skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Każda kość ma dwa końce Tomasz Matczak

Temat dyskryminacji niewidomych pod kątem psa przewodnika wraca co jakiś czas niczym bumerang. Gdzieś kogoś nie wpuszczono, gdzieś kogoś nie zabrano, gdzieś czegoś odmówiono, więc trzeba sprawę nagłośnić. Ustawa bowiem mówi jasno, że niewidomy ma prawo wejść z psem przewodnikiem do... bla, bla, bla. Ustawa mówi jasno, że to i że tamto, więc trzeba podnieść larum! Dura lex, sed lex, jak mawiali starożytni Rzymianie.
Myślę, że niektórzy po przeczytaniu tego felietonu uznają mnie za wroga publicznego numer jeden. Nim jednak zapadną wyroki, nim scyzoryki otworzą się w kieszeniach, nim dłonie zacisną się w pięści, a szczękościsk niemal zmiażdży zęby, proszę, posłuchajcie i pomyślcie chwilę. Czy nie ma nic ponad prawo i ustawy?
Tak, ja nie mam psa przewodnika i nie, nie chcę go mieć. Gdybym miał zaprosić jakiegoś niewidomego do domu, to od razu uprzedziłbym go, że z psem do mnie nie wejdzie. Dyskryminacja? Nie, bo mam do tego prawo. My house is my castle. To już nie starożytni Rzymianie, ale powiedzenie równie znane. Mam takie samo prawo jak to, które umożliwia niewidomym wchodzenie z psem przewodnikiem do budynków użyteczności publicznej. Prawo to prawo. Trzeba je respektować tak samo.
Zastanawiałem się, czy są takie miejsca, gdzie niewidomi radykałowie, czytaj: zwolennicy obecności psa przewodnika wszędzie, nie wezmą swego pupila? Na przykład taka kabina w toalecie publicznej. Wezmą tam psa przewodnika czy nie? Jeśli nie, to dlaczego? Czy wyłącznie z przyczyn ciasnoty, czy też powód byłby inny?
Czy niewidomy, którego dziecko ma alergię na psią sierść, będzie się starał o psa przewodnika? Nie wiem. Ja bym się nie starał, ale inni może tak. Co w przypadku, gdy w przedziale pociągu będzie jechał niewidomy z psem i ktoś uczulony na sierść? Niewidomy ma w końcu prawo, więc pewnie strata tego, kto jest uczulony i tyle. Po temacie, bo ustawa mówi... bla, bla, bla.
Podobno psy przewodniki są tak wyszkolone, że w restauracji nie mierzi ich woń smażonego mięsiwa, podobno są tak wytresowane, że nie muszą mieć kagańców, ale chyba nie są tak szkolone, aby nie liniały? Fruwająca sierść nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy między stolikami w restauracji ani między lodówkami w supermarkecie. No i jeszcze coś. Czy każdy właściciel dba o swego pupila? Chodzi o czystość, a co za tym idzie, o nieprzyjemną woń z tym związaną. Czy gdyby do restauracji wszedł wydzielający odór bezdomny z gotówką, to obsługa ma reagować czy nie? Ustawa, bla, bla, bla, nic nie mówi o zapachu psów przewodników. Śmierdzący, liniejący, z pozlepianym futrem jest ciągle w pracy. Ma prawo wejść i tyle.
To nie jest artykuł o tym, że należy zmienić ustawę. Chciałem tylko pobudzić czytelników do myślenia. Wiem, że niektórych do myślenia nic nie pobudzi. Ustawa mówi, bla, bla, bla, więc nie ma co myśleć. Ustawa zrobi to za mnie. Myślę, że radykalne poglądy, nagonki medialne, podnoszenie larum i pozywanie do sądów więcej szkodzą wizerunkowi osób niewidomych, niż im pomagają. To nie znaczy, że mamy milczeć. Są na pewno sytuacje dyskryminujące i o nich trzeba głośno mówić, lecz moim zdaniem nad ustawami musi stać zdrowy rozsądek. Twarde stanowisko, że ustawa mówi, bla, bla, bla, to nie jest postawa godna naśladowania. Zresztą, czy wszyscy właściciele psów przewodników tak skrupulatnie wypełniają wszystkie ustawy?