skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Cywilizacja

Językowy obraz świata Przemysław Barszcz

Koncepcja językowego obrazu świata jest tak niezwykła, że kiedy się w nią zagłębiłem, poczułem się jak Kolumb, odkrywający nowy ląd. Wraz z nią nagle odsłonił się przede mną nowy, rozległy obszar rzeczywistości, inny wymiar, wyjaśniający, jak postrzegamy – a raczej jak interpretujemy świat, jak w nim funkcjonujemy, co kształtuje nasze myśli, skojarzenia i wyobrażenia. Więcej – ta koncepcja pokazuje, że sposób odbioru rzeczywistości jest tylko jedną, ale nie jedyną, z możliwych opcji.

Im bardziej uzmysławiamy sobie, na czym polega idea językowego obrazu świata, tym bardziej ona fascynuje. Nasz język – zarówno jako dziedzictwo przodków, jak i coś żywego, ewoluującego – kształtuje sposób interpretacji rzeczywistości. To język jest kluczem do poznawania świata.
W języku nutka, używanym przez Indian z Vancouver Island, nie istnieje słowo „dom”. Natomiast w naszym kręgu kulturowym od razu łączy się z całym morzem skojarzeń, historii, asocjacji – to miejsce, w którym czujemy się bezpieczni, które jest nasze, z którego się wywodzimy. Dom w szerszym rozumieniu to ojczyzna, a skoro ojczyzna, to od razu przychodzi nam na myśl cały system wartości, dziedzictwo pokoleń. A w języku nutka? To, że Indianie z Vancouver Island nie znają słowa „dom”, jest wprawdzie dość dziwne, ale wcale nie najdziwniejsze. W ich języku w ogóle nie ma rzeczowników. Jak stwierdzają językoznawcy Edward Sapir i Benjamin Whorf, podzieliliśmy rzeczywistość dwubiegunowo na rzeczowniki – czyli rzeczy trwałe, oraz czasowniki – zjawiska zmieniające się w czasie (i nam wydaje się to oczywiste). Jednak wspomniani Indianie wyodrębnili wyłącznie czasowniki, które grupują zależnie od czasu trwania zjawiska. Kiedy my dzielimy świat na dwie kategorie: coś jest albo coś się dzieje, w języku nutka wszystko „się dzieje”, a „dzianie się” jest stopniowalne – płynnie przechodzi od zjawisk krótkotrwałych, takich jak „błysk” czy „iskra” (to wszystko czasowniki), do zachodzących niezwykle, niedostrzegalnie powoli. Niedostrzegalnie dla nas, lecz nie dla Indian. Dla nich wszystko jest procesem, zmiennością.
Wątpliwe, żeby zrozumieli nas, gdybyśmy zaczęli rozmowę o „domu”. Przekładając tę kategorię na język nutka, otrzymalibyśmy takie tłumaczenie: „domuje się” lub „staje się dom”. Dom dla Indian zatem to nie miejsce, lecz proces – o ile oczywiście założymy, że udało nam się choć trochę wniknąć w ich językowy obraz świata.

Las to drzewa, a chleb to pachnące pieczywo? Niekoniecznie…

Czy jednak możemy mieć pewność, że tłumaczenia i przekład są w stanie zrekonstruować obrazy świata funkcjonujące w różnych kulturach, nie mówiąc już o innych czasach? Zrobiłem na własny użytek prosty eksperyment. Jako leśnik przetestowałem w pierwszej kolejności słowo „las”. Dla nas i dla większości narodów las to zbiorowisko drzew, zieloność, szum gałęzi, rześkość powietrza. Sprawdziłem to za pomocą dwóch narzędzi: tłumacza i grafiki Google’a. Używając internetowego translatora, słowo „las” tłumaczyłem na kolejne języki. Następnie, po przetłumaczeniu, wpisywałem je w obcym języku w wyszukiwarkę i włączałem grafikę. W większości przypadków okazywało się, że wyświetlające się obrazy, pomimo tego, że w języku innym niż polski dotyczą wyrazu „las”, przedstawiają to samo, co my pod tym pojęciem rozumiemy: zielone drzewa, grube pnie itd. Ale słowo „las” wpisywane do wyszukiwarki internetowej w afgańskim języku paszto przynosiło zaskakujące obrazy: pożary, płomienie i generalnie coś związanego z ogniem.
Następnie testowi poddałem słowo „chleb”. Rezultat był bardzo ciekawy. Dla osób posługujących się językiem suahili chleb to rodzaj okrągłego, wyrośniętego placka przypominającego kształtem nasz biszkopt. Hindusi mówiący w hindi pod tym pojęciem rozumieją płaski naleśnik, jednak dla grupy mieszkańców Indii posługujących się językiem telugu są to smażone, faszerowane trójkąty. W Lesotho (w języku soto) chleb to coś na kształt drożdżowych bułek na parze. W przypadku języka maoryskiego na ekranie komputera pojawiły się rośliny o okrągłych liściach i bulwy taro, z których przyrządzić można rodzaj placków. Wszystkie wymienione przykłady pokazują, że to tylko czubek góry lodowej (notabene to chętnie stosowana przez językoznawców metafora) – bo za chlebem ze zbóż kryją się tysiące lat historii, które właśnie wokół tychże zbóż, sposobów ich uprawy, się koncentrowały. Świat, a raczej obraz świata ludzi, dla których to nie zboża, lecz np. bulwy są podstawą wyżywienia, musi wyglądać zupełnie inaczej.

Język określa świadomość?

Językowy obraz świata jest przedmiotem zainteresowań wielu badaczy – i to nie tylko językoznawców – również poetów, filozofów czy przyrodników. Jest bowiem, jak pisze Jerzy Bartmiński, „zawartą w języku interpretacją rzeczywistości”. Z kolei Benjamin Lee Whorf twierdzi, że to, w jaki sposób wyodrębniamy kategorie i typy zjawisk w świecie, w jaki sposób porządkujemy rzeczywistość, jest pochodną „tkwiących w naszych umysłach systemów językowych”.
Można by pokusić się o stwierdzenie/parafrazę – język określa świadomość. W jak dużym stopniu, jak wygląda proces odwrotny, to jest na ile świadomość określa język, jaka jest rola otaczającej rzeczywistości, a na ile rolę odgrywają struktury mózgu – to wszystko jest nadal zagadką i fascynującym lądem, eksplorowanym, jak wspomniałem, nie tylko przez językoznawców. Co krok pojawia się nowa zagadka, a przykłady potencjału koncepcji językowego obrazu świata można mnożyć.
„Komorebi” po japońsku oznacza promienie słońca, przenikające przez zieloną gęstwinę lasu. Wydaje się dziwaczne, że w Japonii mają specjalne określenie na takie zjawisko? Nie, to dowód na odmienność struktur umysłu, ukształtowanych przez inny językowy obraz świata. A jeżeli wydaje nam się, że ten, którym się posługujemy, jest całkiem jasny i oczywisty, spróbujmy opisać mieszkańcowi Sahary pojęcie „przedwiośnia”, ze wszystkimi jego pogodowo-literackimi konotacjami.

„Na początku było Słowo…”

Język i jego struktury bardziej niż nasze zmysły wpływają na to, jak postrzegamy świat. Innymi słowy, jeżeli przed tym samym drzewem (kamieniem, chmurą itp.) stanęliby obok siebie Koreańczyk, Polak i Polinezyjczyk, w umyśle każdego z nich pojawiłby się inny obraz. Jak stwierdził wspomniany już Benjamin Whorf, „postrzegający nie utworzą sobie tego samego obrazu świata na podstawie tych samych faktów fizycznych, jeśli ich zaplecza językowe nie są podobne lub przynajmniej porównywalne”. Jeżeli nawet do każdego z nas dociera ten sam strumień wrażeń, każdy język inaczej go porządkuje (w zapiskach badacza określone jest to nawet dosadniej – język szatkuje strumień bytu na siekaninę, którą może przetrawić nasz mózg).
I to sprawia, że świat jest tak cudownie różnorodny.