skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Aktualności

Rap brajlem Witold Strugała

Jedną z kluczowych kwestii decydujących o jakości rapowego tekstu jest jego rytm. Liczba sylab w wersie, rozłożenie akcentów, przyspieszenia, pauzy czy też przeciąganie niektórych słów – wszelkie postanowienia w tym zakresie mają ogromny wpływ na to, czy utwór będzie przyjemny w odbiorze. Sztywnych reguł tutaj nie ma, a wszelka różnorodność jest jak najbardziej mile widziana. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z własnych możliwości i ograniczeń. Być może dobrym pomysłem będzie upchnięcie w jakimś wersie nieco większej liczby sylab, zwłaszcza jeśli są one dość trudne do wymówienia w szybkim tempie. Zabiegi tego typu na ogół robią wrażenie na słuchaczach. Jeśli jednak okazuje się, że nie bardzo wiadomo, jak ten wers dopasować do muzyki, a przy tym nasza dykcja wymaga jeszcze dopracowania, korzystniej będzie z takiego pomysłu zrezygnować.

Żmudna droga tworzenia

Łatwo się zatem domyślić, że ostateczna wersja utworu na ogół nie powstaje ot tak, przy pierwszym podejściu. Oczywiście, są artyści, którzy tak potrafią i efekty są zadowalające, w moim przypadku jest jednak inaczej. Już na początku procesu twórczego, zanim zapiszę jakiś wers, sprawdzam wiele jego możliwych kombinacji. Weźmy pierwszy z brzegu: „Znów miałem dzisiaj wstać wcześniej”. Może lepiej zabrzmi: „Znowu miałem dzisiaj wstać wcześniej?” A może „Znów dzisiaj miałem...” albo „Znowu dziś miałem...?” Tu żadna zmiana nie pozostaje bez znaczenia. Ważny jest też dalszy ciąg: „Chciałem napisać coś wreszcie”. Powstaje pytanie, czy lepiej wyeksponować rym „Miałem – chciałem”, czy „dzisiaj – napisać”. Zmiany tego typu wprowadzam do tekstu właściwie na każdym etapie, czasem nawet po pierwszym próbnym nagraniu całości, kiedy już wiem, że jakiś fragment nie brzmi jak należy.
Bardzo lubię dopracowywać tego typu szczegóły, choć trzeba przyznać, że ukończenie utworu zajmuje mi często wiele długich godzin. Wynika stąd problem nie bez znaczenia: na czym pisać, aby praca przebiegała komfortowo?

Nie ma rozwiązań bez wad

Maszyna brajlowska, a tym bardziej tabliczka, jakkolwiek darzone przeze mnie sentymentem, odpadają niestety już w przedbiegach. Wystarczy, że pisząc ostatnie wersy, wpadnę na pomysł, żeby zmienić coś w połowie pierwszej zwrotki i całość muszę w zasadzie przepisać na nowo, a trudno przewidzieć, ile takich zmian zechcę wprowadzić. Teoretycznie mógłbym oczywiście założyć z góry, że każdy wers będzie wymagał poprawy i zostawiać na papierze pustą przestrzeń, a następnie skreślać, sześciopunktować nieaktualne wersje. Tyle tylko, że sprawne poruszanie się po tekście poprawianym w ten sposób pozostaje w sferze marzeń.
Kolejny pomysł to rozwiązanie najbardziej w dzisiejszych czasach rozpowszechnione: komputer, edytor tekstów i czytnik ekranu z syntezatorem mowy. Czego chcieć więcej? Klawiaturę znam na pamięć, więc piszę bardzo sprawnie. Po tekście również poruszam się praktycznie instynktownie, zatem odczytywanie poszczególnych wersów nie stanowi problemu. Ograniczeń dotyczących wprowadzania zmian również brak. Sposób, wydawałoby się, bez wad.
Narzuca mi się jednak w tym miejscu analogia do bardzo ostatnio lubianych, również przez osoby widzące, książek w wersji audio. Wśród licznych swych zalet mają one jedną kluczową wadę: Jako odbiorcy nie unikniemy odgórnie narzuconej przez lektora interpretacji. Pełną swobodę w tym zakresie daje wyłącznie słowo pisane.
Syntezator mowy w pracy nad rymowanym tekstem również coś nam narzuca. Każda głosowa wypowiedź, czy to syntetyczna, czy też „żywa”, ma swój określony rytm. Bywa to oczywiście mało ważne i z „gadaczem” w roli głównej na pewno bez problemu stworzymy pismo urzędowe, artykuł, a nawet powieść.
Gdy jednak rytm jest nieco bardziej istotny – czy to w wierszu, piosence, czy rapowym utworze – synteza najzwyczajniej w świecie przeszkadza. Wymusza regulowanie tempa, tak, aby choć mniej więcej pasowało do muzyki, narzuca na ogół niewłaściwy rytm podczas odczytywania, zabarwia treść po swojemu, krótko mówiąc staje się niechcianym pośrednikiem pomiędzy mną a moim tekstem. Właściwie zawsze takim pośrednikiem jest, w tej sytuacji jedynie mocniej daje się to we znaki.
Pozostaje zatem sposób trzeci, czyli alfabet Braille’a w wersji elektronicznej, z notatnikiem lub monitorem brajlowskim w roli głównej. Przyznaję, nie byłem wielkim fanem takiego rozwiązania. Dziwiło mnie, że osoby niewidome pracują przy komputerze z monitorem zamiast syntezy. Przecież nie dość, że oprogramowanie mówiące poda mi treść szybciej, to w dodatku mam wolne obie ręce.

Twórcza cisza…

Kilka lat temu kupiłem jednak swój pierwszy notatnik, głównie z myślą o czytaniu książek brajlem. Te papierowe porzuciłem już nieco wcześniej, przede wszystkim ze względu na gabaryty i trudniejszą dostępność, ale zarówno synteza, jak i nagrania lektorskie nie dawały mi pełni zadowolenia z lektury. A to lektor nieszczególnie mi odpowiadał, a to syntezator psuł klimat swoją nienaturalną intonacją. Włączyłem więc nowo zakupiony notatnik, wyłączyłem głos i w zamian za nieco wolniejsze tempo czytania otrzymałem…
Ciszę. Tak po prostu. Jedyne dźwięki, jakie towarzyszą mi przy pracy z tekstem na tym urządzeniu, to nieznaczne klikanie modułów brajlowskich podczas ich dotykania czy zmiany linii, ewentualnie dźwięki naciskanych klawiszy. Jest to komfort nieporównywalny z ciągłym trajkotaniem komputera. Bardzo szybko okazało się, że sięgam po notatnik nie tylko, żeby coś przeczytać. Instynktownie wybieram go również, gdy chcę „Napisać coś wreszcie”. Kiedy później czytam gotowe wersy, słowa wybrzmiewają w mojej głowie, a nie przychodzą gotowe z zewnątrz, z głośnika. Rytm nadaje wyłącznie mój umysł, nie mam potrzeby „kłócić się” z syntezatorem. Pisze mi się lepiej, więc robię to częściej. Z ciekawości podjąłem niedawno próbę powrotu do komputera, ale nie wytrzymałem nawet kilku minut. Pisanie brajlem uzależnia!
Wszystko jest dla ludzi. Jestem ostatnim, który będzie namawiał znajomych do porzucenia syntezy na rzecz wyłącznego korzystania z brajla. Z drugiej strony jednak uważam, że korzyści płynące ze znajomości tego alfabetu nie sprowadzają się tylko do takich drobiazgów, jak odczytywanie numerków na guzikach w windzie. Pismo punktowe bywa niesamowicie użytecznym, często wręcz niezastąpionym narzędziem. Sprawdzi się podczas tworzenia wszelkich tekstów poetyckich, ale nie tylko. Jestem pewien, że każdy, komu doskwiera nadmierny poziom hałasu, z radością przyjmie wolność od dyktatury syntetycznego głosu. Bo najpiękniej w brajlu wygląda słowo „cisza”.


Cytat do wykorzystania na grafice rapera:

Znów miałem dzisiaj wstać wcześniej.
Chciałem napisać coś wreszcie.
Nawet „Be happy” i „Don't worry” mi zagwizdał pan McFerrin.
Well, I'll be happy, ale teraz mi się nie chce nic.