skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Zagranica

Chwytając szczęście w Locie Dominika Putyra

Był grudzień. Za 2 dni Mikołajki, gdy w mojej mailowej skrzynce pojawiła się oferta promocyjna jednej z firm lotniczych: „Paryż za 349 zł w obie strony z bagażem rejestrowanym”; lotnisko Charles de Gaulle, skąd za 10 euro można złapać bezpośredni pociąg do samego centrum stolicy. Niewiele myśląc, kupiłam bilety ograniczające 2 tygodnie mojego życia. Należę raczej do istot spontanicznych, tym razem zaplanowałam coś na pół roku do przodu. Resztą postanowiłam zająć się na miesiąc przed wylotem.

Paryska komunikacja
Podróżowanie do stolic europejskich nie musi być drogie. W Paryżu noclegi można znaleźć już za 10 euro. Informacji na ten temat najlepiej szukać na stronie polskiej parafii. Trochę zaskakującą, natomiast najtańszą, była propozycja zgromadzenia sióstr: nocleg w cenie 4 euro pod warunkiem uczestnictwa w półgodzinnej adoracji. W skrócie - 4 euro plus modlitwa 0,5h = 1 osobodoba. Dla osób towarzyskich i lubiących poznawać ludzi pozostaje jeszcze propozycja Couchsurfingu. Mnie nie udało się znaleźć w ten sposób noclegu, a i skądinąd jest mi wiadome, że Francuzi coraz mniej chętnie uczestniczą w tego typu programach.
Kluczowa sprawa to komunikacja. W pierwszej kolejności werbalna. Otóż warto nauczyć się przynajmniej kilku zwrotów po francusku, bo, choć Francuzi znają angielski, niechętnie posługują się tym językiem. Jest to związane z uwarunkowaniami historycznymi. Na pocieszenie dodam, że duży procent mieszkańców stanowią obcokrajowcy, z którymi można porozumieć się też w innych językach. Oni też prowadzą liczne tanie restauracyjki, np. w pobliżu katedry Notre Dame.
Notre Dame mieści się na wyspie. Gdy przejdziemy mostem przez Sekwanę, znajdziemy uliczkę, która przeprowadzi nas pomiędzy właśnie takimi barami szybkiej obsługi, aż do samego Placu Saint Michel, witającego turystów obfitą fontanną. Tam właśnie jadłam najlepsze w Paryżu crepè, przygotowywane przez pana ze Sri Lanki. To danie rodem z Bretanii: bardzo cienkie naleśniki przyrządzane na dwa sposoby: z mąki gryczanej – w wersji wytrawnej, i pszennej – na słodko. Barów oferujących crepè nie trzeba specjalnie szukać. Jest ich co najmniej tyle, co w Polsce budek z kebabami. W tym miejscu warto również wspomnieć o ofercie lunchowej, dzięki której można zjeść obiad za 9,90 euro.

Podziemny Paryż
Komunikacja miejska, czyli tzw. transport publiczny, jest w tym mieście bardzo rozwinięta. Każdy zapewne słyszał o niezwykle rozbudowanej linii metra. Jego plan to właściwie mapa drugiego, podziemnego Paryża. Zawiera 14 linii metra i trzy rozgałęziające się linie RER-a, dojeżdżającego do obszarów podmiejskich, łączące centrum z lotniskiem; północ z południem i wschód z zachodem. Często na „ulicach” podziemnego Paryża można spotkać muzyków, najczęściej z nagłośnieniem, którzy, może nie zupełnie legalnie, natomiast oficjalnie, umilają czas przechodniom.
Podziemia natomiast nie są dostosowane do potrzeb osób niewidomych. Duże stacje przesiadkowe nie dość, że nie mają żadnych oznaczeń dźwiękowych czy brajlowskich, to jeszcze charakteryzują się długimi przejściami. Odległości są tak duże, że dla przyspieszenia ruchu wprowadzono ruchome chodniki. Mieszkańcy są na ogół bardzo pomocni i gdy się poprosi, nie odmawiają posłużenia ramieniem. To, co może być kłopotliwe, to zaczepianie osób za pomocą zwrotu: „Madam”/”Monsieur”. Gdy więc nie słyszałam charakterystycznego dźwięku szpilki, obcasa czy cięższego męskiego buta, zwracałam się do przechodnia, używając obu tych słów, a gdy ktoś już się do mnie odezwał, mówiłam, czego potrzebuję. Gdy nie znamy francuskiego, najlepiej najpierw zapytać: „parlez vous Anglais?” (parle wu aungle – czy mówi pan/pani po angielsku?). Wtedy przechodnie najczęściej sami nam pomogą znaleźć osobę, z którą się porozumiemy. Jest też inna metoda – karteczka z nazwą ulicy lub miejsca, do którego chcemy się dostać, bądź linii, w jaką chcemy się przesiąść. Działa! Gdy zapytany nie potrafi wytłumaczyć, chętnie zaprowadzi do wskazanego punktu. Francuzi raczej nie odmawiają pomocy. Można mieć wręcz poczucie, że to miasto, w którym bardziej niż mieszkańcom śpieszy się turystom. Paryżanin, gdy natrafi na wyłączoną linię metra z takiego czy innego powodu, jak bardzo nie byłby spóźniony, wybierze najwygodniejszą, a nie najszybszą alternatywę; ewentualnie będzie czekał, aż metro znowu ruszy.
Pomocni są też pracownicy w punktach informacyjnych, natomiast w przypadku dużych stacji przesiadkowych może być problem, by taki punkt zlokalizować.
Komunikacja w Paryżu nie jest droga, szczególnie gdy korzysta się ze zniżek. Osoba niewidoma kupuje tu bilet normalny, przewodnik natomiast wchodzi za darmo. Najkorzystniej jest kupić pakiet 10 biletów. Otrzymuje się wówczas 22% rabatu. Należy jednak pamiętać, że jeden bilet ważny jest przez półtorej godziny, gdy poruszamy się jednym z trzech środków lokomocji (metro, tramwaj albo autobus). Bilet skasowany w metrze nie jest ważny w autobusie i na odwrót, choć na każdy z tych środków obowiązuje ten sam bilet. Co więcej, cena biletu autobusowego nie ulega zmianie w zależności od strefy, w przypadku jednak metra na strefę I i II obowiązuje cena podstawowa, a po jej przekroczeniu koszt przejazdu rośnie. Dlatego wybierając się do III strefy, lepiej sprawdzić autobusy. Przemieszczanie się autobusami jest także mniej kłopotliwe. Przystanki są bardzo często i oszczędzamy dużo czasu na przesiadanie się. Oczywiście, jak w każdym dużym mieście, ulice korkują się w godzinach szczytu, natomiast warto zauważyć, że sierpień jest miesiącem urlopowym dla wszystkich Francuzów. Większość z nich wyjeżdża wówczas z Paryża, przez co zagęszczenie samochodów drastycznie spada, komunikacja naziemna odżywa, a że turyści zazwyczaj korzystają z metra...
Bardzo lubię paryskie tramwaje. Jeżdżą one wzdłuż granicy miasta, a zapowiedź przystanku poprzedzona jest motywem muzycznym, każdorazowo innym. Wyjście z tramwaju jest idealnie na wysokości chodnika tak, by wózek inwalidzki lub dziecięcy bez problemu mógł wjechać i wyjechać. O tego typu udogodnieniach w metrze lepiej zapomnieć. Co prawda, przystanki są zapowiadane, tak jak w autobusach, natomiast bardzo często są duże przerwy między peronem a pociągiem.
Pierwsza linia metra jest zupełnie zautomatyzowana. Pomysł przybył rzekomo z Japonii, w której, na skutek zbyt dużego zagęszczenia, ludzie spadali z peronów. Otóż pociąg jedzie tutaj w tunelu, do którego drzwi rozsuwają się automatycznie, gdy otwierają się drzwi stojącego na peronie pociągu. Dzięki temu nie ma możliwości, by ktoś, stojąc nawet przy krawędzi, wpadł pod pociąg. Można stanąć tuż przy ścianie tunelu.
Niektórzy twierdzą, że po Paryżu najlepiej przemieszczać się pieszo. Jako zwolennik ruchu korzystałam i z tej opcji, włącznie ze spacerami nad Sekwaną. Ale choć drogi są raczej zadbane i chodniki gładkie, to nabrzeże wzdłuż rzeki niekoniecznie. Są miejsca zupełnie bezpieczne, ale są i takie, gdzie nie idzie się zbyt wygodnie. Ponadto należy spodziewać się nawet sporego zaludnienia, gdyż nie tylko turyści, ale i Paryżanie bardzo lubią spędzać tu czas po pracy. Piknikowanie nad Sekwaną, nad kanałem bądź na Polach Marsowych to typowy sposób spędzania w tym mieście godzin popołudniowych.

Z przewodnikiem lub bez
Jak zagospodarować sobie czas, przyjeżdżając samemu? Jedną z możliwości jest zapisanie się do Couchsurfingu. To serwis służący nie tylko szukaniu tanich noclegów, ale przede wszystkim nawiązywaniu relacji międzynarodowych. Warto zauważyć, że osoby z niepełnosprawnością do wszystkich państwowych muzeów wchodzą za darmo wraz z opiekunem. Ponadto nie stoją w kolejkach, co w przypadku dużych muzeów jak Luwr stanowi oszczędność nawet trzech godzin cennego czasu. Audioprzewodniki dostępne w punktach informacyjnych zawsze mają swoją angielską wersję, w niektórych miejscach, takich jak Pałac Wersalski, nawet i polską. Ponadto znajdziemy tu mnóstwo parków i ogrodów, z których każdy jest inny. Do moich ulubionych należy Parc de la Villette, przy którym znajduje się Paryskie Konserwatorium Muzyczne ze światowej sławy salą koncertową, Muzeum Muzyki, posiadające w swoich zasobach instrumenty od najdawniejszych po współczesne (w audioprzewodniku mamy możliwość posłuchania utworów na nich granych). W środkowej części Parku mamy Ogród Filmowy otoczony bambusami, a w centralnym jego punkcie „Cylinder”, do którego schodzi się po schodkach i zostajemy otoczeni rozmaitymi dźwiękami. Naokoło cylindra płynie potoczek. Wszystko to sprawia, że zaczynamy mieć poczucie, że skądś za chwilę wyskoczy biały królik, niespokojnie patrzący na swój zegarek.
Bilety na koncert symfoniczny nie należą do drogich. Najtańsze mieszczą się w cenie oferty lunchowej, natomiast warto rezerwować wcześniej, gdyż w dniu koncertu wszystkie miejsca są wyprzedane. Akustyka jest wręcz cudowna i niezależnie, na jakie miejsce trafimy, odsłuch będzie idealny. Oczywiście Paryż to miasto wielu sal koncertowych, a także darmowych koncertów w różnych miejscach, jak kościoły ze słynną Notre Dame czy Sainte-Chapelle na czele.
Innym ciekawym miejscem jest Lasek Buloński z Parc de Bagatelle. Las jest bardzo rozległy i stanowi wymarzone miejsce na rowerowe wycieczki, natomiast Parc de Bagatelle słynie przede wszystkim z ogrodu róż, gdzie każdy krzak, a zarazem każdy gatunek, jest opisany nazwiskiem ogrodnika, który go wyhodował, oraz opatrzony szczególnym swoim imieniem. Spotkamy tam ogrodników zachwyconych możliwością oprowadzenia nas po tym najbardziej przez nich umiłowanym fragmencie parku. Odwiedzając to miejsce, wyszłam z jedną z najpiękniejszych róż, którą podarował mi pan ogrodnik. Kwiat wytrzymał jeszcze trzy dni do mojego wylotu, całą podróż samolotem, lecz, gdy włożyłam go do flakonu w domu, warszawska woda pozbawiła go radości życia. Wspomnienie zostało.
Jak w wielu francuskich parkach i tu znajdziemy wodny motyw – kaskadę spływającą po skałkach, fontannę chłodzącą rozgrzane powietrze. Trzeba tylko uważać na ciekawskie pawie, czujne na okruszki z naszego śniadania. Lubią nieco podziobać.

Samemu, ale nie samotnie
Podczas wizyty w Paryżu zwiedziłam też sporo muzeów. Ponieważ nocowałam w jednym z Domów Polskich, w którym zatrzymywały się dziewczyny przyjeżdżające do pracy we Francji, a także turyści z Polski, była to okazja do zawierania znajomości i wspólnego zwiedzania. Ale bywało i tak, że nawiązywałam relacje w kolejce do kasy, a, co było bardzo miłe, osoby wchodziły ze mną nie dlatego, że oferowałam darmowe wejście (trafiałam na ludzi, dla których wydanie 10 euro nie stanowiło problemu), ale po prostu chciały zrobić to dla mnie. Może fascynowała ich dziewczyna, która podróżuje, mając za przewodnika białą laskę, a może miały inne swoje powody; zwyczajnie chciały wyjść mi naprzeciw. Każdą taką pomoc wspominam radośnie i z uśmiechem. Jedno z takich spotkań zaowocowało przyjaźnią ze spotkaną w katedrze Notre Dame Francuzką.
Otóż zdarzyło się, że byłam w Paryżu w sierpniu. 15 dzień tego miesiąca jest bardzo uroczyście świętowany w Katedrze. Wiedziałam o tym, ale nie wiedziałam, że celebracje rozpoczynają się już wieczorem dnia poprzedniego. Do Notre Dame zagoniła mnie ulewa, która pojawiła się dość nagle. Pobiegłam po prostu schować się pod dach. Okazało się, że po chwili rozpoczęły się tu uroczyste nieszpory, a po nich msza, po mszy zaś procesja. Ponieważ nie lubię siadać na krzesłach bliżej brzegu, usiadłam głębiej, zostawiając ze dwa siedzenia wolne. Jedno z nich zajęła Francuzka. Po mszy zapytała mnie, czy chcę, by mi towarzyszyła podczas procesji. Podziękowałam i zaczęłyśmy razem wychodzić. Procesja szła nad Sekwanę, gdzie wszyscy uczestnicy wsiadali do łódek, którymi popłynęliśmy do Wieży Eiffla i z powrotem; trzymając w rękach świece i mówiąc różaniec w różnych językach oraz śpiewając pieśni. Całość skończyła się krótko przed północą, a deszcz, który mnie zgonił do Notre Dame, wrócił dopiero po zakończeniu.
Mówią, że kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Zaryzykowałam. Pojechałam otwarta na to, co się wydarzy i wróciłam z ogromem pięknych wspomnień, przyjaźnią i poczuciem, że jest miasto w Europie, w którym mam swoje ulubione miejsca i ludzi, którzy o mnie pamiętają.