skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Poświąteczne refleksje Dorota Ciborowska

Święta to podobno taki czas w roku, który budzi w nas najlepsze instynkty. Kiedy dzięki tej całej bożonarodzeniowej magii nagle chcemy stawać się kimś lepszym. Tylko jak to zrobić, kiedy została jeszcze tona pierogów do ulepienia, a szafki w kuchni nadal nieumyte?

Cała ta magia znika, kiedy odbijamy się od codzienności. Od listopada oglądamy świąteczne dekoracje, które zamiast nas cieszyć, wywołują niepokój, że to już, natychmiast, trzeba popędzić po prezenty i zakupy, bo inaczej nie zdążymy, nie kupimy, nie dobiegniemy.
A co, gdyby tak przeżyć święta na odwrót? Tak na przekór współczesności? Gdyby tak zachwycać się przez te kilka tygodni dekoracjami, nie biegać po sklepach, nie umyć szafek? Skupić się nie na rzeczach, lecz na ludziach?
Ruchome obrazki
Współczesne święta to stanowczo mieć zamiast być. Hollywoodzkie niemal reklamy sprawiają, że chcemy, żeby nasze domy też wyglądały tak pięknie i kolorowo jak tych postaci z telewizji. Prezenty muszą być porządne – w końcu taki wybór, więc z byle książką nie przyjdziesz, prawda? No i wyglądać trzeba – na Wigilię w tej spódnicy sprzed roku to już nie wypada. No a najważniejsze to, tak jak bohaterowie reklam uśmiechać się miło, śpiewać kolędy i z radością wręczać innym własnoręcznie zapakowane paczuszki.
Szkoda tylko, że na tym całym obrazku nie widać tego, co pod spodem. Pani, na którą nakrzyczeliśmy w sklepie, bo za wolno zakupy pakowała, u której w domu jeszcze nic nieprzygotowane, bo przed świętami ciągle w nadgodzinach pracuje. Dzieci, które przepędziliśmy z kuchni, bo za dużo mąki rozsypały podczas lepienia tych ślicznych, udekorowanych pierniczków wiszących później na choince – sami robiliśmy! Siedziały potem w pokojach smutne i czekały, aż przedświąteczna burza minie. Babci, która jakieś stare, smętne historie przy Wigilii wyciągała, zamiast rozmawiać jak kulturalni ludzie o tym, jak pięknie te 12 potraw z takim trudem przygotowanych wygląda, i jeszcze sobie zdjęć na Facebooka nie chciała robić! Sąsiadki, co siedziała całkiem sama w domu, gdy my właśnie nakrzyczeliśmy na syna, że pustego nakrycia na stole nie postawił.
Zatrzymaj się
Stop. Może warto było się na chwilę zatrzymać. Rozejrzeć dookoła. Zachwycić światełkami na budynkach i delikatnymi bombkami na choince. A potem wybrać jedną i powiesić tam, gdzie komuś sprawi przyjemność. Nacieszyć się świątecznymi melodiami i wspólnie pośpiewać kolędy, może, o zgrozo!, zaproponować wspólne śpiewanie w naszym miejskim domu kultury… Nie kupować wielkich prezentów na zasadzie zastaw się, a postaw się, za to każdy dobrze przemyśleć i kupić lub zrobić taki, który obdarowanemu sprawi naprawdę wiele radości i pomoże zapamiętać te święta na długo. Można było zanieść jedną potrawę do najbliższego schroniska dla bezdomnych, zamiast robić 12 wystawnych, które po świętach wylądują w śmieciach. Przyjść z opłatkiem w dłoni, ładną świeczką, siankiem pod stół i słowami wdzięczności, zamiast obrażać się, że mama czy teściowa nie chciała, żebyś gotowała. Zagonić dzieci do wspólnego sprzątania przy kolędach, zamiast tyrać do upadłego i przed Wigilią powarkiwać na wszystkich. Przygarnąć kogoś, kto te święta miał spędzić sam, bo nie miał z kim, zamiast wyciągać nową zastawę, by stała przy pustym miejscu. A jeśli to my mieliśmy spędzić je sami, może kogoś zaprosić? Lub pójść gdzieś, gdzie mogę pomóc w ten wyjątkowy wieczór, wziąć udział w Wigilii organizowanej w pobliskim domu opieki, żeby było nas tam więcej, weselej? Zrobić pierniki z dziećmi wiecznie zabieganych sąsiadów zamiast pięciu ciast, które będziemy dojadać dwa tygodnie...
Być zamiast mieć. Ale być z innymi, z ludźmi, którzy może nas potrzebują, kochają, bez uraz, bez złych wspomnień, tak zwyczajnie, codziennie, bez skupiania się na tych wszystkich nieistotnych drobiazgach, o których już za rok nikt nie będzie pamiętał. Nieważne czy widzisz, czy nie, czy może za mało. Zrobić wspólnie coś dobrego dla innych, przekuć własną samotność w czyjeś poczucie przynależności, zauważyć, że są inni, bardziej potrzebujący, którym my, mimo naszych trudności, cierpień i problemów, nadal możemy pomóc samą swoją obecnością. I gdy przestaniemy biec, możliwe że zaczniemy żyć i zapamiętamy te święta na długo. A jeśli w tym roku nam to nie wyszło, to za rok są następne i możemy się do nich zacząć przygotowywać już dziś.
Nie bez powodu Jezus urodził się w ubogiej stajence, a nie w wystawnym pałacu, za to w otoczeniu tych, którzy chcieli być przy Nim tej nocy i grzali Go swoją miłością.