skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Historia

Jeszcze lepsza i ciekawsza Hanna Pasterny

„Pochodnia” – słyszałam o niej od zawsze. Gdy byłam mała, rodzice prenumerowali ją w wersji czarnodrukowej. W brajlu zamówiłam to czasopismo, będąc w szóstej klasie. Byłam rozczarowana – dominowały w nim sprawozdania z obrad władz Związku. Zapewne poruszano jeszcze jakieś inne tematy, ale tego już nie zapamiętałam. Czytanie takiej gazety mnie nudziło, rozstałam się więc z takim nieciekawym magazynem.
Kolejny raz po „Pochodnię” sięgnęłam w styczniu 2004 r., ponad dziesięć lat później. W moje ręce trafiła ona za sprawą losu; roczna prenumerata czasopisma była częścią pierwszej nagrody zorganizowanego przez Okręg Śląski PZN konkursu czytania i pisania brajlem. Skoro więc zaczęłam dostawać ten miesięcznik, zabrałam się do lektury. Odkryłam, że czasopismo się zmieniło. Podobał mi się zwłaszcza artykuł Danuty Tomerskiej o pisarce Jadwidze Stańczakowej, sprawozdanie dra Tadeusza Majewskiego z ateńskiego posiedzenia Europejskiej Unii Niewidomych, relacja Henryka Szczepańskiego z międzynarodowej konferencji na temat wczesnej interwencji oraz listy od czytelników. Uświadomiłam sobie, że poprzednim razem po prostu zbyt wcześnie sięgnęłam po „Pochodnię” i pewnie dlatego nie znalazłam w niej nic ciekawego.
Następne numery czytałam w całości, choć nadal nie podobały mi się niektóre sprawozdania; ich największym mankamentem był brak konkretów. Tak zdarza się i do dzisiaj i właśnie dlatego chciałabym, by w sprawozdaniach, gdy jest mowa o podjętych decyzjach, podawano z imienia i nazwiska, kto jak głosował. Dzięki temu w okresie wyborów członkowie PZN-u będą mogli rozliczyć jego władze z działań i zobowiązań oraz świadomie głosować podczas wyboru władz okręgu i na krajowym zjeździe delegatów.
Dosyć długo bolał też fakt, że część informacji z rubryki „Aktualności” pojawiała się zdecydowanie za późno, np. powiadomiono, kto zakwalifikował się do wyjazdu na wymianę młodzieży do Belgii, dodając, że było bardzo mało chętnych, którzy przyszli na spotkanie. Wcześniej jednak nie pojawiły się żadne informacje ani o dacie spotkania, ani o możliwości wyjazdu. To dobrze, że odkąd zmieniła się redakcja „Pochodni”, aktualności stały się prawdziwymi aktualnościami i wiele informacji jest podawanych z wyprzedzeniem.
Cieszę się ze zmian zachodzących w „Pochodni”. Tematyka artykułów jest coraz bardziej różnorodna. Podoba mi się podział czasopisma na poszczególne rubryki oraz śródtytuły w artykułach. Dzięki temu szybko można dotrzeć do interesującej nas informacji, a lektura tekstów nie jest monotonna. Lubię też nowinki ze świata techniki, literatury oraz felietony. Bardzo interesująca jest rubryka „Zagranica”.
Jestem przekonana, iż nasz miesięcznik może być jeszcze lepszy i ciekawszy. Może warto zapytać czytelników o ich oczekiwania, np. poprzez dołączenie ankiety? Ja mam już kilka propozycji, godnym uwagi pomysłem był dla mnie między innymi zamieszczony w styczniowym numerze artykuł Moniki Cieniewskiej pt. „Balejaż do lamusa”. Chętnie przeczytałabym kolejne teksty o pielęgnacji włosów, cery, a także porady żywieniowe, łatwe przepisy (takie dla leniwych, nielubiących marnować czasu w kuchni), wskazówki dotyczące dopasowywania kolorów, prowadzenia „po niewidomemu” domu czy zajmowania się małym dzieckiem. Oprócz rubryki „Porady” proponuję także zamieszczanie w każdym numerze recenzji książki godnej polecenia.
Jeśli chodzi o ulepszenia, to, moim zdaniem, dokonując przedruków, należy za każdym razem bardzo dokładnie podawać tekst źródłowy (nie tylko tytuł, ale także datę lub numer cytowanej gazety). Uważam również, że należy unikać powtórzeń. W sprawozdaniach i aktualnościach często pojawiają się nazwiska pań dyrektor i prezes. Gdy w danym numerze występują one po raz pierwszy, dobrze jest przypomnieć czytelnikom, że p. Małgorzata Pacholec jest dyrektorem Związku, a p. Anna Woźniak-Szymańska jego prezesem. Natomiast czytanie tego po kilkanaście razy jest strasznie nudne. Wystarczy ograniczenie się do nazwisk, bez wymieniania funkcji. W niektórych numerach „Pochodni” jest kilka artykułów jednego autora. Sądzę, iż byłoby lepiej starać się tego unikać, a w zamian dopuścić do głosu więcej korespondentów z terenu.
Fundamentalną sprawą jest również dziennikarska niezależność. Należy postawić na przejrzystość i doprowadzić do sytuacji, w której nikt już nie będzie miał wątpliwości, że czasy cenzury mamy za sobą. Bardzo ważne jest, by „Pochodnia” była niezależnym organem Związku, pisała o jego sukcesach, lecz także porażkach i potrzebnych zmianach. Przed ostatnim zjazdem na łamach „Pochodni” zabrakło moim zdaniem propozycji zmian w statucie i projektu uchwały programowej. Szkoda – mogłaby się na ten temat wywiązać interesująca dyskusja i czytelnicy mogliby również coś ciekawego podpowiedzieć.
Swoje uwagi przedstawiam zresztą nie tylko jako czytelniczka „Pochodni”, lecz także jako jej dziennikarka. Już kilka lat temu na łamach czasopisma zaczęły się ukazywać moje teksty, m.in. o uczestnictwie w Letniej Szkole Liderów Społeczeństwa Obywatelskiego, pobycie w Niemczech i na wolontariacie w Belgii. Zdarzyło się nawet tak, że dwa lata temu artykuł, w którym proponowałam pewne zmiany w statucie naszej organizacji, nie został dopuszczony do druku, mimo iż wcześniej ukazało się na ten temat parę tekstów. Widocznie moje propozycje były zbyt kontrowersyjne.
Lubię pisać i nie mam z tym problemów, ale powinnam się jeszcze wiele nauczyć. Byłoby więc wspaniale, gdyby dla korespondentów z terenu udało się zorganizować warsztaty dziennikarskie.
Wśród mankamentów pracy redakcyjnej muszę natomiast poruszyć sprawę przysyłania autorom artykułów do autoryzacji – nie można o tym zapominać. Oczywiście jestem otwarta na zmiany i cieszę się, że mogę liczyć na pomoc w doszlifowywaniu tekstów. Taka praca powinna się jednak odbywać wspólnie, co pozwoli uniknąć błędów. Obecnie bywa z tym różnie i kilkakrotnie w swoich tekstach napotykałam zwroty, których nie użyłam (np. „język brajla”).
Redakcji „Pochodni” życzę wielu sukcesów, ciekawych pomysłów, zapału i sił w pracy.
Artykuł został opublikowany w „Pochodni” nr 9/2008 r.