skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Historia

Całe życie redaktor Wiktor Szary

– Marzyłem, aby wejść na szczyt lipy, dotknąć nieba i wreszcie zobaczyć, jakie ono jest naprawdę, z czego zrobione. Wyobrażałem sobie, że niebo jest miękkie, delikatne, że można w nim zanurzyć ręce, a nawet całemu ukryć się w jego delikatnym, puchowym błękicie – tak w jednym z wywiadów opowiada o swoich dziecięcych fantazjach Józef Szczurek, wieloletni redaktor naczelny „Pochodni”. Wyłania się z tej wypowiedzi wrażliwy, ciekawy świata i obdarzony wyobraźnią chłopiec. Ci, którzy go znają, stwierdzą zapewne, że nigdy z tych cech nie wyrósł, i że to one uczyniły z niego tak wnikliwego dziennikarza. Artykuł ukazał się w „Pochodni” nr 4/2013.

Zawód ten wybrał sobie jeszcze za czasów szkolnych. – Pamiętam, że kiedyś w Laskach, w grudniowy wieczór czytałem „Pochodnię”. I przyszło mi na myśl, jaka to musi być ciekawa praca: redagować czasopismo – opowiada w jednym z wywiadów.
I rzeczywiście – nie mogła go nudzić, skoro poświęcił jej 45 lat życia, i nawet teraz, choć jest na emeryturze, współpracuje z magazynem, od czasu do czasu racząc redaktorów ciepłymi telefonami, a czytelników – porządną dawką historii, kultury oraz refleksji na temat bieżących wydarzeń.

Dekalog redaktora
Józef Szczurek przekroczył próg redakcji 1 sierpnia 1958 r., czyli równo 55 lat temu, od razu zostając redaktorem naczelnym pisma. Obowiązków miał wiele: reprezentował „Pochodnię” na zewnątrz, koordynował pracę zatrudnionych w niej osób, zajmował się również redagowaniem i adiustacją tekstów, a gdy czuł taką potrzebę – pisał własne. Często podróżował po kraju, by zbierać materiały do swoich artykułów, szukać nowych tematów i zacieśniać kontakty. – Poznałem setki ludzi, mądrych, szlachetnych i ideowych, a z wieloma się zaprzyjaźniłem. Sprzyjały temu organizowane przez redakcję narady korespondentów, zjazdy i konferencje, a także inne formy spotkań z czytelnikami – opowiada. – Ich troski, fascynacje i pragnienia przekazywałem poprzez wywiady i artykuły szerszemu ogółowi, a to przyczyniało się do budowania jedności i pomostów między ludźmi – dodaje.
Ale nie zawsze jego intencją było jednoczenie czytelników, czasami poruszał tematy trudne, kontrowersyjne, drukował artykuły prowokujące do wymiany poglądów, do krytycznego spojrzenia. W 1977 roku otrzymał nawet naganę od prezydium Zarządu Głównego PZN za wypuszczenie artykułu o wychowaniu młodzieży.
Ogromną zasługą Józefa Szczurka było również zrezygnowanie z przedruków na rzecz artykułów pisanych przez samych niewidomych, co dla niego jako redaktora oznaczało przecież więcej pracy. Przedruków nie musiał poprawiać, z tekstami dotychczasowych czytelników bywało różnie. Mimo to jeździł po kraju i namawiał osoby z niepełnosprawnością wzroku do odkrywania w sobie talentu.
Jakie cechy powinien mieć według redaktora Szczurka dobry dziennikarz? – Po pierwsze – nie może być zarozumiały – to znaczy z tytułu swojego zawodu musi być przyjacielem swoich czytelników. Służyć im radą i pomocą nie tylko w tym, co pisze, ale i robi; w telefonach, spotkaniach, odpowiedziach na listy. Czytelnicy liczą na niego, ufają mu: o tym zawsze należy pamiętać. Po drugie: musi mieć rozległe zainteresowania – orientować się w wielu ważnych dziedzinach, poza tymi, które zna szczególnie dobrze. Po trzecie: ciągle się dokształcać, czytać, aby zdobywać wiadomości, ale i po to, by na lepszych wzorach doskonalić swój warsztat. Po czwarte: powinien być wyrozumiały dla ludzi, ich słabostek, niedomagań, powikłanych często dróg życiowych – punkt po punkcie wymienia swoje dziennikarskie przykazania.

Czuwał nad całością
Przez redakcję przewinęło się wiele nazwisk, jedni błysnęli pojedynczym tekstem i usuwali się w cień, drudzy – mimo wyczuwalnego talentu – nigdy nie chcieli spróbować, ale zazwyczaj początkujący dziennikarze, poznawszy redaktora Szczurka, zostawali z nim na lata i bardzo sobie tę współpracę cenili.
Publikowali tu najważniejsi przedstawiciele polskiej myśli tyflologicznej jak: Leon Wrzosek, Stanisław Żemis, prof. Jan Dziedzic, Tadeusz Majewski oraz wielu, wielu innych.
Pod koniec 1970 r. na etatach w redakcji „Pochodni” zatrudnionych było sześcioro dziennikarzy. Organizowanie ich pracy to nie był jedyny obowiązek redaktora Szczurka. – Począwszy od lat 60. aż do połowy lat 90. XX wieku Polski Związek Niewidomych wydawał kilkanaście czasopism o różnych częstotliwościach i profilach tematycznych. Była to więc kultura, życie rodzinne, praca zawodowa i społeczna, wydawnictwa książkowe. Redakcje miały swoich szefów, ale ktoś musiał czuwać nad całością działalności wydawniczej. Padło na mnie – wspomina redaktor Szczurek.
Do jego obowiązków należało koordynowanie spraw organizacyjnych, finansowych i personalnych całego działu wydawniczego. Za pracę tę nie otrzymywał wynagrodzenia. – Z funkcji tej zrezygnowałem dopiero pod koniec 1985 roku. Wtedy te zadania przeszły na dyrektora Zakładu Wydawnictw i Nagrań Związku – opowiada.
Wciąż pozostał jednak szefem „Pochodni”. Był nim do połowy 1994 r., czyli przez 36 lat, aż do osiągnięcia wieku emerytalnego. – Po rezygnacji z funkcji kierowniczej, zostałem jeszcze w redakcji na częściowym etacie, do 31 lipca 2003 r., zajmując się adiustowaniem tekstów przeznaczonych do druku, pisaniem artykułów oraz różnymi innymi sprawami wydawniczymi. Było to dość naturalne, ponieważ funkcję redaktora naczelnego objęła współpracowniczka, która przedtem pracowała ze mną w redakcji przez ponad trzydzieści lat – opowiada.

Nauka przede wszystkim
Józef Szczurek urodził się 28 stycznia 1928 r. w Sławkowie. Po utracie wzroku, w wieku 10 lat, trafił do szkoły dla niewidomych dzieci w podwarszawskich Laskach, gdzie nauczył się brajla. Po szkole podstawowej uczęszczał na trzyletni kurs masażu leczniczego. Następnie przeprowadził się do Katowic, gdzie rozpoczął pracę masażysty w szpitalu, jednocześnie ucząc się w liceum ogólnokształcącym dla pracujących. Maturę zdał w 1954 r. z bardzo dobrymi wynikami, po niej zdecydował się na studia na Wydziale Dziennikarskim Uniwersytetu Warszawskiego. Konkurencja była duża – 2000 kandydatów na 200 miejsc, ale Józef Szczurek zdał egzamin i został przyjęty w poczet studentów.
Miesiąc po ukończeniu dziennikarstwa był już redaktorem naczelnym wydawanego przez PZN magazynu, ale nie spoczął na laurach. – Po podjęciu pracy w redakcji „Pochodni” nie zerwałem z nauką, choć nie miała ona już systematycznego charakteru. Przez kilka lat uczęszczałem na wykłady dotyczące dziennikarstwa, wygłaszane przez wybitnych publicystów i naukowców w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich oraz na wykłady z zakresu ekonomii i socjologii w Stołecznym Ośrodku Naukowym. Starałem się również, aby w domowej biblioteczce nie brakowało nowości wydawniczych dotyczących języka polskiego, prasoznawstwa, stylistyki i innych dziedzin nauki związanych z moim zawodem – przyznawał.
Nie zrezygnował z tego i teraz, zmuszony do pozostania w domu przez chorobę stawów biodrowych znalazł sposób na to, by być aktywnym. – Bardzo trudno u mnie odróżnić czas wolny od pracy. Dużo czasu spędzam przy komputerze – dużo piszę, czytam artykuły prasowe, listy, publikacje z Internetu. Przynajmniej półtorej godziny dziennie poświęcam na czytanie książek, najczęściej kodowanych na Czytaku lub w formacie MP3 – przyznawał jeszcze 3 lata temu w wywiadzie dla „Wiedzy i Myśli”.
Dzięki swej mrówczej pracy ma zapewne największy w Polsce zbiór informacji z zakresu „tyflohistorii”, od lat opracowuje kalendarium wydarzeń oraz biogramy ludzi niewidomych i widzących działających na rzecz osób z dysfunkcją wzroku. Ponad 100 biogramów zostało już opublikowanych na stronie Fundacji Polskich Niewidomych i Słabowidzących „Trakt” (http://www.trakt.org.pl/viewpage.php?page_id=232), ale to tylko namiastka jego pracy.
W dorobku dziennikarskim Józefa Szczurka jest powyżej tysiąca artykułów: tekstów publicystycznych, reportaży, felietonów, sprawozdań, wywiadów. Drukował je nie tylko na łamach „Pochodni”, ale też „Niewidomego Spółdzielcy”, „Naszego Świata” i innych czasopism.
Redaktor Szczurek był także inicjatorem wielu konkursów ogłaszanych na łamach „Pochodni”. Nadsyłane na nie teksty były bogatym źródłem informacji o osobach niewidomych, ich pracy zawodowej, społecznej, życiu rodzinnym, pokonywaniu stresów związanych z utratą wzroku. Korzystali z nich studenci, piszący prace magisterskie czy doktorskie.
Na podstawie materiałów nadesłanych na jeden z konkursów wydawnictwo „Czytelnik” wydało cieszącą się dużym powodzeniem książkę, zatytułowaną „Ciemność przezwyciężona”. Redaktor Szczurek napisał do niej wstęp i zajął się opracowaniem tekstów i przygotowaniem ich do druku. Jest on również autorem książki „Ręce, które widzą” będącej krótkim zarysem historii spółdzielni Nowa Praca Niewidomych.
Za swą pracę zawodową i społeczną otrzymał wiele odznaczeń, łącznie z Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Działał jak balsam
Najwięcej jednak mówią o nim nie nagrody i odznaczenia, lecz jego teksty oraz ludzie, z którymi kiedykolwiek się zetknął.
Danuta Tomerska, wieloletnia współpracowniczka redaktora Szczurka, tak pisze o wrażeniu, jakie na niej wywarł przy pierwszym spotkaniu: – Wydał mi się człowiekiem bezpośrednim, bezpretensjonalnym, pełnym ciepła, życzliwości i optymizmu. Miał łagodne rysy twarzy i było w nich coś, co budzi zaufanie. Potem spostrzegłam, że jest człowiekiem wrażliwym i łatwo go zranić, ale nigdy tego nie uzewnętrzniał. Bardzo szybko zaprzyjaźniliśmy się i ta przyjaźń trwa do dziś. Zawsze mogłam na niego liczyć.
– Ilekroć spotkała mnie jakaś przykrość, utarczka z dyrektorem, niepowodzenie w pracy – udawałam się do redakcji „Pochodni” na rozmowę z Józkiem. Pełna zacietrzewienia i pretensji do całego świata, przedstawiałam mu swoje racje, a wtedy on, powoli, głosem spokojnym, niemal flegmatycznym ukazywał realną ocenę zdarzeń. Uspokajał, tłumaczył i działał jak balsam. Powiedziałam mu kiedyś: – Ty działasz tak kojąco, że chętnie potrzymałabym cię za rękę w godzinie mojej śmierci – wyznaje w artykule „Czas wywołany z pamięci” opublikowanym w „Pochodni” we wrześniu 2002.
– Ale nie zawsze był taki łagodny. Tam, gdzie trzeba było – umiał się postawić. Zawsze ostro protestował, gdy komuś działa się krzywda lub po prostu – gdy czuł, że nie może w tej sytuacji milczeć – mówi Józef Mendruń, prezes Fundacji Polskich Niewidomych i Słabowidzących „Trakt”.