skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Rozmaitości

Ach, ta dzisiejsza młodzież Teresa Dederko

Od zarania dziejów, jak świat światem, rodzice i dziadkowie krytykowali dzieci czy wnuki. Narzekania na źle wychowaną młodzież można przeczytać już na egipskich papirusach. Przez stulecia dzieci stanowiły własność rodziny, pomagały w pracy i zapewniały rodzicom utrzymanie na starość. Wychowywane były w absolutnym posłuszeństwie i szacunku dla starszych. Sposób życia, obyczaje, kultura zmieniały się bardzo wolno, kolejne pokolenia zatem żyły w podobnych warunkach. Wychowanie polegało na odwzorowywaniu zachowań dorosłych.
Zmiany w mentalności
W XIX, a szczególnie w XX stuleciu za sprawą szybkiego uprzemysłowienia, wojen, rewolucji obyczaje i warunki życia uległy radykalnym zmianom. Dopiero wówczas zaczęto postrzegać dzieci jako niezależne osoby. Okres dzieciństwa, a zwłaszcza czas nauki zdecydowanie się wydłużył. Obecnie znaczny procent młodzieży kształci się na wyższych uczelniach, pozostając dłużej na utrzymaniu rodziców. Wiedzę o świecie młodzi ludzie czerpią z różnych źródeł, nie poprzestając tylko na tym, co im przekażą starsi. Często dobrze wykształcona młodzież ma większy zasób informacji o otaczającej ją rzeczywistości niż starsze pokolenie, które z kolei ma przewagę doświadczenia życiowego. Zmieniają się więc relacje międzypokoleniowe. Chyba już w żadnym domu nie stosuje się zasady: „dzieci i ryby głosu nie mają” obowiązującej jeszcze w okresie międzywojennym. Ciągle jednak występują konflikty i spory pomiędzy młodymi a starszymi, co widać w rodzinach, miejscach pracy i w różnych organizacjach społecznych. W Polskim Związku Niewidomych również zdarza się, że działacze z długim stażem nie dopuszczają do pracy młodzieży, która znowu narzeka na tradycjonalizm, przestarzałe metody działalności i zamknięcie na nowoczesność.
Nietypowy projekt PZN
Spore więc było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że PZN zamierza wprowadzić w życie projekt adresowany zarówno do młodzieży, jak i do osób starszych. Jestem emerytką, nadal jednak ciekawą świata, lubię podejmować ryzyko, więc wysłałam zgłoszenie. Do projektu zakwalifikowano 5 osób poniżej trzydziestki i 5 seniorów, którzy skończyli co najmniej 50 lat. Miałam trochę obaw, czy poradzę sobie, słabo znając język angielski, a poza tym, czy się dogadamy z tą „rozwydrzoną” młodzieżą, na którą ciągle się narzeka. W ramach projektu „ponad barierami i granicami” planowane były szkolenia w Polsce, Austrii i Belgii, ponieważ brali w nim udział członkowie organizacji zrzeszających osoby niewidome w tych trzech krajach. Pierwsze szkolenie odbyło się w stolicy, dlatego warszawiacy przychodzili tylko na same zajęcia. Nie mieliśmy wiele okazji do bliższego zapoznania się z innymi uczestnikami. Przed wyjazdem do Belgii „kułam” słówka angielskie i pocieszałam się, że i z tymi młodymi ludźmi może jakoś się dogadam; w końcu nie jadą małolaty, a ja wychowałam gromadkę dzieci, z którymi, a także z ich przyjaciółmi czułam się naprawdę dobrze, więc i teraz jakoś dam radę.
Pełna integracja
Naszej dziesięcioosobowej grupie niewidomych i słabowidzących uczestników projektu towarzyszyło czworo widzących wolontariuszy. Już na lotnisku w Warszawie przekonaliśmy się, że nasi, trochę przypadkowi wolontariusze są świetnymi przewodnikami i sprawnie organizują załatwianie wszystkich formalności. Na terenie ośrodka w Liège, gdzie byliśmy wszyscy zakwaterowani, odbywały się również warsztaty praktyczne i dyskusje na różne tematy. Wolne od zajęć wieczory spędzaliśmy wspólnie, grając w gry planszowe lub tańcząc na spontanicznie organizowanych przez młodych Belgów dyskotekach. Po pierwszym dniu pobytu zupełnie się odstresowałam. Okazało się, że opanowałam podstawowe zwroty angielskie i parę zdań w tym języku mogę zamienić. Największą jednak niespodziankę sprawiła mi nasza polska niewidoma młodzież: trzy dziewczyny od razu przejęły rolę tłumaczy, na żywo i w szybkim tempie tłumacząc treść dyskusji i polecenia podczas zajęć. W naszej, polskiej grupie nie odczuwaliśmy żadnego podziału na młodych i seniorów. Wspólnie pracowaliśmy, bawiliśmy się i razem przygotowaliśmy program naszego narodowego wieczoru. Na szkoleniu w Austrii sytuacja powtórzyła się – znowu mogliśmy liczyć na doskonałe tłumaczenie z angielskiego, który był językiem projektu. Przysłuchując się wypowiedziom naszych młodych przyjaciół, gdy zabierali głos w dyskusji, przekonałam się, że są osobami dobrze wykształconymi, otwartymi, o szerokich horyzontach. Po tym, jak przebywaliśmy ze sobą na co dzień, w różnych okolicznościach, przez tydzień w Belgii i potem w Austrii, stwierdzam, że nasza młodzież jest dobrze zrehabilitowana, swobodna, ale nie przemądrzała, kulturalna i chętna do pomocy. Oczywiście, oprócz znajomości języków obcych, świetnie są obznajomieni z najnowszymi rozwiązaniami technologicznymi, które ułatwiają życie niewidomym. Teraz, kiedy mam jakieś problemy z komputerem, dzwonię po ratunek do młodego kolegi z projektu. My, starsi uczestnicy, służymy młodym doświadczeniem i radą w różnych sytuacjach życiowych. Projekt „Ponad barierami i granicami” zakończyliśmy w kwietniu tego roku, ale nadal spotykamy się nieformalnie. Odbyło się kilka spotkań w Warszawie, jedno w Krakowie i ostatnie w Pradze. Zwykle inicjuje je właśnie nasza młodzież.
Stereotyp był błędny
Przygotowując się do udziału w projekcie, uczyłam się angielskiego na kursach dla niewidomych. Poznałam tam też sporo przedstawicieli młodszego pokolenia. Moje wrażenia na ich temat są bardzo pozytywne. Mamy naprawdę fantastyczną młodzież, niezakompleksioną, wymagającą więcej od siebie niż od otoczenia i pozbawioną tak powszechnego w naszym środowisku malkontenctwa. Mam tylko nadzieję, że potencjał tych młodych, świetnie wykształconych niewidomych osób nie zostanie zmarnowany i że znajdą swoje miejsce w naszej organizacji.