skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Rozmaitości

O ulgach z lekką ulgą Tomasz Matczak

W starożytnej Sparcie dzieci ułomne i słabe eliminowano ze społeczeństwa, zrzucając je podobno w przepaść. Na przestrzeni wieków sytuacja ta uległa na szczęście zmianie. Dziś co prawda toczy się spór o tzw. aborcję eugeniczną, ale ja nie o tym. Cywilizacyjnie przeszliśmy od eliminowania niepełnosprawnych do zapewniania im w miarę godnych warunków życia. Mają do tego służyć nie tylko renty, o ich wysokości nie zamierzam dyskutować, bo nie starczyłoby tu miejsca, ale także wszelkiego rodzaju ulgi i przywileje. Niepełnosprawni mogą kupować bilety ze zniżką, odliczać od podatku fundusze poniesione na zakup sprzętu specjalistycznego i rehabilitację czy korzystać podczas pracy z dodatkowych przerw. Są także zasady niepisane, jak przepuszczanie niepełnosprawnych bez kolejki w urzędach lub ustępowanie im miejsc w komunikacji publicznej. Jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia w sklepach można było przeczytać informację wypisaną tłustym drukiem: OSOBY NIEPEŁNOSPRAWNE I KOBIETY Z DZIEĆMI NA RĘKU OBSŁUGIWANI SĄ POZA KOLEJNOŚCIĄ. Dziś już tego typu napisów raczej nie ma, ale można liczyć na zrozumienie obywateli. Pozostała jednak pewna sfera, której istnienia nigdy bym nie podejrzewał, gdybym nie stał się jej ofiarą. Zresztą nie tylko ja, bo po przeczytaniu artykułu mojego autorstwa, który ukazał się w poprzednim numerze „Pochodni”, a dotyczył piłki nożnej i kibiców niewidomych, skontaktowała się ze mną pewna niewidoma młoda kobieta, która natknęła się na ten sam problem, co ja. Rzecz dotyczy kolportażu biletów na tzw. imprezy masowe, a więc koncerty, festiwale czy wydarzenia sportowe. Ja zderzyłem się z tym problemem kilka lat temu przy okazji finałowego meczu o puchar Polski w piłce nożnej. Wówczas na Stadionie Narodowym spotkały się drużyny Lecha Poznań i Legii Warszawa. Na stronie internetowej, na której można było kupić bilety, znalazłem adnotację, że niepełnosprawni mogą nabyć bilety dla siebie i opiekuna w preferencyjnych cenach. Zainteresowany napisałem do odpowiednich instancji z prośbą o więcej szczegółów. Chciałem wiedzieć, jak udokumentować niepełnosprawność? Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu otrzymałem informację, że preferencyjne ceny dotyczą wyłącznie osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. Według regulaminu sprzedaży biletów osoba niepełnosprawna równa się wózkowicz. Nie bardzo mi się to spodobało i podjąłem nierówną, jak się później okazało, walkę. Wsparł mnie trzeci program Polskiego Radia, który wyemitował krótki materiał na ten temat. Nic to jednak nie dało. Organizator meczu, czyli Polski Związek Piłki Nożnej tłumaczył, że osoby na wózkach mają specjalne sektory, zaś niewidomi mogą usiąść gdziekolwiek. Miało to stanowić główną przeszkodę w nanoszeniu ulg. Kontrargumentowałem, że przecież w pociągu na miejsce 98 w wagonie 12 może kupić bilet uczeń ze zniżką uczniowską, kombatant ze zniżką kombatancką, niewidomy ze swoją zniżką oraz osoba bez żadnej ulgi. Skoro zatem można to jakoś zorganizować w pociągu, to niby dlaczego nie można na stadionie? Napisałem kilka listów, m.in. do pełnomocnika osób niepełnosprawnych przy rządzie RP, do rzecznika osób niepełnosprawnych przy miejskim ratuszu w Warszawie, do komisji sejmowej i jeszcze nie pamiętam gdzie, ale nikt tematu nie podjął. Organizatorzy masowych imprez nieświadomie faworyzują niesprawnych ruchowo, a może raczej nieświadomie dyskredytują inne niepełnosprawności. Nikomu nie przyszło do głowy, że niewidomy także musi mieć opiekuna. Co prawda nie do pchania wózka, a bezpiecznego i komfortowego przemieszczania się, ale jednak jest to opiekun. No i przede wszystkim dlaczego niepełnosprawność w kontekście biletów to wyłącznie niesprawność ruchowa? Co z niesłyszącymi, niewidomymi i cierpiącymi na inne choroby potwierdzone orzeczeniem o stopniu niepełnosprawności? Czyżby w końcu udało się nam uzyskać całkowite równouprawnienie i przynajmniej dla kolportujących bilety staliśmy się pełnosprawni?
Na szczęście idzie ku lepszemu. Drobnymi kroczkami, ale idzie. Otóż okazało się, że Polski Związek Piłki Nożnej zmienił front. W regulaminie rozprowadzania biletów na czerwcowe, towarzyskie mecze reprezentacji Polski w piłce nożnej znalazł się zapis, iż prócz tzw. wózkowiczów maksymalnie 160 osób niepełnosprawnych może kupić bilety dla siebie i opiekuna na preferencyjnych warunkach. To już coś, aczkolwiek nikt więcej nie podjął tej inicjatywy. Wspominana wcześniej niewidoma młoda kobieta, która chciała kupić bilety na Grand Prix na żużlu, otrzymała informację z Polskiego Związku Motorowego, iż wspomniane w komunikacie osoby niepełnosprawne to wyłącznie poruszający się na wózkach inwalidzkich. Sytuacja ta powtarza się na wielu stadionach ligowych, a także koncertach. Jak się to ma do hucznie wdrażanego programu Dostępność Plus? Moim zdaniem nijak. Oczywiście program dopiero raczkuje i mam nadzieję, że ktoś w końcu pójdzie po rozum do głowy i przestanie dzielić niepełnosprawności na te z przysługującymi zniżkami na bilety oraz te bez ulg. Gdzie tu logika?
Cóż, zdążyłem już przywyknąć, że jeśli chodzi o przepisy, to logika jest czasami ostatnim, co determinuje ich powstanie. Wypada tylko przyklasnąć działaniom Polskiego Związku Piłki Nożnej i wskazywać go innym organizacjom jako wzór do naśladowania. Nie oznacza to jednak, iż absurdalne przepisy rychło zostaną zmienione.