skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Czy mamy w sobie gen empatii i pomocy? Bożena Lampart

Relacje interpersonalne to nic innego, jak sposób zachowania człowieka w stosunku do innego człowieka, grupy wobec jednostki lub większych społeczności. Mogą być te relacje zarówno pozytywne, jak i negatywne. Te pierwsze często wyrażają miłość, przyjaźń lub tolerancję. Natomiast drugie prowadzą do zazdrości, agresji, nawet wrogości.

Wśród społeczeństwa musimy znaleźć także miejsce dla nas – ludzi dotkniętych niepełnosprawnością narządu wzroku, słuchu, niepełnosprawnością ruchową czy umysłową. Nie jest naszym pragnieniem zostać poddanym obserwacji ludzi pełnosprawnych, którymi nierzadko rządzą schematy opierające się generalnie na tradycyjnym wyglądzie lub zachowaniu. Nie można mieć o to pretensji, bowiem owe schematy dają jednak pewne poczucie bezpieczeństwa. Nic natomiast nie stoi na przeszkodzie, aby chcieć dostrzec więcej i spojrzeć głębiej, zobaczyć to, co niewidoczne. Oczekujemy zatem zachowań prospołecznych polegających na przyswojeniu norm tolerancji, integracji oraz empatii.
Od zawsze ludzie zachowywali się w różny sposób. Ich uczucia i wynikające z nich postawy bywają zależne od wpływu środowiska, a także rodziny: od sposobu myślenia i zasad wpojonych w czasie dorastania, już od wczesnego dzieciństwa.

Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci

Co oznacza to przysłowie i jaki ma wpływ na zachowanie osoby pełnosprawnej względem tej z niepełnosprawnością? Kształtowanie właściwych postaw społecznych własnego potomstwa leży w gestii rodziców. Ogromna ich rola w tym, aby swoim pociechom przybliżyć problem „odmienności” osób z dysfunkcją i, co ważne, nauczyć je zrozumienia i tolerancji. Warto podkreślić, iż prospołeczne postawy kształtują charakter dzieci.
Maluchy często miewają tendencje do naśladowania zachowań dorosłych. Nikogo zatem nie dziwi kilkuletnia dziewczynka chodząca w butach na wysokich obcasach należących do mamy. Natomiast tata kibicuje synkowi, który zawzięcie stuka młoteczkiem z zestawu „małego majsterkowicza”.
Jeśli rodzice cieszą się takim autorytetem u własnych pociech, jest szansa, że siłą przykładu mogą zaszczepić w nich poprawne postawy względem osób niepełnosprawnych. Za ich sprawą małoletni wychowankowie mogą nauczyć się empatii i tolerancji, gdyż wydaje się, że to podstawowe umiejętności umożliwiające właściwe traktowanie osoby wymagającej pomocy. Naturalnie jest to bardziej prawdopodobne, jeśli rodzice nauczyli się ich od własnych przodków. I tu koło się zamyka.
Idźmy dalej. Dorosłym z pomocą mogą nadejść integracyjne przedszkola. Bywa, że przedszkolak z niepełnosprawnością ma nawet kilkoro przyjaciół w grupie, gdyż każde dziecko – z niepełnosprawnością czy pełnosprawne – może być tak uzdolnione czy sympatyczne, że pozostali koledzy chcą się z nim przyjaźnić. Dużym zainteresowaniem cieszy się ciekawy sprzęt technologiczny pomagający dziecku z dysfunkcją osiągnąć zbliżoną do właściwej jakość egzystencji w grupie. Co jak co, ale każde takie urządzenie wzbudza ciekawość wśród rówieśników i ich marzeniem jest choćby dotknąć, a nawet ponosić ową rzecz. Nic tak bowiem nie integruje małych dzieci, jak wspólna zabawa. A więc podobne przypadki powodować mogą, iż dziecko po opuszczeniu placówki edukacyjnej śpieszy do domu, aby podzielić się z rodzicami na temat ciekawego, bo odmiennego dnia. Wiedza tam nabyta potrafi wpłynąć na uczucia i postawy tychże w przyszłości.
Ważne jest, aby nie unikać skomplikowanych pytań przedszkolaka dotyczących niepełnosprawności, ale zapoznać go z problemem w na tyle prosty, lecz prawdziwy sposób, żeby nie miał na przyszłość żadnych wątpliwości. Ta wiedza z wczesnego dzieciństwa na pewno zaowocuje, gdy dziecko dorośnie.
Co więcej, taka akceptacja wpływa korzystnie na rozwój dziecka z niepełnosprawnością. Nie obawia się ono wykluczenia z grupy czy bycia obiektem wyśmiewania. Rodzi się w nim poczucie bezpieczeństwa i zaufania, dzięki czemu w kolejnych etapach życia może nabrać pewności siebie.

Przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka

Jeśli do czegoś przywykniemy, trudno się odzwyczaić. Moje rozważania dotyczą zachowań pozytywnych, choć i negatywne często się zdarzają. Wiedzę można nabywać w każdym wieku. Wystarczy spojrzeć uważnie i wówczas widzi się więcej. O ile ktoś raz zwróci uwagę, że osoba z niepełnosprawnością powinna być traktowana na równych prawach co pełnosprawna, szybko przejdzie nad tym do porządku dziennego. W głównej mierze zależy to od wzorców zachowań, nastawienia i, tak po prostu, od woli.
Istotne jest, aby budować w sobie nawyki, które służą nie tylko własnemu dobremu samopoczuciu, ale sprawiają radość innym.
Adekwatnym przykładem może być każda organizacja skupiająca wokół siebie wolontariuszy chcących bezinteresownie nieść pomoc. I tutaj wielki szacunek dla organizatorów akcji kwestowania na rzecz osób chorych lub tych z niepełnosprawnością. Ileż trzeba mieć chęci i zdolności motywacyjnych, aby przekonać młodego człowieka do wyjścia na ulicę na spotkanie z ludźmi, którzy będą chcieli (bądź nie) wesprzeć finansowo potrzebujących. Człowiek czasami potrzebuje jakiegoś bodźca, aby zdać sobie sprawę, iż jego reakcja, choćby spontaniczna, może zmienić wrażliwość innych na długi czas.
Każdy udział wolontariusza w zbiórkach publicznych dodaje mu skrzydeł, bowiem wkrótce przekonuje się, że jest to kluczowe dla doskonalenia własnej osobowości i rozwoju pozytywnych zachowań. O ile wcześniej zdarzyło mu się uczestniczyć w sytuacji, podczas której krępował się udzielić pomocy osobie niewidomej przy przejściu przez ulicę, to obecnie będzie już zdawał sobie sprawę, iż skrępowanie rodzi skrępowanie i należy tego unikać.
Nie można tutaj pominąć faktu, iż osoba z niepełnosprawnością także powinna pokonać strach przed poproszeniem o pomoc, gdyż wtedy współpraca i korzyści będą obopólne.

Człowiek człowiekowi wilkiem

Na początku felietonu wspomniałam o relacjach negatywnych. No cóż, trudno, aby takowe pominąć lub przemilczeć. Do takiej refleksji zmusiła mnie sytuacja, której – chcąc nie chcąc – byłam świadkiem.
Otóż w poczekalni pewnej poradni siedziałam obok dwóch kobiet. Jedna z nich była osobą niewidzącą, natomiast druga pełniła funkcję asystenta.
Dodam, że z doświadczenia wiem, że za taką funkcję osoba asystująca jest wynagradzana ze środków finansowych Unii Europejskiej, którymi dysponują fundacje realizujące projekty o takim założeniu. Podstawowym obowiązkiem owej fundacji jest przeprowadzenie rozmowy kwalifikacyjnej w obecności psychologa. Specjalista powinien ocenić, czy dany kandydat kwalifikuje się do sprawowania opieki nad osobą potrzebującą pomocy.
Gdy nadeszła kolej wejścia osoby z dysfunkcją narządu wzroku do gabinetu lekarskiego, asystentka pomogła jej dojść do właściwego pomieszczenia i wkrótce ją opuściła. Nic w tym dziwnego, gdyż niepełnosprawność narządu wzroku nie wyklucza możliwości decydowania o sobie.
Zdziwiło mnie natomiast, że osoba asystująca natychmiast wybrała numer telefonu do znajomego i podczas rozmowy wyrażała niechęć w stosunku do podopiecznej. Osobie prowadzącej rozmowę nie przeszkadzało, że liczna grupa pacjentów poczekalni zmuszona została do wysłuchania pretensji, które dotyczyły zaledwie podstawowych potrzeb osoby niewidomej.
Wobec takich okoliczności rodzi się mnóstwo pytań. Czy pozostali chorzy, bez niepełnosprawności, wstydzili się za zachowanie wspomnianej osoby, czy może nie widzieli w nim nic złego, a – nie daj Boże – podzielali jej zdanie?
Nie chcę wierzyć i nawet nie dopuszczam do siebie takiej możliwości, aby wszyscy uczestnicy zdarzenia byli skłonni do zachowań czyniących przykrość, a nawet krzywdę osobie z dysfunkcją.
Nie obnosimy się z koniecznością walki z chorobą, ale musimy czasami skonfrontować się z zachowaniami nieprzychylnymi. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Nadal kochajmy miłością szczerą i prawdziwą. Tylko my potrafimy się cieszyć z najmniejszego szczęścia. Obecne czasy są trudne, ale i osób traktujących nas jak ludzi także przybywa.
Słusznym tego przykładem wydaje mi się opinia Anny Dymnej, Prezes Fundacji „Mimo Wszystko”, którą pozwolę sobie poniżej zacytować:
„Osobę niepełnosprawną trzeba przede wszystkim dostrzec, zbliżyć się do niej i wtedy dopiero można zobaczyć w niej zwyczajnego człowieka, który tak samo jak my ma uczucia, talenty, ambicje, różne potrzeby i bardzo chce, aby normalnie go traktować. Lęk przed chorymi osobami wynika najczęściej z niewiedzy. Nie wiemy, jak się zachować. Najchętniej odwrócilibyśmy się – ten odruch też trzeba zrozumieć. Wszyscy chcielibyśmy być piękni, młodzi i bogaci przez całe życie. Na widok strasznie okaleczonej osoby odwracamy się odruchowo. Niektórzy się odwracają i uciekają, ale są też tacy, którzy potrafią się zatrzymać i pomimo tego, że się boją, w końcu zaczynają rozumieć, że to też zwyczajny człowiek, który może nie ma nóg, ale ma za to wózek i potrafi z tym żyć” (niepelnosprawnii.pl/niepelnosprawni-cytaty).