skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Dyskusja na brak argumentów Dorota Ciborowska

Protest rodziców dzieci z niepełnosprawnością podzielił środowisko (a może już wcześniej było podzielone?). W mediach, zarówno tych tradycyjnych, jak i społecznościowych, na ulicach, towarzyskich spotkaniach, wszędzie, przez kilka tygodni był to gorący temat, na który wypowiadali się wszyscy, nawet ci, którzy do tej pory widywali niepełnosprawnych tylko w telewizji. Niestety, jak to często bywa, merytorycznej dyskusji w tym szumie informacyjnym było bardzo niewiele, za to niezdrowych emocji aż nadto. Czyżbyśmy już zupełnie zapomnieli, co oznacza wymiana poglądów?
Mam koleżankę, której przekonania są zupełnie inne i to w każdej prawie kwestii. Głosuje na inną partię, wyznaje inną wiarę, woli literaturę faktu od fantastyki: po prostu inaczej niż ja postrzega świat. Nie raz zaczynałyśmy dyskusję na tematy, które burzą krew społeczeństwu, i nie dochodziłyśmy do wspólnych wniosków, poza jednym: Ty masz prawo myśleć inaczej niż ja i nie ma w tym nic złego. Niestety, rzadka to postawa i znam sytuacje, w których różnica w poglądach zakończyła wieloletnią znajomość.

Tylko krowa nie zmienia poglądów
Dużo się dzisiaj mówi o tolerancji i szacunku do innych. Niestety, nawet osoby, które tak bardzo o ten szacunek zabiegają, wykazują się całkowitym niezrozumieniem w stosunku do tych, którzy myślą inaczej. Tolerancja często działa tylko w jedną stronę, jak w dowcipie: moje poglądy są dobre, bo moje. I nie dotyczy to tylko środowiska niepełnosprawnych, ale ogólnie społeczeństwa. Przywykliśmy do wypowiadania się autorytarnie na każdy temat, opierając się jedynie na przekazie medialnym czy nagłówkach gazet. I gdy ktoś udowodni nam niewiedzę, bardzo się złościmy i obrzucamy go błotem. Nie weryfikujemy informacji, za to bardzo chętnie oceniamy wszystko i wszystkich, nawet nie próbując zastanowić się, skąd biorą się poglądy osób, które krytykujemy, jaka sytuacja, zdarzenie czy inny czynnik wpłynął na to, że patrzymy inaczej na świat. A czy mamy pewność, że będąc na miejscu naszego oponenta, myślelibyśmy inaczej? Co się stało z kulturą wypowiedzi, retoryką, wreszcie zwykłym dobrym wychowaniem? Czy jeśli lubimy się od lat, ba, przyjaźnimy, i nagle dowiesz się, że głosuję na inną partię niż Ty, to znaczy, że stałam się inną osobą? Twoim wrogiem?
Nie. Nasze poglądy kreowane są przez wiele czynników. Czasem jest to wiedza wyniesiona z domu, czasem wpływ środowiska. Czasami jakieś życiowe zdarzenie każe nam diametralnie zmienić sposób myślenia i nagle okazuje się, że znaleźliśmy się po drugiej stronie stawianej przez nas samych barykady. Czy jako rodzic, widząc młodą mamę krzyczącą na dziecko, mam prawo natychmiast ją negatywnie ocenić? Czy może powinnam przyjrzeć się bliżej i zobaczyć kobietę, która jest po kolejnej nieprzespanej nocy, zmęczona i sfrustrowana, a jej córeczka po raz setny tego dnia wybuchła płaczem, bo ma skarpetki w złym kolorze? To samo dotyczy każdej innej dziedziny. Są rodziny z niepełnosprawnymi dziećmi, które potrzebują pomocy finansowej. Są takie, które chcą wsparcia bardziej systemowego – dowozu do szkoły, bezpłatnej rehabilitacji, opieki psychologicznej… Jednak są i takie, które wolą ze wszystkim sobie same radzić. Każdy ma inne potrzeby, inne spojrzenie na daną sprawę – czy naprawdę tak trudno jest nam zrobić ten jeden krok poza swój wewnętrzny świat, by dostrzec, że te różnice pomagają nam stworzyć bogatsze, ale i bardziej przyjazne otoczenie? Przecież na drzewie każdy liść jest inny, a jednak gałąź nie zrzuca z siebie tego bardziej postrzępionego, bo gdy przyjdzie jesień i tak wszystkie w końcu spadną…

Szacunek nie oznacza akceptacji
Czasami w dyskusji emocje po prostu nas zalewają. Najlepiej widać to, gdy wiodącym tematem towarzyskiego spotkania staje się polityka. Padają ostre słowa, czasami nawet obelgi i w rezultacie to, co miało być miłym wieczorem, kończy się frustracją, a nawet gniewem. Ale nie musi tak być. Załóżmy, że jesteśmy pełni tej osławionej tolerancji, szanujemy naszego rozmówcę, ale on reaguje agresją na nasze wypowiedzi. Czy jest sens się dalej kłócić dla zasady i ryzykować znajomość? Zanim odpowiemy, musimy zadać sobie pytanie, czy poglądy tej osoby są dla nas do zaakceptowania. Bo szacunek nie oznacza, że musimy godzić się na wszystko i z uśmiechem na twarzy wysłuchiwać żartów na przykład z obozów koncentracyjnych. Mamy prawo powiedzieć, że takie dowcipy uważamy za niestosowne i nie chcemy ich słuchać. Na tym polega szacunek: na jasnym postawieniu granicy, bez jednoczesnego obrażania drugiej osoby. Oczywiście, są takie sytuacje, które wywołają negatywne emocje u najbardziej nawet tolerancyjnych osób i nie ma w tym nic złego. Nikt nie zmusza nas do przyjaźni z osobą, której poglądy są dla nas absolutnie nie do zaakceptowania, ale warto dobrze przemyśleć sobie, czy to, że koleżanka głosowała na nielubianą przeze mnie partię, zmienia coś w naszej znajomości. Bo jeśli nie, to być może nie ma sensu wchodzić w polemikę. Może warto zakończyć zmierzającą w złym kierunku dyskusję, mówiąc: mamy inne poglądy na te sprawy, ale chyba nie są one warte nerwów, pogadajmy o czymś innym. Nie oznacza to oczywiście tworzenia tabu i unikania do końca życia rozmów na ten temat, ale może lepiej będzie wrócić do niego, gdy emocje opadną. Warto też zdać sobie sprawę z tego, że wiele poglądów nie jest tak naprawdę popartych rzetelną argumentacją, a wynikają jedynie z przebywania w konkretnym środowisku i być może któraś z nas kiedyś najzwyczajniej w świecie zmieni zdanie. No i, co bardzo istotne, nie zawsze teoria pokrywa się z praktyką. To, że ktoś uważa, że aborcja powinna być w pełni legalna, nie oznacza, że sam decyzję o aborcji by podjął. I już do Waszej oceny pozostawiam, czy jesteście w stanie zaakceptować takie połączenie. Ale nawet jeśli nie ma w nas zgody na jakiś światopogląd, dalej możemy zachować się z szacunkiem i tolerancją, mówiąc po prostu, że nie zgadzamy się z opinią naszego rozmówcy i podając swoje argumenty przeciw. Pamiętajmy jednak przy tym, że argumentem nie jest ocena naszego znajomego i jego rodziny do trzech pokoleń wstecz, nie jest też wyzywanie ani etykietowanie! A jeśli nie mamy merytorycznych za i przeciw? Zawsze możemy się po prostu do tego przyznać, powołując się na swoje doświadczenie czy przemyślenia, i też nie ma w tym nic złego. Tylko nie udawajmy, że znamy się na wszystkim, bo czasem naprawdę możemy się wygłupić. I przede wszystkim, pozwólmy każdemu mieć swoje zdanie – nie zawsze różnice muszą nas dzielić. A jeśli jednak dzielą, to trudno, pójdźmy każdy w swoją stronę, ale bez gniewu i rozżalenia, bo po prostu szkoda na nie życia.