skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Zagranica

Spełniając marzenia – wiedeńskie impresje Małgorzata Modrzyńska

Stolica Austrii oferuje niezliczoną ilość atrakcji. Tym razem wybraliśmy miejsca, które – gdy myślimy o Wiedniu – nie przychodzą od razu do głowy, ale naszym celem było – jak w tytule – realizowanie marzeń.

Ogród Zoologiczny Schonbrunn
Inspiracją do odwiedzenia wiedeńskiego zoo stały się czarno-białe sympatyczne niedźwiadki bambusowe, które udzieliły swego wizerunku Światowemu Funduszowi na Rzecz Przyrody (WWF). Żadne polskie zoo nie ma wśród swych podopiecznych pandy wielkiej. Ponadto w wiedeńskim ogrodzie spotkać można również egzotyczne, a w polskich niespotykane, przesympatyczne zwierzę, jakim jest koala. Zoo w stolicy Austrii jest najstarszym działającym nieprzerwanie zoo na świecie. Założone zostało jako cesarska menażeria w 1752 r. przez księcia Franciszka Stefana Lotaryńskiego - męża cesarzowej Marii Teresy. Znajduje się na tyłach pałacu Schőnbrunn i można tu zobaczyć ponad 700 gatunków zwierząt. Jednak to pandy przyciągają najwięcej turystów. Są one wdzięcznym obiektem do obserwacji, fotografowania i filmowania. Obecnie ogród zoologiczny posiada trzy osobniki – dwa małe i jednego dużego. Bliźniaki – Fu Feng i Fu Ban – urodziła w 2016 roku panda Yang Yang. Każda panda wielka jest własnością Chin i do ogrodów zoologicznych trafia na zasadzie użyczenia. Kiedy osiąga wiek dwóch lat i może samodzielnie funkcjonować, zostaje przeniesiona do naturalnego środowiska. W wiedeńskim zoo w 2007 r. po raz pierwszy drogą naturalną udało się rozmnożyć pandy. Również koala okazała się dla nas łaskawa. Zwierzęta te prowadzą nocny i stacjonarny tryb życia, przez większość czasu przebywając wśród gałęzi drzew. Żywot tych z wiedeńskiego zoo nie różnił się od żyjących na wolności pobratymców. Mieliśmy sporo szczęścia, gdyż jeden z dwójki torbaczy usadowił się na gałęzi przodem do zwiedzających. Zoo na pewno stanowi niezwykłą atrakcję, przede wszystkim dla dzieci, ale i dorośli spędzą tu bardzo przyjemnie czas.

Trześniewski
Dorotheergasse tętni kopytami koni. Co parę minut ulicą przejeżdża fiakier, niosąc dookoła wdzięczne echo. Dzisiaj - tak jak dawniej - częściej słychać tu przejeżdżającą dorożkę niż silnik samochodu. A że Wiedeń przyciąga miliony turystów, więc i na dawny transport jest zapotrzebowanie. Na początku uliczki – tuż przy Graben - znajduje się jeden z polskich akcentów, których w stolicy Austrii znaleźć można niemało. Sądzę jednak, że ten nie jest znany szerszemu gronu. Chodzi mianowicie o bardzo popularną wśród tubylców kanapkarnię o trudnej dla nich do wymówienia nazwie, a jakże swojskiej dla nas - Trześniewski. Lokal serwuje same kanapki, a właściwie kanapeczki, gdyż rozmiar takiego frykasa wynosi 8x4,5 cm. Każda kanapka posmarowana jest pastą jajeczną. Do tego dodawane są różne składniki – również w formie pasty - które na pewno zadowolą niejedno podniebienie. Można wziąć kanapkę i z tuńczykiem, i z jajkiem, i ze szpekiem, czyli z boczkiem. Wśród rzędów kolorowych kanapek znaleźć też można takie z szynką, cebulą, papryką i z łososiem oraz wiele innych – do wyboru do koloru. Do tego zamówić można sok lub kufelek piwa, poczynając od bardzo pasującej do rozmiaru kanapek wielkości - 1/8 litra, czyli tzw. pfiffu, którą to miarkę wymyślił sam założyciel. Wszystko to serwowane jest na firmowej zastawie. Lokale rozsiane są po całym Wiedniu, a założył je w 1902 r. nasz rodak Franciszek Trześniewski, który świetnie wpasował się w potrzeby wiedeńczyków. Przy kawiarnianym stylu życia takie bistro znalazło swoich wielbicieli. Hasło zachęcające do odwiedzenia lokalu brzmi „Niewypowiedzianie smaczne” - i coś w tym jest...

Heeresgeschichtliches Museum (HGM) - Muzeum Historii Wojskowości
Dwuskrzydłowy piętrowy gmach kryje pamiątki historyczne od XVI wieku po wiek XX. Budynek, w którym znajduje się muzeum, ukończono w 1856 r. od razu z takim właśnie przeznaczeniem. Architektura budowli nawiązuje do stylu mauretańskiego i bizantyjskiego. Wnętrza są bogato zdobione pięknymi kolumnami, posągami oraz malowidłami sufitowymi. Otwarcie muzeum nastąpiło w 1869 r. Zbiory wyeksponowane są w kilku tematycznie podzielonych salach, poświęconych następującym zagadnieniom: wojna trzydziestoletnia, XVIII wiek, sala rewolucji, Radetzky’ego, sala Franciszka Józefa, Sarajewo, I wojna światowa i upadek monarchii, lata międzywojenne oraz II wojna światowa, a także Austria jako mocarstwo morskie. Co ciekawe, ulotki przedstawiające tło historyczne i ekspozycję danego działu przetłumaczono również na język polski. Ze względu na zainteresowania nasza uwaga skoncentrowała się głównie na sali poświęconej Sarajewu i I wojnie światowej. Bardzo duże wrażenie robi automobil marki Gräf&Stift, w którym 28 czerwca 1914 r. został zastrzelony przez Gavrila Principa następca tronu austro-węgierskiego Franciszek Ferdynand oraz jego żona Zofia. W karoserii pozostała dziura po kuli, która przyniosła śmierć arcyksiężnej. W tej samej sali obejrzeć można zakrwawiony mundur arcyksięcia, szezlong, na którym dokonał żywota i inne przedmioty związane z tym tragicznym wydarzeniem. Zarówno wypadki, które rozegrały się wówczas w Sarajewie, jak i ta sala są preludium do tego, co działo się później, gdyż dalsze zbiory prowadzą przez tragiczne lata I wojny światowej. Począwszy od bukiecików rekruckich, którymi ozdabiano nakrycia głowy i bluzy idących na wojnę – z nadzieją, że niedługo powrócą – poprzez odezwy, sztandary, mundury, wyposażenie, odznaczenia, uzbrojenie, aż po gablotę poświęconą inwalidom wojennym. Na końcu zaś ustawiono krzyże symbolizujące kruchość ludzkiego żywota, zaplątanego w okrutną machinę wojny. W tej części wystawy natkniemy się na polski akcent: kopułę pancerną z twierdzy Przemyśl wyprodukowaną w zakładach Emila Škody w Pilźnie w 1894 r. Po obejrzeniu takiej ekspozycji chciałoby się, aby muzealne hasło „Wojny należą do muzeów” nie było tylko sloganem.
Zarówno Muzeum Historii Wojskowości, jak i ogród zoologiczny oferują bilety ulgowe dla osób niepełnosprawnych. Warto się o nie dopytywać, bo naddunajska metropolia jest dość drogim miastem. Sygnalizacja świetlna na przejściach dla pieszych w większości jest udźwiękowiona. Jednak dźwięk nie włącza się automatycznie, a trzeba nacisnąć przycisk umiejscowiony na słupie sygnalizacji. Po stolicy Austrii poruszaliśmy się metrem – stacje są dobrze oznakowane, a przystanki zapowiadane. Co ciekawe część najważniejszych budowli, jak katedra św. Szczepana, cesarskie pałace Schőnbrunn i Hofburg posiada polskojęzyczne audioprzewodniki. Bliskość od polskiej granicy, mnogość zabytków, bogata oferta kulturalna, wyjątkowa kuchnia sprawiają, że Wiedeń jest doskonałym kierunkiem zarówno dla tych, którzy wolą wycieczki zorganizowane, jak i dla tych, którzy chętnie zwiedzają samodzielnie, z rodziną lub znajomymi.