skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Cywilizacja

Różne odcienie kobiecości Dominika Putyra

Żyjemy w czasach, w których nie tylko sylwetka i gesty, ale wygląd: ubranie i makijaż odgrywają istotną rolę przy ocenie atrakcyjności danej kobiety. Czy wobec tego kobieta, niemająca możliwości na co dzień przeglądać się w lustrze, może wzbudzać zainteresowanie i wyglądać pięknie?

– Ludziom się wydaje, że kiedy tracisz wzrok, staje ci się obojętne, jak wyglądasz, w co się ubierzesz. To nieprawda! – zaznacza jedna z bohaterek, z którą rozmawialiśmy o kobiecości.
Małgorzata straciła wzrok, kiedy była już dojrzałą kobietą. Nie poddała się i nie utraciła nic ze swojej atrakcyjności. – Podtrzymuję swój styl – opowiada. – Figura mi się nie zmieniła. Pamiętam, jak wyglądam w spodniach czy w spódnicy, wiem, które kolory do siebie pasują, czego należy unikać. Ufam sobie, lecz zdarza mi się pytać dla pewności męża bądź córki, jak wyglądam – wyjaśnia. – Lubię długie paznokcie. Piłowanie i nadawanie im kształtu nie stanowi dla mnie trudności, podobnie jak nakładanie odżywki. Kiedy jednak chcę czegoś więcej, poddaję się manicure. Moja 26-letnia córka robi je wspaniale – dodaje Małgorzata.

Na zakupy z rodziną

– Nie widząc, nie mam pewności, czy dobrze wyglądam – opowiada Katarzyna, lat 30, mężatka i matka 3-letniej dziewczynki. – O opinię proszę osoby widzące, które są mi bliskie. Na ciuchy chodzę z moją siostrą. Mogę na niej polegać, w przeciwieństwie do przypadkowych ekspedientek, które często chcą coś mi wcisnąć. Odzież kompletuję. Staram się pamiętać, kiedy dana rzecz zdecydowanie nie pasuje do innej, polegam na zestawach ubrań. Testowałam telefoniczną aplikację Home z opcją rozpoznawania kolorów. Niestety, w praktyce słabo to się udaje.
Monika, dziś „kobieta z okładki żurnala”, niegdyś niepozorna, wręcz nieciekawa dziewczyna, tak opowiada o sobie: – Jako nastolatka wychowywałam się w internacie, gdzie nikt nie chciał się wyróżniać. Dopiero, gdy poszłam do pracy, dowiedziałam się, co to jest dress code. Słysząc, jak się ludzie ubierają, zaczęłam podejrzewać, że odstaję. Nie chciałam tego i zamarzyłam o przemianie z Kopciuszka w księżniczkę. Napisałam zapytanie do trzech wizażystek, z czego jedna odpowiedziała z dużym zainteresowaniem. Spotkałyśmy się i w jeden weekend z czerni i szarości wskoczyłam w czerwienie, róże i butelkową zieleń, która bardzo pasuje do mojej karnacji. Pierwszy raz włożyłam buty na obcasie czy koturnie i do tego dopasowaną stylowo torebkę. W poniedziałek moja szefowa była mocno zaskoczona, a pracownicy pokazywali mnie sobie z zadziwieniem. Z moją wizażystką wychodziłyśmy jeszcze wiele razy, już jako przyjaciółki. – Obecnie, gdy odwiedzamy sklepy odzieżowe, coraz częściej wyszukam coś dla siebie prędzej niż ona – śmieje się.
28-letnia Lilith straciła wzrok trzy lata temu. To zdarzenie nie wpłynęło na jej wygląd zewnętrzny. Nadal porusza się na wysokich obcasach do 10 cm czy szpilkach. – Nim coś kupię, wymyślam sobie w głowie, jak mam w danym stroju wyglądać. Idę do sklepu, kiedy wiem, czego chcę. Preferuję czerń, która dobrze odzwierciedla moją osobowość. Zdarza się, że wybieram się na zakupy z mężem bądź siostrą, lecz nie boję się podejmować decyzji sama. Podchodzę wówczas do lady i proszę o pokazanie wszystkich dostępnych modeli w określonym przeze mnie stylu i kolorze – opowiada Lilith.
Szminka? Obowiązkowo

Aleksandra inaczej. Jej ulubionym kolorem jest pudrowy róż, malowniczo komponujący się z ciemnym brązem włosów, ale są dni, kiedy lubi zaszaleć – włożyć żółtą bluzkę, kobaltową spódnicę i pomalować się w tych kolorach. Nie boi się robić makijażu. – W pracy chcę jakoś wyglądać – mówi Aleksandra – podkład, puder, cienie do powiek... szminka obowiązkowo. – Kreskę eyelinerem odrysowuję od łyżeczki. Jest idealna. Podkład rozsmarowuję długo i dokładnie, by mieć pewność, że jest nałożony równo. Jeśli chodzi o cienie, każdy kolor oznaczam brajlem. Najpierw nakładam jaśniejszy, później ciemniejszy, na koniec jasne kąciki. Nim wyjdę, pytam dzieci albo męża, czy jest OK. Zazwyczaj jest. Ubrania segreguję w szafie według kolorów. Unikam wzorów, wolę gładkie. Przede wszystkim muszę się dobrze czuć – zaznacza Aleksandra.
Lilith także jest miłośniczką zdecydowanego makijażu. Codziennie podkreśla swoją urodę, nakładając podkład, puder, konturując twarz. – Ja swoją twarz bardzo dobrze pamiętam – mówi. – Mam ulubioną drogerię. Gdy przychodzę, mówię, jakiego koloru mi potrzeba, a ekspedientka cierpliwie opisuje mi niuanse poszczególnych cieni. Ostatecznego wyboru dokonuję przy pomocy mojej siostry, do której mam ogromne zaufanie. Lubię zmieniać kolor włosów. Mam zaufaną fryzjerkę. Fakt, że jeszcze niedawno widziałam, zdecydowanie mi pomaga. Pokazuję jej zdjęcie osoby, jaką się inspiruję, dość dokładnie jestem w stanie określić kolor, jaki pragnę uzyskać. Farbuję także brwi. Bardzo lubię nosić biżuterię oraz tatuaże, podkreślające moją osobowość.
– Moja współpraca z wizażystką nie skupiała się wyłącznie na doborze ubrań – wspomina Monika. – Od podstaw uczyłam się tajników makijażu: jak nakładać podkład, puder, rozetrzeć cienie. Oznaczałyśmy kolory brajlem na wieczkach, dobrała mi lepszy pędzel do pudru, by było łatwiej go rozetrzeć. To ona nauczyła mnie, że równie ważnym dodatkiem do stroju jak makijaż są torebki, apaszki czy biżuteria.

Pranie, sprzątanie, gotowanie

Nasze bohaterki są nie tylko wzorami atrakcyjnych kobiet, ale i sumiennymi paniami domu. – Wszystko robię sama – relacjonuje Małgorzata. – Sprzątam, gotuję, smażę. Jeśli przygotowuję kotlety, daję ich jednorazowo mniej na patelnię, by mieć luz i pewność, że odwróciłam każdy. Może zajmuje mi to więcej czasu, ale jestem w tym samodzielna – dodaje. – Mamy z mężem relację partnerską. Dzielimy się obowiązkami, np. ja sporządzam listę zakupów, a mąż idzie do sklepu. Bywa, że wybieramy się tam razem – opowiada Lilith.
Katarzyna to specjalistka od aplikacji na telefon. W codziennym życiu korzysta np. z TapTapSee, która po zrobieniu zdjęcia opisuje etykietkę czy produkt oraz Seeing Eye, odczytującej tekst w czasie rzeczywistym. Gdy odkurza, przesuwa ssawką kilka razy w jednym miejscu, sprawdza dotykowo, czy już jest czysto. Przeznacza na tę czynność więcej czasu niż osoba widząca, lecz się nie zraża. Lustra pozostawia mężowi. – Mam też córeczkę i ważne jest dla mnie, by gdy wychodzi, wyglądała schludnie. Kiedy nie mam pewności, że się czymś danego dnia nie wybrudziła, przebieram ją w świeże ciuchy. Teraz zaczyna już sama zwracać na to uwagę i przychodzi do mnie ze słowami: „Mama, tu mam brudne” – mówi Katarzyna.
Dysfunkcja wzroku z pewnością utrudnia wykonywanie pewnych kobiecych czynności, natomiast tego nie uniemożliwia. Bohaterki artykułu radzą sobie z tym znakomicie, przełamując stereotypy – wykonują obowiązki domowe, dbają o odpowiednią garderobę czy robią makijaż. Oczywiście nie wszystkie kobiety wyróżnia takie podejście – mają do tego prawo. Niektóre z nich na przykład uważają, że makijaż nie jest im potrzebny. Kilka dni temu, gdy wybierałam się na ważne spotkanie, widząca koleżanka zapytała mnie, po co wyciągam cienie. – Przecież masz ładną twarz – powiedziała. Po czym, gdy je nałożyłam, dodała: – Faktycznie, teraz masz bardziej żywe oczy.