przez pacjenta wykupione, lekarz poprosi pacjenta o wyjaśnienie. I właściwie to niemal rewolucja w systemie służby zdrowia.
Apteki w całym kraju uruchomiły ów system 1 stycznia 2019 r., a ich właściciele czekają na pojawienie się e-recept w komputerze. Okazało się, że natłoku na razie nie ma, gdyż gabinety lekarskie mają czas na wprowadzenie systemu do końca 2019 r. Tym samym w większości przypadków pacjenci nadal otrzymują recepty papierowe, które będą honorowane do końca bieżącego roku.
Powyższe informacje potwierdziły się podczas mojej kolejnej wizyty u lekarza specjalisty.
Jako że moja kontrola odbywa się co kwartał, na każdej z nich dostaję plik recept do zrealizowania. Tak było i tym razem. Udałam się do apteki siedem dni później. Nawiązałam do problemu nowej reformy w rozmowie z aptekarzem, który był jej zwolennikiem. Podkreślił, iż dzięki niej na pewno zostanie rozwiązany problem odczytu niewyraźnego pisma. Podał natomiast w wątpliwość to, czy system elektroniczny będzie w stanie poradzić sobie z błędnie wypisywanymi receptami. Czy odrzuci daną receptę już w gabinecie lekarskim i będzie to sygnał dla lekarza, że gdzieś jest błąd? Czy usterka zostanie wykryta dopiero w aptece i co w takim przypadku uczynić? Narazić pacjenta na ponowną wizytę lekarską, czasami w odległej miejscowości?
Postanowiłam zapytać aptekarza, jak tego uniknąć. Oto jego odpowiedź:
– ważne jest, aby na recepcie widniało dawkowanie leku, a dobrana dawka była odpowiednia;
– jeśli na recepcie znajduje się antybiotyk, należy ją zrealizować ciągu 7 dni od daty jej wypisania.
No cóż, bądźmy wyrozumiali. Lekarz też człowiek i ma prawo do popełniania błędów. Jednak w przypadku osoby z dysfunkcją narządu wzroku sprawdzenie powyższych wskazówek będzie niemożliwe. Tak i mnie się zdarzyło kilkakrotnie. Źle wypisana recepta musiała ponownie trafić do lekarza z adnotacją z apteki. Przewlekła choroba niemal obliguje pacjenta, aby nie czekać do wyczerpania się wszystkich zapasów leków, jednak gdy niekiedy poradnia specjalistyczna znajduje się nawet dziesiątki kilometrów od miejsca jego zamieszkania, pojawia się problem. Z odsieczą może przyjść lekarz pierwszego kontaktu, który na podstawie błędnie wypisanej recepty ma prawo wydać nową, już poprawioną. Summa summarum rozwiązanie istnieje, wymaga jednak dodatkowego czasu na odstanie w kolejce w poradni.
Dodam, że system obsługi recept elektronicznych jest na tyle nowy, że nie powinniśmy z marszu surowo go oceniać. Pracuje bowiem nad tym zespół kompetentnych osób. Cieszmy się, że w wiecznie kulejącej służbie zdrowia coś pozytywnego wreszcie się dzieje. Być może w dalszej kolejności nastąpią jeszcze inne ulepszenia. Pożądany byłby np. następujący scenariusz: system elektroniczny automatycznie wychwytuje, że danemu pacjentowi zażywającemu leki przewlekle kończą się zapasy. Komputer uświadamia lekarza, że czas wypisać kolejną dawkę. Wówczas zaprzyjaźniona z pacjentem apteka będzie mogła go powiadomić SMS-em zawierającym kod lub telefonicznie o tym, że powinien odebrać nowe leki. Nic nie stałoby na przeszkodzie, gdyby apteki uruchomiły funkcję dostarczania ich do domu pacjenta.
Brzmi to jak science fiction? Myślę, że nie. Wystarczy rzucić okiem na świadczenia medyczne dla pacjentów w bogatszych krajach, a co ważne – ulepszyć je lub skorygować z uwzględnieniem rodzimych możliwości finansowych.