skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Aktualności

Survival w mroku Alicja Nyziak

Wszystko zaczęło się od „Nocy Bibliotek”, w której honorowym gościem był autor powieści sensacyjno-przygodowych i reportażysta Krzysztof Petek. Rozmawiając z pracownikami biblioteki, usłyszał o różnorodnych spotkaniach skierowanych do osób z dysfunkcją wzroku. Zdumiał się, dowiedziawszy się o zajęciach ze strażakami czy o warsztatach fotograficznych. Jak to, ludzie niewidomi mogą wspinać się po drabinie, obsługiwać gaśnicę, robić zdjęcia? Skoro tak, to może biwak survivalowy?

Tak narodził się pomysł na biwak survivalowy dla niewidomych. Z czasem zaczął on nabierać rumieńców. Krzysztof Petek szukał wśród znajomych instruktorów chętnych na nietypową wyprawę. Pani Anita Kwiatkowska (pracownik biblioteki w Zduńskiej Woli), rozpoczęła poszukiwania osób z dysfunkcją wzroku otwartych na nowe wyzwania. Okazało się, że hasła las, namioty oraz spartańskie warunki to nie to, co niewidomi lubią najbardziej. Przyznaję, że także sceptycznie podeszłam do tej propozycji. Dwa dni w ciemnym lesie – to nie dla mnie. Gdzie wygodne łóżko, porządna toaleta, stół do przygotowania i konsumpcji posiłków? Ostatecznie do udziału w tym (jak mi się wydawało) zwariowanym projekcie przekonała mnie możliwość powrotu na noc do domu. W ten sposób to jakoś da się radę. Włączyłam się w poszukiwania chętnych do udziału w survivalowym szaleństwie. Udało się zebrać 11-osobową grupę. Niestety, część uczestników od razu zastrzegła, że nie ma możliwości wrócić na noc do domu. No i co miałam zrobić, wystawić ich do wiatru czy solidarnie pozostać? Decyzja była łatwa – wszyscy nocujemy w lesie.
Pierwsze koty za płoty
Leśna polana, a na niej trzech zadowolonych z życia facetów. Przed nimi grupka niewidomych i słabowidzących, ostrożnie się im przyglądająca. Krótkie powitanie przez organizatora i stwierdzenie faktu: Chcecie mieć gdzie spać, to pora zabrać się za rozbijanie namiotów. Wybierajcie miejsce i do roboty. Konsternacja, bo jak niewidomi mają wybrać dogodne miejsce pod namiot? Zaczęły padać standardowe podpowiedzi: może tutaj lub tam. Tylko gdzie to jest? Emocje się w nas zakotłowały, ale po chwili instruktorzy (Daniel i Jakub) zrozumieli, w czym rzecz. Wspólnymi siłami udało się rozbić kilka namiotów i nikt podczas tej pracy nie próżnował. Tak rozpoczęła się szkoła przetrwania. Gdy Krzysztof Petek omawiał przygotowany dla nas program, zastanawiałam się, czy ja to wszystko przeżyję?
Wspólne gotowanie i nocne rozmowy
Pierwszym punktem programu były zajęcia z samoobrony. Następnie podział zadań. Część osób udała się na poszukiwanie chrustu na ognisko. Gdy oni znosili suche gałęzie, pozostali pod kierunkiem mistrza Jakuba zabrali się do pichcenia kolacji. Początkowo kucharz patrzył sceptycznie na swoich pomocników – troje niewidomych i jeden słabowidzący. Ech, jak tu dać im noże do rąk? Zaryzykował i nie żałował. Wspólne gotowanie sprawiło nam wiele frajdy, a posiłek okazał się bardzo smaczny. Po kolacji budowanie mostu linowego i wreszcie czas na długie rozmowy przy ognisku. To wtedy dojechali do nas Klaudia, Krzysztof i Kadlok. Ten ostatni prezentował się wyjątkowo dostojnie, jak przystało na psa rasy malamut. Duży czarno-biały pies, o masywnych łapach, gęstej sierści i łagodnym charakterze. Wszyscy z zapartym tchem słuchali opowieści Klaudii i Krzysztofa o ich 9-miesięcznej wyprawie rowerowej. W tej podróży towarzyszył im Kadlok, który, z niewielkimi wyjątkami, pokonał całą trasę na własnych łapach. Jedynie gdy przejeżdżali przez miasta, pakowali psa do zabudowanej przyczepki, podczepionej do tandemu. W sumie przejechali 8 tysięcy kilometrów, przemierzając Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię, Norwegię i Szwecję. Wreszcie przyszedł czas na nasz spoczynek. Gdy w nocy sprawdzałam godzinę, zagadnęła mnie Basia. – Oj Alicjo, cieszę się, że jestem tutaj. A wiesz, ja jeszcze nigdy nie nocowałam w namiocie i lesie. Po tym wyznaniu zasnęła.
Most i leśny market
Jak na survival przystało, drugiego dnia przyszedł czas na większe wyzwania i doświadczenia. Najpierw most linowy, czyli dwie liny mocno naciągnięte na pewnej wysokości. Daniel każdemu pomagał wdrapać się na podstawę mostu, czyli dolną linę. Trzymając się drzewa, należało zlokalizować górną i proszę bardzo – wędrujemy. Na drugim krańcu mostu czekał Kuba. Ruszyłam i ja, chwilami lina pode mną zaczynała drżeć, bujać się niebezpiecznie. Zgodnie z radami zatrzymywałam się i, uginając kolana, stabilizowałam ten wątły kawałek podłoża, na którym stałam. Choć tak naprawdę chciałam szybko pobiec do celu. Nie popełniłam tego błędu, a mimo to nagle górna lina wysunęła się z moich palców i spadłam. Dziwne uczucie, które trudno opisać. Sekunda i… Dzięki zabezpieczeniu wszystko skończyło się dobrze, ale zrozumiałam wtedy, jak bardzo zaufałam tym dwóm nieznanym sobie chłopakom. Klaudia i Krzysztof opowiadali nam, jak wiele naturalnych narzędzi do przetrwania oferuje człowiekowi przyroda. Las to ogromny supermarket, w którym można znaleźć praktycznie wszystko. Z włókien roślin można upleść bardzo mocny sznurek, a kamieniem można otworzyć puszkę. Przypomniała mi się powieść Michaela Punke, „Zjawa”. Czytając ją, nie bardzo wierzyłam, że można samotnie przetrwać w dziczy. Teraz wiem, że gdy posiada się wiedzę i wolę życia, można.

Land rover i mulista kąpiel
Wreszcie dwie ostatnie atrakcje programu. Krzysztof Petek zaprosił chętnych na jazdę autem terenowym, a następnie na brodzenie w mulistym stawie. Nie zdawałam sobie sprawy, ile radości da mi ponowne prowadzenie samochodu. Zasiadłam na fotelu kierowcy ze świadomością, że za chwilę mojej woli będzie posłuszna trzytonowa maszyna z napędem na cztery koła. Przestawiłam dźwignię, delikatnie nacisnęłam pedał gazu i ruszyłam. Niesamowite, po kilku minutach jazdy wszystko wróciło. Odruchowo redukowałam prędkość na zakrętach, a gdy otrzymywałam informację, że przede mną 100 metrów pustego pola, stopa automatycznie dociskała pedał gazu. Land rover z coraz większą mocą rwał do przodu. Cudowne uczucie! Po takich doznaniach nie dałam się namówić na spacer w stawie. Jednak nie zabrakło śmiałków, którzy podjęli i to wyzwanie. Uzbrojeni w tyczki do badania dna, podążali za prowadzącym. Kąpiel zaliczyli.
Dwa dni minęły szybko. Każdy z uczestników cieszył się, że mimo obaw, zdecydował się pojechać na tę eksperymentalną szkołę przetrwania. Biwak „Survival w mroku” był nowym doświadczeniem dla obu stron. Tak organizator, jak i instruktorzy pierwszy raz współpracowali z osobami niewidomymi i słabowidzącymi. Mam nadzieję, że całość ocenili pozytywnie. Może będzie kolejny biwak, kto wie?
Termin: 5–6 września 2018 r. Miejsce: las w okolicach Zduńskiej Woli. Organizator: Krzysztof Petek. Współpraca: Miejska Biblioteka Publiczna im. Jerzego Szaniawskiego w Zduńskiej Woli. Instruktorzy: Daniel Małajowicz, Krzysztof Lewicki, Jakub Kowalski, Klaudia Jadwiszczyk.