skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Historia

Refleksyjnie i jubileuszowo Józef Szczurek

Wrzesień bieżącego roku przynosi nam wspaniały prezent – 60. rocznicę naszego najbardziej zasłużonego czasopisma – „Pochodni”. Aż trudno się oprzeć staremu jak świat porzekadłu – jak ten czas szybko płynie. Kiedy rozpoczynałem pracę w redakcji tego wydawnictwa, obchodziło ono 10-lecie istnienia, a teraz stuknęła mu już sześćdziesiątka. W „Pochodni” przepracowałem 45 lat, oddałem jej większą, i to najbardziej aktywną część swego życia, jest więc może zasadne, abym z okazji jubileuszu podzielił się z czytelnikami swymi myślami i odczuciami. Rozpoczynając pracę, w sierpniu 1958 r., jako świeżo upieczony absolwent studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim, zastanawiałem się, jak powinno wyglądać czasopismo, które oddano mi do redagowania, jakim ma służyć celom i jak realizować wytyczane sobie zadania.
Przede wszystkim praca
Godzi się przypomnieć, że wtedy w Polsce sytuacja inwalidów z tytułu utraty wzroku przedstawiała się zupełnie inaczej niż dzisiaj. Całkowicie niewidomi, przeważnie ofiary wojny, stanowili znaczną większość członków Związku. Było także dużo niewidomych jeszcze z okresu międzywojennego, bardzo zaniedbanych społecznie, kulturalnie i ekonomicznie. Mieszkali przeważnie na wsi i w małych ośrodkach miejskich. Wszyscy chcieli pracować, aby jak najprędzej poprawić swój byt materialny. Znaczna część chciała się uczyć, korzystać z dóbr kultury.
Z zaopatrzenia rentowego korzystali wówczas jedynie inwalidzi wojenni, wojskowi i ci, którzy wzrok stracili w wypadkach przy pracy. Inni musieli sobie dopiero rentę wypracować, a to jeszcze bardziej intensyfikowało tendencje prozatrudnieniowe.
Z tego wypływał pierwszy wniosek z moich rozmyślań nad charakterem czasopisma: ułatwiać poszukiwanie źródeł zarobkowania, zachęcać do szkolenia zawodowego, przedstawiać zakłady mające wolne miejsca pracy – najczęściej były to spółdzielnie niewidomych, zakłady przemysłowe i placówki służby zdrowia, zachęcać do nauki, przeważnie w szkolnictwie dla dorosłych, gdyż ukończenie szkoły ułatwiało zdobycie miejsca pracy.
Twórczy udział
Ważnym zadaniem, jakie sobie stawiałem, było również aktywizowanie niewidomych pod względem kulturalnym, aby nie tylko korzystali z osiągnięć kultury, ale włączali się do jej tworzenia. Temu służyły organizowane prawie co roku konkursy na różne tematy, na przykład: „Moja praca zawodowa”, „Co daje mi działalność społeczna?”, „Czy niewidomy może być szczęśliwy?”, „Moja rodzina”, „W czym znajduję największe zadowolenie?”. Oczywiście to tylko kilka przykładów, ale takich konkursów w historii „Pochodni” było kilkadziesiąt.
Cieszyły się dużym powodzeniem czytelników. Najlepsze prace były publikowane na łamach czasopisma lub w odrębnych zbiorach, które do dziś są dostępne w Bibliotece Tyflologicznej PZN. Zachętę stanowiły również cenne nagrody za najlepsze prace. Do ich fundatorów najczęściej należały: Zarząd Główny PZN, Ministerstwo Kultury i Sztuki, stołeczne wydawnictwa książkowe i związki zawodowe.
W 1974 r. „Iskry” wydały książkę pt. „Ciemność przezwyciężona”, zawierającą prawie trzydzieści prac nadesłanych do „Pochodni” na konkurs – „Poczucie własnej wartości”. Jej pięciotysięczny nakład rozszedł się w ciągu kilkunastu dni.
Napisz do nas
Bardzo zależało mi na tym, aby „Pochodnia” przyczyniała się do twórczej aktywizacji czytelników. Starałem się zatem, aby jak najwięcej z nich nadsyłało artykuły i listy oraz przedstawiało swoje osiągnięcia w codziennym życiu i sposoby pokonywania przeszkód piętrzących się na drodze do realizacji zamierzeń. Zachęcałem, aby opisywali swe zakłady pracy oraz różne placówki PZN i ukazywali dobre i złe strony ich działania.
Dla tych współpracowników redakcja organizowała co kilka lat narady korespondentów, za każdym razem w innym mieście. Spotkania miały roboczy, a jednocześnie uroczysty charakter. Uczestnicy mieli okazję nieskrępowanego przedstawiania swych opinii o treści „Pochodni” oraz własnych pomysłów dotyczących uatrakcyjnienia czasopisma. Przy tej sposobności poddawano krytycznej analizie pracę całego Związku.
Narada stwarzała możliwości wzajemnego poznawania się uczestników i nawiązywania przyjaźni. Jednocześnie organizatorzy dzielili się swymi uwagami, które później owocowały lepszą współpracą z redakcją.
Artykuły i listy nadsyłane przez czytelników przyczyniały się do uatrakcyjniania treści i formy czasopisma. Dzięki ich aktywności „Pochodnia” uczestniczyła w przemianach dokonujących się nieustannie we wszystkich dziedzinach życia, dlatego tak wielką wagę przywiązywaliśmy do tego rodzaju działalności.
Rysował się tu jeszcze inny aspekt. Twórczy udział we wzbogacaniu i urozmaicaniu „Pochodni” aktywizował czytelników społecznie i kulturalnie. To miało duży wymiar rehabilitacyjny. Łatwo dowieść, że gdy się ktoś raz przełamał, pokonał nieśmiałość i stres, jaki wiąże się z publicznym wystąpieniem na łamach czasopisma, to później stawał się odważny i aktywny w innych sferach życia.
Wykorzystując doświadczenia nabyte we współpracy z „Pochodnią”, uzbrojeni w odwagę wypowiadania swych poglądów i przekonań, ludzie ci często potem pisali do swych regionalnych wydawnictw i do radia. Owocowało to nie tylko ich zadowoleniem i satysfakcją, ale miało konkretny wymiar społeczny, gdyż ich korespondencja do gazet lokalnych naświetlała we właściwy sposób różne sprawy, również w problematyce niewidomych.
Coraz szerszy dostęp
Począwszy od 1948, aż do 1966 r. „Pochodnia” wychodziła jedynie w brajlu, jednak dążono do coraz większego udostępnienia jej niewidomym oraz widzącym pracownikom Związku i innym ludziom zajmującym się tą problematyką – w sierpniu 1966 r. udało się rozpocząć wydawanie czasopisma w czarnym druku – najpierw w wersji kserograficznej, a po czterech latach – w technice typograficznej, umożliwiającej publikowanie zdjęć i innych elementów graficznych. To był duży krok na drodze rozwoju „Pochodni”. Kolejny uczyniono w 1984 r., gdy zaczęto ją nagrywać na kasetach magnetofonowych.
Ważnym wydarzeniem był także fakt, że w 1972 r. Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej wydało zarządzenie, iż przychodnie i oddziały okulistyczne wszystkich szpitali w Polsce mają obowiązek prenumerowania „Pochodni”, aby personel tych placówek lepiej znał potrzeby i problemy niewidomych.
Rodzicielka
Warto przypomnieć, że z tematyki „Pochodni” cały czas rodziły się inne samodzielne czasopisma, jak na przykład – „Niewidomy Masażysta”, „Głos Kobiety”, „Niewidomy Spółdzielca”, „Encyklopedia Prawa” i kilka innych odgrywających ważną rolę w aktywizacji kulturalnej środowiska niewidomych. Wydawnictwa te na początku lat 90. z braku funduszów zostały zawieszone.
I jeszcze jedna istotna uwaga. Wszystkie te przedsięwzięcia w latach minionych były możliwe, gdyż wtedy działalność PZN finansowało – najpierw Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej, a od 1960 r. – Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej. Dzięki temu, choć pieniędzy nigdy nie było tyle, aby można było zaspokoić wszystkie potrzeby, wystarczało ich na działalność w podstawowym zakresie.
Żeby się spełniły
Mając za sobą ponad 45-letnie obcowanie z czytelnikami „Pochodni”, mógłbym pewnie napisać niemałej objętości książkę o rozmaitych aspektach jej działalności, ale w artykule prasowym, nawet z okazji jubileuszu, musiałem te zagadnienia potraktować bardzo fragmentarycznie, więc jeszcze tylko załączam z serca płynące życzenia.
Chciałbym, aby „Pochodnia” nadal była przyjacielem czytelników, pomagała im w codziennym życiu, aby na nią czekali, jak na kogoś bardzo bliskiego. Chciałbym także, aby redakcja miała jak najwięcej oddanych współpracowników i sympatyków, którzy pomagaliby jej jak najlepiej służyć sprawie niewidomych i słabowidzących w Polsce.
Tekst został opublikowany w 2008 r.