skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

No problemo, seniorzy Tomasz Matczak

Największą radością dla autora, przynajmniej dla mnie, jest konstatacja, że jego pisanina nie pozostaje bez echa. Jest echo, znaczy się czytają! Super, bo wszak nie po to się coś pisze, aby napisać, ale po to, aby ktoś to przeczytał.

Czerwcowy numer „Pochodni” przyniósł tekst p. Marii Marchwickiej zatytułowany z dużym przekąsem – to wyłącznie moja opinia, więc jeśli się mylę, to proszę mnie poprawić – „Ach, ci pazerni dziadkowie”. Autorka w pierwszych jego słowach, pisząc z nieco zjadliwą, według mnie, ironią, o moich krasomówczych zapędach, podnosi larum, że oto rzuciłem się z krwiożerczą wprost pazernością na Bogu ducha winną grupę społeczną zwaną seniorami, siejąc przy tym grozę! Wspomina także, wytykając mi ignorancję regulaminową, iż programy pomocowe mają pułap wiekowy, więc seniorzy zostali przeze mnie niesłusznie oskarżeni i wydani na pastwę plutonu egzekucyjnego. Ostatnie zwroty to wynik mojego, o zgrozo, krasomówstwa, ale nie mogłem się powstrzymać. O ile sobie przypominam, wspominałem tam o AS, ale także o Wirtualnej Warszawie, gdzie raczej progu wiekowego nie było. Poza tym mój artykuł to licentia poetica, a ja nie zamierzałem nikogo konkretnego pożerać. Chodziło mi raczej o zarysowanie problemu, a nie wskazywanie palcem winnych. Nie mogę się zgodzić z ostatnimi słowami artykułu p. Marchwickiej, że apelowanie do rozsądku jest gadaniem do obrazu. Nie można wszystkiego zamiatać pod dywan. Myślę, że jeśli jest coś na rzeczy, to właśnie powinniśmy o tym mówić w trosce o drugiego człowieka. Ktoś, nieważne czy to będzie niewidomy student, który mimo dofinansowania sprzed trzech lat ubiega się o kolejne tylko dlatego, że takie ma prawo, a nie dlatego, że sprzęt mu się zepsuł (lub jest przestarzały i nie spełnia już swoich funkcji), czy ciocia, babcia, kuzynka, kuzyn, wuj, stryj, stryjenka – niepotrzebne skreślić – pragnący obdarować kogoś nowym telefonem, po prostu nie powinien tego robić. Prezenty to jedno, ale są i tacy, którzy kupują nowy telefon i zaraz go sprzedają z zyskiem po cenie niższej od rynkowej, ale wyższej od kwoty dofinansowania. Jak to powiadają i wilk syty, i owca cała, prawda?
Nie, nie zgadzam się na to, aby po prostu stwierdzić, że tak było, jest i będzie, a apelowanie o rozsądek jest gadaniem do obrazu. Nie można przejść nad tym do porządku dziennego, nie można powiedzieć: „no problemo”, nie można i tyle. Cwaniactwo dotyczy wszak nie tylko niewidomych. Cała reszta społeczeństwa wcale nie ma czystych rąk. Tam, gdzie są pieniądze, tam będą przekręty, ale ja się nie zgadzam, aby spuścić na to zasłonę milczenia. Życie to nie teatr, jak napisał kiedyś Edward Stachura, więc żadnej kurtyny być tu nie powinno.
Jeszcze raz podkreślę, iż nie było moim celem atakowanie kogokolwiek, lecz piętnowanie cwaniactwa. Ja tego nazwać inaczej nie potrafię, ale chętnie dowiem się, jak nazywają takie działania znawcy tematu.