skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Gdy sąsiad rozwija skrzydła Dominika Putyra

Jak pisze w jednym ze swoich artykułów psycholog Tomasz Ciećwierz: „Człowiek, będąc istotą uczestniczącą w życiu społecznym, jest aktywnym obserwatorem i krytykiem otaczającej go rzeczywistości”.
Posiadamy jako homo sapiens zdolność do tworzenia stereotypów, czyli według słownikowej definicji – uproszczonych wyobrażeń oraz przekonań o konotacjach emocjonalnych i oceniających. Są one podzielane przez członków grupy bądź społeczności, a wyrażane werbalnie, obrazami czy symbolicznie. Mogą to być schematy reprezentujące grupę osób, wyszczególnioną ze względu na łatwo zauważalną cechę, mogącą opisywać ich społeczną tożsamość. Dlatego też na hasło „osoba niewidoma” pojawia się nam przed oczami stereotypowy obraz. Co jednak, gdy ktoś do tego wizerunku nie pasuje?
Mam wrażenie, że mimo coraz większej liczby pomocy i narzędzi przeznaczonych dla osób z dysfunkcją wzroku, w społecznej świadomości nasze funkcjonowanie jest tożsame z zapisem w orzeczeniu o niepełnosprawności: niezdolny do pracy i samodzielnej egzystencji. Dlaczego tak się dzieje? I kto jest za to odpowiedzialny?
Kilka tygodni temu, przy okazji protestu osób niepełnosprawnych i ich opiekunów w sejmie, pojawiły się na Facebooku posty o diametralnie różnym wydźwięku. Jedne zachęcające osoby niewidome i niedowidzące z pierwszą grupą do przyłączenia się do protestu, inne, wskazujące, że to nie powinno mieć miejsca, ponieważ osoby z dysfunkcją wzroku mogą pracować i walka o dodatkowe pieniądze byłaby nie fair. Jak te pierwsze zyskiwały względne poparcie, tak te drugie zostały zalane falą nienawiści. Rozwinęła się burzliwa dyskusja, pojawiły się wręcz agresywne wypowiedzi internautów ze środowiska osób z dysfunkcją wzroku. Skąd taka reakcja? Dlaczego tak bardzo nie zgadzamy się z postawą, że osoba niewidząca może funkcjonować w społeczeństwie na równych prawach z widzącą? Dlaczego ktoś, kto obala stereotyp osoby niewidomej jako poszkodowanej, skrzywdzonej przez los, jest źle widziany przez ogół środowiska? Dlaczego, zamiast wspierać postawy pieczętujące słowa M. Gorkiego: „Człowiek – to brzmi dumnie”, wolimy pozostać nieświadomi, do jakich rzeczy tenże człowiek jest zdolny?
Kasia, mama trzyletniej rezolutnej Zuzi, dowiedziawszy się, że jest w ciąży, podzieliła się swoimi wątpliwościami na jednym z forów dla niepełnosprawnych. Jak każda zdrowa kobieta spodziewająca się pierwszego dziecka, miała obawy podobne do osoby pełnosprawnej w tej sytuacji. Chciała dowiedzieć się, jak sobie radzą inne niepełnosprawne mamy, a w zamian spotkała się z komentarzem: „Ja sobie nie wyobrażam, by osoba niewidoma miała dziecko. Ja bym jej nie dała dziecka”. Co ciekawe, niepełnosprawne pary starające się o adopcję jeszcze do niedawna mierzyły się z ogromnymi przeciwnościami, włącznie z tym, że nie mogły liczyć na adopcję zdrowego dziecka, a jedynie na niepełnosprawnego.
Fizycy twierdzą, iż nasz świat działa według zasady najmniejszego zużycia energii i zapewne mają rację. Z kolei filozofowie uważają, że droga do szczęścia prowadzi przez trudności i zdobywanie coraz wyższych szczytów.
Bernadeta, kobieta z dużym dystansem do rzeczywistości, przyznaje otwarcie, że mówi, co myśli i nie owija w bawełnę. Ponieważ wie, że człowiek stworzony został do wyższych celów, nie zgadza się na postawy roszczeniowe, prowadzące do robienia z siebie kaleki, życiowego niedorajdy. Gdy odniesie jakiś sukces, spotyka się z argumentem „Tobie jest łatwiej, bo ty kiedyś widziałaś”. Czy to faktycznie prawda? A skąd osoba, która nigdy nie widziała, może mieć wyobrażenie, jak to jest widzieć? Może właśnie osobie, która wcześniej widziała, trudniej iść do przodu? Nie bez przyczyny mówi się: „Strach ma wielkie oczy”. Nie „uszy”, ale „oczy”. A może to rozróżnienie „ociemniały” – „niewidomy od urodzenia” nie ma żadnego wpływu na naszą aktywność?
Zdarzyło jej się, że gdy zaoponowała przeciw postawie dwudziestoletniego mężczyzny czekającego, aż ktoś założy mu kurtkę i buty, ten nagle wstał i z wyraźną złością skierował się w jej stronę. – Człowiek, który nie potrafił zawiązać sobie butów, który siedział i czekał, aż ktoś go ubierze, nagle wstał i zbliżył się do mnie z fizyczną agresją – opowiada.
Sytuacje bywają różne. Ktoś usłyszał w szkole dla niewidomych, że jego koledze/koleżance przeszkadza hałas maszyny brajlowskiej. Komuś na forum dla osób niewidomych powiedziano, że jak nie ma zdjęcia profilowego, to znaczy, że ma coś do ukrycia i że z taką osobą nie warto rozmawiać. Masażystka usłyszała od mamy niepełnosprawnego dziecka, że nie życzy sobie, by jej syna masowała osoba niewidoma. Ktoś, kto mimo braku wzroku zaczynał nietypową aktywność sportową, usłyszał: „trzeba znać swoje granice”. A innemu, bardzo aktywnemu mężczyźnie, przypięto łatkę „robi tyle, bo wciąż nie zaakceptował tego, że nie widzi”.
Dlaczego tak łatwo „hejtujemy” tych, którzy pokazują, że człowiek może więcej? Że istota ludzka stworzona jest do wyższych celów, a brak wzroku nie musi zamykać w czterech ścianach?
Pamiętam rozmowę z pewnym niewidomym profesorem. Kończył studia w czasach, kiedy wymagania były wyższe, a pomoc od państwa żadna. Zdany na dobrą wolę „bliźnich”, jak nazywał tych, którzy czytali mu podręczniki, piął się wyżej i wyżej, realizując marzenia. Dziś technika pozwala nam na dużo więcej, jej postęp otwiera kolejne możliwości, czy więc nie warto, zamiast ciągnąć pasjonatów w dół, cieszyć się z ich osiągnięć i kibicować w przełamywaniu barier?