skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Znani i lubiani

Miał szczęście i umiał się nim dzielić Beata Dązbłaż

1 maja 2018 r. odszedł w wieku 87 lat Tadeusz Majewski, doktor psychologii, który zawodowo i prywatnie związany był przez całe życie ze środowiskiem niewidomych i głuchoniewidomych, oddany także sprawie wszystkich osób z niepełnosprawnością.

Uporządkowany i konkretny
W pamięć wielu zapadł jako człowiek o ogromnej samodyscyplinie i zorganizowany, co pozwoliło mu z powodzeniem angażować się w wiele projektów.
- Był bardzo uporządkowany, konkretny i zawsze przygotowany. Na każde spotkanie miał wcześniej przemyślany plan. Równocześnie był bardzo pogodny, nigdy na nic nie narzekał. Gdy się spotykaliśmy, pytał: „Jak się czujesz – dobrze czy bardzo dobrze?”. Innych odpowiedzi nie uznawał – wspomina dr. Tadeusza Majewskiego Elżbieta Oleksiak, kierownik Centrum Rehabilitacji Instytutu Tyflologicznego Polskiego Związku Niewidomych (PZN). Tam właśnie w połowie lat 70. zetknęły się ich drogi po raz pierwszy. – Przyszłam wtedy do pracy, mając lat 18, nie znałam problemów tego środowiska. Dr Majewski, gdy spotkaliśmy się po raz kolejny, już po jego powrocie z Kenii, ja skończyłam wtedy studia, był zaskoczony moją przemianą. Do ówczesnego mojego szefa pana Józefa Mendrunia powiedział, że chyba rośnie nam dobra specjalistka. Takie słowa z jego ust były dla mnie nobilitujące – dodaje z uśmiechem.
– Podziwiałem zorganizowany i uporządkowany rytm życia Tadeusza – nie raz mi opowiadał, że po otrzymanej u mnie edukacji komputerowej rozpoczynał dzień od kilku godzin pracy przy komputerze, tworząc teksty czy wyszukując przeróżne potrzebne informacje w sieci – mówi Grzegorz Kozłowski, współzałożyciel i wieloletni przewodniczący Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym oraz współzałożyciel i jeden z fundatorów Polskiej Fundacji Osób Słabosłyszących oraz Fundacji Tu Przekraczamy Granice. Z przyjemnością wdrażał on dr. Majewskiego, który już po sześćdziesiątce postanowił nauczyć się obsługi komputera, przekonując się, że wiek nie ma tu żadnego znaczenia.

Czerpać z wiedzy i doświadczenia
Grzegorz Kozłowski wraz z dr. Tadeuszem Majewskim tworzył podwaliny Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym (TPG). Doktor był jednym z założycieli tej organizacji, a przez wiele kadencji wchodził w skład jej zarządu jako wiceprzewodniczący. Ich bliska współpraca rozpoczęła się pod koniec lat 80., kiedy to PZN prowadził m.in. działania na rzecz tej właśnie grupy swoich członków. – Tadeusz był wtedy w Polsce jednym z niewielu ludzi, którzy o głuchoślepocie mieli pojęcie. My byliśmy na początku drogi, dlatego chcieliśmy czerpać z wiedzy i doświadczeń zagranicznych – Tadeusz był „jak znalazł” – świetnie znał angielski i niejedno w świecie widział – właśnie wtedy powrócił do Polski po 6-letnim pobycie w Kenii – mówi Grzegorz Kozłowski. Doktor wolontariacko tłumaczył materiały drukowane, był tłumaczem podczas spotkań z zagranicznymi specjalistami, a także jeździł jako tłumacz i przewodnik na zagraniczne konferencje.

Zasługi nie tylko dla Polski
W Kenii dr Majewski pełnił funkcję doradcy tamtejszego Ministerstwa Spraw Socjalnych. „Przebywając w tym afrykańskim kraju prawie sześć lat, działał bardzo ofensywnie, organizując system rehabilitacji zawodowej od podstaw i przeprowadzając wiele szkoleń dla tamtejszego raczkującego personelu. Przygotował też odpowiednie podręczniki i materiały w języku angielskim, które zostały przełożone na język miejscowy. Publikacje te zostały rozesłane również do innych krajów afrykańskich. Wyniki jego pracy w Nairobi były na tyle satysfakcjonujące, że władze WHO w Genewie powierzyły mu misję zorganizowania tam Afrykańskiego Instytutu Rehabilitacji, mającego na celu kształcenie specjalistów także z innych krajów afrykańskich, z którego to zadania Tato jak zwykle wywiązał się znakomicie. Z powstałych dzięki Instytutowi możliwości edukacyjnych korzystali studenci z jedenastu dawnych kolonii brytyjskich. Na jego wzór powstały też podobne instytucje w krajach Afryki frankojęzycznej – czytamy w pośmiertnym wspomnieniu zięcia dr. Majewskiego – Janusza.
Jeszcze wcześniej przez rok pracował on w Teheranie jako doradca rządu irańskiego, organizując system zatrudniania osób z niepełnosprawnością i szkolenie miejscowych kadr. Pracował tam w otoczeniu specjalistów z Norwegii i Wielkiej Brytanii, tworząc poradnik w języku angielskim, przetłumaczony na język miejscowy. Do powrotu do Polski nakłoniła go tęsknota jego jedynej córki, wybrał więc życie rodzinne nad intratną pracę. „W związku z jej prośbą, pomimo bardzo korzystnych warunków finansowych, jako bardzo czuły ojciec, podjął On jedynie słuszną moralnie decyzję o powrocie do kraju. Nie da się ukryć, że decyzja ta świadczyła o preferencjach Taty w sferze wartości, bowiem potrafił On postawić wyżej nad interes materialny uczucia i wartości rodzinne” – pisze we wspomnieniu zięć doktora.

Wszystkie kontynenty
Jedną z pasji dr. Majewskiego były podróże. Zwiedził on wszystkie kontynenty oprócz Antarktydy. Tak sam o tym mówił w wywiadzie dla „Pochodni” udzielonym w 1998 r. Iwonie Różewicz: „Istotnie, podróże to moja pasja. Podróżuję od 1963 roku. Czy byłem wszędzie? Chyba tak, za wyjątkiem Japonii. A co mnie szczególnie zainteresowało? To bardzo trudne pytanie, bo wszędzie można znaleźć coś interesującego. Ale gdyby mnie zapytano, gdzie chciałbym mieszkać poza krajem, to wybrałbym Kenię. Może ze względu na ten cudowny klimat, gdzie zawsze jest ciepło, a deszcz jest przyjemnością, a nie uciążliwą pluchą. Często obce kraje są czymś innym, niż nam się z oddali wydaje. Na przykład Madagaskar nie jest oazą szczęścia, lecz miejscem niewyobrażalnej wprost biedy. Zawsze mnie interesowało to, co można by nazwać folklorem, a więc niekoniecznie obiekty architektoniczne opisane w przewodnikach, lecz wiejskie budownictwo, naprawdę piękne, oryginalne, ludowe tańce, śpiew”.
Gdy był już starszy, nie zrezygnował z podróży, organizował je tylko w mikroskali. – Zwiedzał Mazowsze, planując precyzyjnie wcześniej te wyjazdy. Podróżował pociągami, ustalał wcześniej godziny przejazdu i to, co można zwiedzić w danym miejscu. Nie pozwalał sobie na nudę – wspomina Elżbieta Oleksiak.

Muzyka – towarzyszka życia
Muzyka to druga pasja dr. Majewskiego. Był melomanem, wychował się na muzyce – jego niewidomy wujek, brat matki, był profesjonalnym muzykiem. Tak o tym mówił w rozmowie z Iwoną Różewicz: „Ponieważ mieszkaliśmy w jednym domu, byłem więc muzyką bombardowany od małego. Muzykiem nie zostałem – wuj mnie zdyskwalifikował, ponoć nie miałem słuchu. Zawodowym muzykiem został mój brat, a ja zostałem melomanem, kochającym muzykę poważną, operę, operetkę, tę ostatnią może nawet szczególnie, na «Wesołej wdówce» byłem chyba 60 razy”. Wszystkie jego podróże rozpoczynały się od sprawdzenia repertuaru opery czy operetki. Nawet wtedy, gdy dysponował bardzo nikłymi środkami finansowymi, pozwolił sobie na wizytę w Metropolitan Opera w Nowym Jorku, kupił jednak bilet na miejsce stojące za dolara i 25 centów.
Muzyka towarzyszyła mu całe życie, zarażał nią także innych. – Poza spotkaniami służbowymi uczestniczyłam także w organizowanych przez Tadeusza spotkaniach towarzyskich u niego w domu. Były one doskonałe pod każdym względem. Na początku spotkania zapowiadał bogate menu, sam przygotowywał wiele potraw: przystawki, główne dania, deser. Było także słuchanie muzyki, którą uwielbiał, opowiadanie o jego podróżach, pokazywanie pamiątek. Ale słuchał także nas, był bardzo ciekaw tego, co się dzieje w PZN czy TPG, zawsze go to interesowało – mówi Elżbieta Oleksiak.

Dowcipny, towarzyski
Był osobą towarzyską. – Znał mnóstwo dowcipów. Lubił żartować. Miał wiele zabawnych powiedzeń, które wypowiadał „z przymrużeniem oka”, np. „Nie lubię kobiet, które biorą miłość zbyt tragicznie”; „Umówiłem się dzisiaj z moją byłą narzeczoną” – wszyscy wiedzieliśmy, że chodziło o jego kochaną żonę – wspomina Pani Elżbieta.
– Pamiętam naszą wspólną, bardzo interesującą podróż do Holandii na zebranie grupy roboczej zajmującej się kwestiami zatrudnienia osób głuchoniewidomych w Europie – nie tylko świetnie tłumaczył podczas obrad, ale również umiał włączyć się w „życie towarzyskie” i kuluarowe. Przy czym nigdy nie próbował dominować, raczej wspierał, ale w rozmowie mi pozostawiał inicjatywę. Jako znawca dobrych manier – podpowiadał, jak zachowywać się w stosunku do różnych osób – tak młodych, jak i starszych – opowiada Grzegorz Kozłowski.
– Dziękuję losowi, że miałem możliwość poznać Tadeusza, że mogłem widzieć go w działaniu, uzyskać trochę wiedzy, spędzić niejedną sympatyczną chwilę przy stole, wysłuchując niejednej historyjki czy anegdoty – trudno było się przy nim nudzić – wręcz przeciwnie – czas mijał szybko – mówi Grzegorz Kozłowski.

Związany od dzieciństwa
Skąd u dr. Majewskiego tak silny związek ze środowiskiem niepełnosprawnych, a w szczególności niewidomych i głuchoniewidomych? Sam tak to wyjaśniał w rozmowie z Iwoną Różewicz: „Ze środowiskiem niewidomych związany jestem od dzieciństwa. Moja ciotka i wuj, rodzeństwo mojej matki, byli niewidomymi od urodzenia. Mieszkaliśmy obok siebie, a więc i obok siebie żyliśmy. Były to lata wojny i pierwszy okres powojenny. Już wtedy zaczął kształtować się u mnie pozytywny obraz niewidomego, głównie za sprawą wuja, który był profesjonalnym muzykiem, grał na wielu instrumentach, dawał koncerty. A więc – niewidomy potrafi. To był ten pierwszy punkt, wyjściowy. Potem w czasie studiów, w Zakładzie w Laskach dowiedziano się o moich zainteresowaniach środowiskiem niewidomych. Laski zaproponowały mi pracę wychowawcy na letnich turnusach wypoczynkowych i wówczas zetknąłem się z niewidomą młodzieżą. Kontynuowałem tę pracę przez trzy lata, a po studiach zacząłem pracować w Laskach jako nauczyciel i wychowawca. Następną okazją poznawania niewidomych był tworzony wówczas Zakład Rehabilitacji Podstawowej dla osób nowo ociemniałych, gdzie zostałem zatrudniony jako psycholog. Było to dla mnie bardzo ważne doświadczenie, ponieważ do zakładu trafiały osoby bezpośrednio po utracie wzroku, niemal prosto ze szpitala. Pomoc psychologa była im niezbędna. Natomiast moja współpraca z PZN rozpoczęła się, gdy podjąłem pracę w Ministerstwie Zdrowia i Opieki Społecznej, które sprawowało wówczas nadzór merytoryczny nad działalnością Związku. Wspólnie ustalaliśmy kierunki działań i sposób finansowania”.
Tak pracę swojego teścia wspomina Pan Janusz: „W międzyczasie prowadził badania naukowe m.in. nad zagadnieniem psychicznej adaptacji do nowych warunków u osób, które straciły wzrok. W oparciu o praktykę i teorię pogłębia też swoją wiedzę z zakresu problematyki dotyczącej nie tylko niewidomych, ale również wszystkich rodzajów niepełnosprawności. Badania i wiedza zdobyta w tym okresie, w niedługim czasie przyniesie rezultat w postaci pracy doktorskiej oraz napisanej w oparciu o nią i wydanej przez PWN głównej książki naukowej pt. «Psychologia Niewidomych i Niedowidzących». W tym czasie pogłębia i szlifuje swój angielski. W oparciu o te osiągnięcia nasz Tato rozpoczyna też działalność dydaktyczną na większą skalę. Najpierw prowadzi wykłady w Centrum Kształcenia Podyplomowego w Warszawie, a następnie, już w charakterze adiunkta z psychologii niewidomych i niedowidzących w Zakładzie Psychopedagogiki Specjalnej na Wydziale Pedagogiki i Psychologii na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Później wykłada psychologię niewidomych i słabowidzących w Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Jego wiedza i znajomość przedmiotu, jego pracowitość i zdolności organizacyjne zostają dostrzeżone również w Ministerstwie, gdzie otrzymuje awans na stanowisko naczelnika wydziału Rehabilitacji Zawodowej w Departamencie Rehabilitacji”.

„Dobrze czy bardzo dobrze?”
Dr Tadeusz Majewski nie narzekał na to, co go spotyka. Nawet gdy ciężko zachorowała jego żona, pomimo że opiekował się nią w domu, dalej angażował się w działania, m.in. w PZN. – Zawsze prosił tylko, by go wcześniej poinformować, że będzie potrzebny, by miał czas to sobie zorganizować – mówi Elżbieta Oleksiak.
Nie narzekał także wtedy, gdy w końcówce swego życia sam cierpiał na chorobę neurologiczną. Nie afiszował się z tym. – W ostatnich latach starałam się dzwonić na święta czy imieniny, nie zawsze odbierał już telefon. Teraz wiem, że zapewne nie mógł, ale nie wiedziałam, że był chory, nie mówił o tym – dodaje.
Dr Tadeusz Majewski niejednokrotnie sam wspierał osoby w trudnym położeniu. Grzegorz Kozłowski wspomina: – Podczas zebrań zarządu omawialiśmy nieraz różne trudne, indywidualne przypadki dzieci, młodzieży, dorosłych głuchoniewidomych. Tadeusz nie raz, gdy była taka potrzeba, nie wahał się wesprzeć materialnie takich potrzebujących podopiecznych.
Pani Elżbieta Oleksiak chciałaby, by została opublikowana monografia twórczości dr. Tadeusza Majewskiego. – Obok prof. Zofii Sękowskiej ma on ogromny dorobek naukowy w postaci książek i artykułów poświęcony środowisku osób z niepełnosprawnością wzroku. Być może z czasem uda się wydać taką monografię.
„Jak wiadomo, szczęście sprzyja ludziom z predyspozycjami do szczęścia. Nie da się ukryć, że nasz Tato właśnie należał do tego rodzaju »szczęściarzy«. I jeszcze jedno: na pewno należał On do tej kategorii ludzi przyciągających szczęście, którzy potrafią się nim podzielić z innymi, zwłaszcza z rodziną” – pisze na zakończenie swojego wspomnienia zięć Janusz.

***
Tadeusz Majewski – doktor psychologii. Specjalista psychologii i rehabilitacji niewidomych oraz głuchoniewidomych. Psycholog i wychowawca w Zakładzie dla Dzieci Niewidomych w Laskach koło Warszawy. Pracownik Zakładu Rehabilitacji Podstawowej i Społecznej Polskiego Związku Niewidomych. Wieloletni pracownik dydaktyczny m.in. Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie, wykładowca Zakładu Psychopedagogiki Specjalnej na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Uczestnik wielu konferencji naukowych krajowych i zagranicznych. Ekspert Międzynarodowej Organizacji Pracy ONZ w Iranie i Kenii. Autor kilkudziesięciu prac naukowych, poradników i kilkuset artykułów. W latach 1961-1983 pracownik Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej. Od 1977 roku naczelnik Wydziału Rehabilitacji Zawodowej w Departamencie Rehabilitacji w tym ministerstwie. Wieloletni członek i działacz Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Walki z Kalectwem (TWK), działacz PZN i TPG, a także Fundacji Polskich Niewidomych i Słabowidzących „Trakt”. Członek Społecznej Rady Naukowej PZN i TWK. Ekspert TWK ds. rehabilitacji osób niepełnosprawnych i głuchoniemych oraz kontaktów zagranicznych. W 2004 roku odznaczony Medalem Twórcy Polskiej Rehabilitacji, przyznanym przez TWK.