skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Kość zgody i niezgody Alicja Nyziak

Przeczytałam felieton Tomasza Matczaka „Każda kość ma dwa końce” i moje palce same zatańczyły na klawiaturze. Marzy się autorowi zostać wrogiem publicznym numer jeden. Fiu, fiu czyżby tylko jeden tekst wystarczył, żeby zapracować na tak ważkie miano? Inna sprawa, że lepiej podjąć merytoryczną dyskusję, niż scyzoryki otwierać, pięści zaciskać, zębami zgrzytać i w niewidomych oczach chęcią mordu błyskać.
Autor pyta, czy nie ma nic ponad prawo i ustawy? Odpowiedź jest prosta – nie ma. Ustawa dotycząca psów przewodników to nie jakieś bla, bla, bla, to konkret zawierający dokumenty, akty prawne. W zmieniającym się dynamicznie świecie jest ona potrzebna, ba, niezbędna. Coraz większa jest świadomość społeczeństwa, jeśli chodzi o znaczenie i rolę psa przewodnika, ale nadal pozostaje pewien margines ignorancji, niewiedzy w tej kwestii. W kontrowersyjnych sytuacjach ustawa jest przysłowiową kropką nad „i”, która zamyka dyskusję. Jest kartą atutową, zbijającą wszystkie inne argumenty.
Nie mnie oceniać, czy niewidomy powinien wszędzie iść w towarzystwie psa przewodnika. Jednak uważam, że są miejsca, w których nie zda on egzaminu. Do tych miejsc zaliczyłabym supermarket, szpital czy przychodnię. Dlatego zgadzam się z Tomaszem Matczakiem, że zdrowy rozsądek jest mile widziany. Jak powszechnie wiadomo, zanim osoba niewidoma otrzyma psa przewodnika, musi spełnić bardzo konkretne warunki. Jednym z nich jest samodzielne poruszanie się z białą laską w terenie. Tak więc śmiało można założyć, że niewidomy może dotrzeć do celu także bez wsparcia zwierzęcia. Hmm, a może nie chodzi tylko o obecność psa przewodnika w miejscach dyskusyjnych, ale również o postawę i zachowanie właściciela?
Podam kilka przykładów, które wywołały u mnie mieszane odczucia.
Konferencja, a na niej wiele osób niewidomych i słabowidzących z całej Polski. Podczas przerwy tłoczno, ludzie stoją w grupkach, przemieszczają się, dyskutują. W tym ścisku, na środku ciągu komunikacyjnego, odpoczywa pies przewodnik. Osoby przemieszczające się zwracają uwagę pochłoniętej rozmową właścicielce, że pies stanowi zagrożenie dla innych, a i on może zostać poturbowany. W odpowiedzi pada – „uwaga, to pies przewodnik”. Finał całej sytuacji, jak się można domyślić, wyglądał następująco: skowyt psa, krzyk właścicielki i zdumienie niewidomej osoby, która nie przewidziała takiej przeszkody na drodze.
Sala kinowa, na niej dwie osoby niewidome z psami przewodnikami. Jeden grzecznie leży obok fotela swojego pana. Drugi, zachęcony słowami właściciela, mości się wygodnie na siedzisku. Czy pies przewodnik ma prawo siedzieć w kinie, teatrze, filharmonii na fotelu? Kto powinien oczyścić z sierści siedzisko?
Duża grupa osób z dysfunkcją wzroku opuszcza budynek. Ludzie tłoczą się, każdy chce jak najszybciej wyjść na zewnątrz. W tym tłumie znajduje się także osoba niewidoma z psem przewodnikiem. Zwierzę stara się dobrze wykonać otrzymane polecenie. Przeciska się między wychodzącymi, powstaje zamieszanie. Zachowanie psa uruchamia różne emocje i komentarze. Czy słusznie? Czy nie byłoby prościej wyjść z psem przewodnikiem na początku grupy lub na jej końcu? Czy tego rodzaju sytuacje nie stresują dodatkowo psa? Przecież nie ma on pojęcia, że znajduje się w grupie osób z problemami wzrokowymi. Tak więc ich reakcje mogą być dla niego zaskakujące.
Nadal hasło: „Uwaga, pies przewodnik” wywołuje pozytywne reakcje i oby postawa właścicieli nie zmieniła tego stanu rzeczy. Jednak zdarzają się również sytuacje, gdy niewidomy z psem przewodnikiem doświadcza dyskryminacji, spotyka się z negatywnymi postawami społecznymi. Raz obserwowałam, jak spirala niechęci wobec takiej osoby nakręcała się coraz bardziej wśród pasażerów autobusu. Wspominam to jako bardzo niemiłe doświadczenie.
Rozważania w rodzaju, kto ma większe prawo pozostać w wagonie – niewidomy z psem przewodnikiem czy alergik, to jak jałowe przelewanie z pustego w próżne. Obie osoby mają takie samo prawo skorzystać z transportu publicznego. Problem pojawia się dopiero, gdy każda z nich zaczyna udowadniać swoje racje. Nic bardziej oczywistego – mój dom to mój zamek. Ba, to moja twierdza, do której wchodzą osoby mile w niej widziane. Czy niewidomy niemogący wejść do mojego domu w towarzystwie psa przewodnika poczuje się dyskryminowany? Oto pytanie godne rozważań filozoficznych. Goście pukający do moich drzwi znają moje zasady i szanują je. Nie wiem, czy o takie pobudzenie do myślenia chodziło autorowi. Natomiast wiem, że zdrowy rozsądek i uprawnienia, jakie daje ustawa o psach przewodnikach, nie muszą się wykluczać.