skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Rehabilitacja

By patrzeć bez wysiłku Barbara Zarzecka

O tym, jak dbać o wzrok i co robić, by oczy nie były zmęczone - z trenerem widzenia Mikołajem Markiewiczem rozmawia Barbara Zarzecka.

Barbara Zarzecka: - Prowadzi Pan Instytut Treningu i Terapii Widzenia. Kim pan jest z wykształcenia?
Mikołaj Markiewicz: - Jestem psychologiem, już niemal 40 lat zajmuję się usprawnianiem widzenia. I to nie jest tyflopedagogika czy pedagogika specjalna. Ja to nazywam treningiem widzenia czy treningiem wzroku. Pokazuję, że na każdym poziomie, etapie widzenia, warto wykonywać „gimnastykę oczu”. I to nie muszą być jakieś specyficzne ćwiczenia. Bo organizm bardzo często sam wie, co zrobić, żeby jakieś różne problemy poprawić. Oczywiście dobrze jest, jak te ćwiczenia są dobrane przez trenera, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma takie możliwości, by uczestniczyć w zajęciach.

B.Z.: - Na czym polegają te ćwiczenia?
Sama metoda upowszechniła się dzięki Aldousowi Leonardowi Huxleyowi, autorowi „Nowego wspaniałego świata”, który miał barwnikowe zwyrodnienie siatkówki. Zaczął on stosować ćwiczenia i dużo na nich skorzystał. A ponieważ był znanym pisarzem, napisał taką małą książeczkę na ten temat („Sztuka widzenia”), która się bardzo szybko rozpowszechniła w Stanach i w innych krajach anglojęzycznych.
Dobór ćwiczeń jest indywidualny, zależy od problemów, jakie mamy. Inne będą ćwiczenia, jeśli jest zaburzona motoryka oczu, inne – jeśli jest słaba ostrość wzroku, a zupełnie inne – jeśli nie ma obuoczności, albo jest słaba obuoczność, czy jak ktoś ma bardzo zmęczone oczy, bo patrzy z wielkim wysiłkiem.

B.Z.: - A po czym to poznać? Skąd wiemy, że oczy są zmęczone?
M.M.: - To jest właśnie zasadnicze pytanie. Dla mnie sprawa, co zrobić, żeby oczy były wypoczęte, to jest absolutna podstawa. W przypadku dorosłych, to jest praca nad świadomością. Jak się 10 razy spróbuje poczuć swoje oczy, skupi się na nich, to człowiek zaczyna czuć, kiedy ma zmęczone, kiedy nie ma zmęczonych. Gorzej jest w przypadku dzieci, szczególnie tych niemówiących, albo z upośledzeniem intelektualnym – tu trzeba z obserwacji. Natomiast rzeczywiście jest tak, że przeciętny współczesny człowiek ma coraz bardziej zmęczone oczy. I tego nie czuje. Zaczyna o tym myśleć dopiero, gdy go szczypią lub łzawią, a wtedy to te oczy są już skrajnie wymęczone.
To zmęczenie to przede wszystkim wina ekranów. Badania pokazują, że nauka i praca przy komputerze jest główną przyczyną krótkowzroczności. Nie wiem, czy sobie Pani z tego zdaje sprawę, ale Pani ma przed sobą teraz cztery ekrany. Ja nie mówię tego z wyrzutem, ja mam tak samo. Natomiast musimy być świadomi tego, że to jest bardzo duży wysiłek dla oczu. Bo one są stworzone do tego, by patrzeć daleko. Więc chociażby to, że się patrzy blisko, jest wysiłkiem. Współczesny świat jest taki, że przez większość czasu pracujemy w bliży, z tekstem, przed ekranem. I dla wielu osób, które medycznie nie mają problemów z oczami, wzrok może być paradoksalnie największym ograniczeniem. Bo jeśli spędzają 12 godzin przed ekranem, to może być tak, że w którymś momencie dnia przeciążenie oczu uniemożliwia im efektywną pracę. Zmęczenie oczu to jest tragedia naszych czasów. Technika daje nam nieograniczony dostęp do informacji, a ograniczeniem zaczynają być oczy.

B.Z.: - No właśnie, długo pracujemy przy komputerze. Poradniki podają, by robić ćwiczenia, przerwy, popatrzeć sobie w okno. Wiadomo, że w praktyce to wygląda różnie. Najczęściej jesteśmy tak zajęci pracą, że zapominamy i dopiero pod koniec dnia się orientujemy, że szczypią nas oczy. Czy ma Pan jakieś pomysły, by nasze oczy nie były takie zmęczone?
M.M.: - Tu nie ma alternatywy. Wszyscy, ale szczególnie osoby słabowidzące, muszą sobie robić przerwy i muszą zadbać o oczy. Więc jak ktoś zapomina, to trochę tak, jakby zapominał jeść, albo iść do toalety. Nie można tak robić. W przypadku osób słabowidzących zmęczenie to może być ten jeden czynnik, który powoduje stopniowe pogarszanie się wady wzroku. Ale w dodatku jest to czynnik, na który mamy wpływ. Jeśli ktoś zapomina, niech sobie ustawi przypomnienie w telefonie. Żeby raz na dwadzieścia, raz na trzydzieści minut zrobić sobie przerwę i zadbać o oczy. I to, co Pani mówi: spojrzeć daleko przez okno, to jest super pomysł. Nawet nie musimy odrywać się od obowiązków. Bo powiedzmy, że to jest praca biurowa, to zazwyczaj, oprócz tego, że musimy coś robić na komputerze, musimy też gdzieś zadzwonić. I rozmawiając przez telefon, możemy odsunąć się od ekranu, popatrzeć na ulicę, na podwórko. I dla wzroku to już jest odpoczynek. A Pani w ogóle ma tu fajnie, bo Pani ma za oknem zielono, a oczy lubią zieleń.

B.Z.: - Co można poprawić, fundując sobie taką terapię wzroku? Ostrość, pole widzenia?
M.M.: - Wie Pani, poprawić można bardzo dużo, co nie znaczy, że ta poprawa będzie u każdego. Bo to jest tak, jak z ćwiczeniami gimnastycznymi czy nauką tańca. Jedni bardziej skorzystają, inni mniej. Jedni schudną od gimnastyki, inni nie, jedni nauczą się świetnie tańczyć, a inni nie. Więc ja nigdy nie wiem, jaki będzie efekt. Ale każdy może spróbować. Oczywiście nie przeskoczymy biologii, czyli jak są uszkodzenia mechaniczne, czy nieprawidłowa budowa narządu wzroku, to widzenia nie poprawimy. Ale jeśli chodzi o wrażliwość komórek i to, co robi mózg, czyli jak my analizujemy obraz, to tu jest wielkie pole do popisu.
I wszystko jedno, czy to są osoby słabowidzące, czy superwidzące. Jeśli będą patrzyły z mniejszym wysiłkiem, jak trochę sobie poćwiczą oczy odpowiednimi metodami, to różne umiejętności można poprawić. Czyli to może być: komfort widzenia, troszkę ostrość widzenia. Według mnie u dorosłych również jest sens pracować nad widzeniem przestrzennym. Mimo że jest przyjęte, że u osób dorosłych już nic się w tej materii nie da zrobić, ja mam takie doświadczenia, że widzenie przestrzenne może się poprawić. Z polem widzenia to jest tak, że się nie zwiększy, ale może się poprawić wrażliwość na bodźce z pola widzenia, to jest coś, nad czym zdecydowanie warto pracować.

B.Z.: - Czy w każdym przypadku, przy każdej wadzie można robić te ćwiczenia. Czy one nie obciążają i tak już słabego wzroku?
M.M.: - To jest bardzo dobre pytanie, bo ono oddaje istotę problemu. Otóż jest dokładnie odwrotnie. Bo ja zawsze powtarzam: najpierw rozluźnij, potem ćwicz. Więc to nie obciąża wzroku. Ćwiczenie może być w którymś momencie trudne, ale ja zwracam uwagę, że w takim razie trzeba wracać do relaksu, odpocząć i potem znowu ćwiczyć. Natomiast to nie są takie ćwiczenia jak w siłowni, to nie może być ćwiczenie wysiłkowe. Więc jeśli ktoś ma zmęczony wzrok i na tyle słaby, że patrzy z trudnością, to będzie potrzebować głównie technik relaksacyjnych.
Mój trening jest dla wszystkich, również dla tych, którzy nie mają żadnych problemów medycznych. Współpracuję na przykład z klubem sportowym, tam są ludzie, którzy widzą bardzo dobrze. Ale jeśli oni sobie jeszcze bardziej poprawią ocenę odległości, wrażliwość na bodźce peryferyjne, czy szybkość i precyzję ruchów oczu, to będą lepsi na boisku.

B.Z.: - A czy w przypadku postępujących chorób oczu, gdy na przykład stopniowo zmniejsza się pole widzenia, to te ćwiczenia mogą opóźnić ten proces?
M.M.: - Mnie jest bardzo trudno odpowiadać na takie pytania, bo nie chcę dawać złudnej nadziei. Ale rzeczywiście, jeśli ktoś dba o wzrok, to bywa, że procesy chorobowe postępują wolniej albo się zatrzymują. Większość chorób oczu to są procesy degeneracyjne i jeśli to oko jest lepiej dożywione, dokrwione, natlenione, jeśli nie forsujemy wzroku, to jest logiczne, że postęp choroby może się spowolnić. Więc jeśli ktoś nie ma takich oczekiwań nierealistycznych, że nagle zacznie super widzieć, to wtedy jest głęboki sens, żeby ćwiczyć.

B.Z.: - Słabowidzącym dzieciom zakleja się oko, którym widzą lepiej, żeby to słabsze się nie rozleniwiało. Dorośli już tak nie robią, po prostu patrzą tym okiem dominującym, a z czasem stają się jednooczni. Jak to jest z tą pracą nad okiem słabszym?
M.M.: - Wiadomo, że jeśli jedno oko jest słabsze, to w ogromnej większości przypadków człowiek będzie patrzył tym lepszym. Natomiast ideałem jest uzyskanie takiej sytuacji, byśmy świadomie używali obydwu oczu. I wszystko jedno, czy mamy 6 czy 86 lat. Ćwiczenia są bardzo ważnym uzupełnieniem terapii okluzyjnej, czyli zasłaniania oka. Ale dobrze byłoby, również u dzieci, wprowadzać ćwiczenia na świadomą obuoczność. Żeby człowiek zdawał sobie sprawę, że właśnie patrzy dwoma oczami. Jeśli ktoś potrafi tak spojrzeć, by rozdwoić wizualnie przedmiot, albo sprawić, by dwa odległe elementy obrazu naszły na siebie, to znaczy, że patrzy obuocznie, bo jednym okiem nie osiągnie takiego efektu. Tylko tu już naprawdę trzeba pracować z terapeutą, bo to są trudne ćwiczenia. Główną przeszkodą będzie to, że człowiek zaczyna to robić na siłę, męczy mu się wzrok, i więcej sobie robi szkody niż pożytku.
Jeśli jedno oko jest dużo słabsze, to ja bym zalecał połączenie tych metod. Ćwiczenia na świadome patrzenie obydwoma oczami, być może zasłanianie tego lepszego oka, dużo, dużo technik relaksacyjnych oraz inne ćwiczenia, na inne funkcje wzrokowe. Jeśli jest duża różnica w oczach, to my nigdy nie uzyskamy superwidzenia i superoceny odległości, ale naprawdę jest bardzo duża szansa, że to słabsze oko przestanie się rozleniwiać. Bo tak naprawdę problemem jest to, że mózg rezygnuje z patrzenia tym słabszym okiem i człowiek zaczyna być jednooczny. Natomiast jeśli się włączy takie ćwiczenia podtrzymujące, to mózg cały czas będzie korzystał z dwojga oczu, mimo że ten jeden obraz jest słabszy. A jak mózg korzysta z dwojga oczu, to znaczy, że dwie półkule są stymulowane. Jak mózg zaczyna patrzeć tylko jednym okiem, to mimo że to jedno oko jest „podłączone” i do lewej, i do prawej półkuli, to tak naprawdę część mózgu jest mniej stymulowana. Więc żebyśmy dobrze funkcjonowali, żebyśmy używali całego swojego potencjału, dobrze jest, żeby to słabsze oko też chociaż troszkę funkcjonowało. Nawet jeśli ktoś bardzo źle widzi jednym okiem, to dobrze, żeby ono się nie wyłączało.

B.Z.: - Z moich obserwacji wynika, że w Polsce sporo się pracuje z dziećmi słabowidzącymi. Natomiast rehabilitacja dorosłych, którzy niedowidzą, sprowadza się głównie do doboru narzędzi typu lupa, powiększalnik itd. Jak Pan myśli, dlaczego?

M.M.: - Według mnie to jest związane z dwiema rzeczami: z jednej strony jest takie przekonanie, że u dorosłych niewiele osiągniemy. A z drugiej strony: jest to obszar tyflopedagogiki, a ta dziedzina skupia się głównie na dzieciach. Oczywiście o dzieci trzeba dbać. Ale człowiek jest w stanie się rozwijać, poprawiać swoją sprawność w każdym wieku. Ja z dorosłymi również miewam fenomenalne wyniki.
Ale ja wywodzę się z innego środowiska, tego, co robię, uczyłem się wyłącznie za granicą. I tam pracuje się głównie z osobami dorosłymi, więc w tym moim środowisku trenerów wzroku paradoksalnie jest inaczej. Ja jestem taką osobą, która na świecie jest znana z tego, że propaguje pracę z dziećmi. Bo oczywiście medycznie te dzieci są na Zachodzie zadbane, ale jeśli chodzi o terapię wzroku niekoniecznie. A przede wszystkim powinniśmy przeciwdziałać epidemii krótkowzroczności.

B.Z.: - Praca z komputerem, smartfonem, a nawet książką, jest dla oczu niezdrowa? Dlaczego?
M.M.: - Dlatego, że oko ludzkie jest tak stworzone, że żeby złapać ostrość blisko, soczewka musi zmienić kształt, a zmienia kształt na takiej zasadzie, że kiedy patrzymy blisko, z mniej niż 5 metrów, to mięsień, który ją porusza, czyli mięsień rzęskowy, jest napięty. Im bliżej patrzymy, tym większy wysiłek tego mięśnia. Ten mięsień nie jest w stanie cały czas pracować. On też potrzebuje odpoczynku. Kiedyś nie był cały czas napięty, bo jak człowiek pracował na dworze, to było mnóstwo momentów, że patrzył daleko. A dziś mało czasu spędza się na zewnątrz, z dala od ekranu. A wielogodzinne patrzenie na małą odległość prowadzi do zmian anatomicznych, oko zaczyna inaczej rosnąć, z okrągłego zmienia się w eliptyczne. Staje się krótkowzroczne. Bo krótkowzroczność to jest zmiana kształtu gałki ocznej. Jeśli się patrzy godzinami blisko, to ten mięsień w oczach na pewno jest zmęczony. To jest czysta fizjologia. Tylko my tego nie czujemy. W Polsce ta wiedza o tym, że patrzenie blisko powoduje krótkowzroczność, zaczęła być szeroko dostępna dopiero w XXI w., kiedy to były krajowy konsultant ds. okulistyki profesor Jerzy Szaflik zaczął o tym mówić. Tak więc to jest wiedza medyczna, tu już nikt z tym nie polemizuje.

B.Z.: - Jak ja chodziłam do podstawówki, to były w całej szkole tylko dwie czy trzy osoby w okularach. A teraz…
M.M.: - No właśnie. Badania sprzed 11 lat pokazują, że w Warszawie w szkołach podstawowych całkowicie zdrowe medycznie oczy, bez żadnych wad wzroku ma niecałe 15% dzieci. To jest niepokojące. Ale bardziej niepokojące jest to, że my jesteśmy wobec tego zupełnie bezradni. Że nikt nie rozumie mechanizmów i nic się z tym nie robi. A to jest naprawdę proste, i ja tego uczę od kilkudziesięciu lat. Nauczyciel powinien stwarzać takie sytuacje, żeby dzieci od czasu do czasu mogły dać oczom odpocząć, na przykład raz w ciągu lekcji popatrzyły za okno. I to wystarczy. Ktoś może powiedzieć, że to dekoncentruje dzieci, ale one też potrzebują chwilki przerwy, również dla lepszego skupienia.

B.Z.: - No tak, a jak dziecko patrzy w okno, to jeszcze dostaje burę.
M.M.: - No właśnie, a nauczyciel powinien wiedzieć, że część tych dzieci robi to odruchowo, dlatego, że nie jest w stanie wytrzymać, patrząc cały czas blisko.

B.Z. - Pracował Pan z osobami, które mają takie bardzo duże, skomplikowane wady wzroku?
M.M.: - Tak. Ja od wielu, wielu lat współpracuję z PZN-em. Zwracają się do mnie okręgi czy koła i robię im szkolenia. Jestem psychologiem, nie mam żadnego wykształcenia medycznego. Ale jestem dobrym przykładem na to, że bez takiej stricte medycznej wiedzy, można ludziom bardzo pomóc. Dobrze byłoby, gdyby było więcej takich terapeutów wzroku.

B.Z.: - Jak to się stało, że Pan w ogóle zajął się taką dziedziną?
M.M.:- Oczywiście, jak to często w życiu bywa – zupełnym przypadkiem. Koleżanka mnie poprosiła, żebym przetłumaczył ćwiczenia z książki o terapii wzroku. To był początek lat 80. Jeszcze przez dobrych dziesięć lat po polsku nie było żadnej literatury na ten temat. W międzyczasie poszedłem na psychologię, a zaraz po studiach tak mi się życie ułożyło, że zamieszkałem w Kalifornii. I teraz ciekawostka. Taki trening wzroku, coś, co w Polsce jest dosyć niszowe i oceniane z dużym dystansem, tam jest zwyczajne. Mnóstwo ludzi ma takie doświadczenia, że sami ćwiczyli wzrok, albo ktoś w ich rodzinie ćwiczył. Oni to znają z pierwszej ręki. Okazało się, że w Stanach jest mnóstwo literatury dotyczącej treningu wzroku, w Polsce nie było żadnej książki na ten temat, więc ja się tam zacząłem uczyć. A najwięcej nauczyłem się, jeżdżąc po Europie, już od ćwierć wieku uczestniczę w corocznych konferencjach dla terapeutów wzroku. Mnóstwo specjalistów z Zachodniej Europy tam zjeżdża i dzielimy się doświadczeniami, metodami, technikami, budujemy warsztat pracy.

B.Z.: - To na koniec jeszcze poproszę o kilka rad dla naszych czytelników.
M.M.: - Pierwsza rada jest taka: oczy muszą być lepiej dożywione i muszą mieć wypoczynek w ciągu dnia. Każdy na takim poziomie, na jakim może, powinien kilka razy dziennie poćwiczyć, fizycznie poćwiczyć, żeby krew zaczęła lepiej krążyć. Żeby oczy były lepiej dożywione. Trzeba się trochę zasapać, oczywiście w granicach rozsądku, na miarę swoich możliwości. Więc dla jednego to będzie 10 razy wstać i usiąść na krześle. Dla kogoś innego – wyjść z psem, dla jeszcze innego – pójść na basen czy intensywne zajęcia z jogi. Druga rzecz – zadbać o to, by te oczy były dożywione w bierny sposób. Jeśli na przykład mamy jakąś dłuższą rozmowę telefoniczną, to nie należy rozmawiać na siedząco, tylko położyć się na łóżku, a nogi ułożyć sobie na wysokiej poduszce. Bo wtedy do głowy spływa więcej krwi. Można też robić sobie letnie okłady na powieki, z herbaty, może być nawet ciepła woda. Bo jak jest ciepło, to jest lepsze krążenie.
Jeśli ktoś na tyle widzi, że czyta i korzysta ze wzroku przy komputerze, to powinien pamiętać o przerwach. Przy czytaniu, przy pracy z komputerem. Pamiętać, by podczas przerwy patrzeć w dal, przez okno, czy – jeśli mamy taką możliwość, wyjść na chwilkę na dwór.
Należy także zwrócić uwagę na dietę. Żeby było w niej jak najmniej cukru i konserwantów. Dlatego, że nie ma tkanki w ciele człowieka, która pracuje intensywniej niż siatkówka. Jak sprawdzimy zużycie tlenu przez siatkówkę, to to proporcjonalnie do wielkości jest ono większe niż serca czy mózgu. Więc każde podtrucie może powodować to, że siatkówka trochę gorzej funkcjonuje. Siatkówka czy inne struktury oka. A oko trudno utrzymać w dobrej formie. Bo musi być przezierne, czyli rogówka, ciało szkliste, soczewka nie może mieć naczyń krwionośnych. Tam przez osmozę dokonuje się wymiana. Musimy zadbać o to, żeby oczy były naprawdę dobrze odżywione, i wtedy do tych struktur dociera też tlen i pokarm. Czyli im mniej chemii spożywczej, przetworzonego pożywienia, im więcej owoców i warzyw, tym oczy będą zdrowsze.