skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Kultura

Marzą o własnej scenie Renata Kołton

Od kiedy wiosną 2011 r. absolwenci Szkoły Aktorskiej MOLIERE otrzymali zasłużone dyplomy, Artur Dziurman – aktor, reżyser i prezes Fundacji ITAN – nie mówi o swoim zespole inaczej, jak pierwszy i jedyny w Polsce profesjonalny teatr aktora niewidomego.

W hołdzie Wojciechowi Tatarczukowi
Zaczęło się od centrum kulinarno-artystycznego, które Artur Dziurman tworzył wraz z Wojciechem Tatarczukiem. W 2000 r. wydzierżawili od miasta gotycko-renesansową piwnicę przy ul. Szewskiej, niecałe 100 metrów od Rynku Głównego w Krakowie. – Panował w niej ogromny bałagan – wspomina Artur Dziurman. – Na 300 m2 nie było wolnej przestrzeni. – Remont pomieszczeń starej, zabytkowej kamienicy trwał ponad 2,5 roku.
Wojciech Tatarczuk poruszał się na wózku inwalidzkim. To on wpadł na pomysł, żeby stworzyć pierwszą w Polsce profesjonalną scenę teatralną dla osób z różnymi dysfunkcjami. Napisał nawet statut integracyjnego i prospołecznego stowarzyszenia. Niestety zmarł jeszcze przed zakończeniem remontu.
W przebudowanych wnętrzach powstała „Café Moliere” – restauracja ze sceną, na której organizowano wernisaże, teatr jednego aktora, dwu-, trzyosobowe sztuki. Występowały większe i mniejsze gwiazdy. – Przyjeżdżali artyści z całej Polski, aby tę scenę w hołdzie Wojtkowi wypromować – opowiada Artur Dziurman.
W nowym lokalu działalność rozpoczyna także Stowarzyszenie „Scena Moliera”. Kiedy pojawiła się możliwość uzyskania dofinansowania ze środków Unii Europejskiej, Stowarzyszenie postanowiło starać się o granty. Pierwszy realizowany dzięki nim projekt wymagał zaangażowania osób niewidomych, które w ciągu roku miały przejść szkolenie aktorskie, przygotować i wystawić sztukę, a następnie być zatrudnione przez 6 miesięcy od zakończenia projektu, czyli grać kolejne przedstawienia.

Pierwszy sukces
Zdecydowano, że wystawią baśń Hansa Christiana Andersena „Dzikie Łabędzie”. Zorganizowano casting, kandydatów szukano m. in. przez urzędy pracy. W sztuce zagrało 18 osób niewidomych i niedowidzących, które przyuczali wykładowcy ze szkół teatralnych z Krakowa i Warszawy. Premiera odbyła się 18 grudnia 2005 r. Krzysztof, aktor, który od urodzenia ma jedynie poczucie światła i debiutował wówczas na scenie, pamięta, że zima była sroga, a od osób, które czytały plakat promujący przedstawienie, zdarzało się słyszeć wątpliwości, czy niewidomi poradzą sobie na scenie.
Czy sobie poradzili? Bez wątpienia. W opinii Justyny Hofman-Wiśniewskiej, dziennikarki, krytyka sztuki, teatru i literatury, aktorzy osiągnęli imponujący efekt. Gest, ruch sceniczny, operowanie głosem, interpretacja tekstu, wzajemny kontakt na scenie i z publicznością doprowadzili wręcz do perfekcji. Aktorzy występowali na tle obrazów wyświetlanych na ekranie. Za ich plecami przesuwały się niebo, burza, morze, bagna, zamek, wnętrze, chata.
Po premierze aktorzy spotkali się z dziennikarzami i dzielili swoimi wrażeniami. – Mieliśmy okazję spotkać się z prawdziwym teatrem, poczuć się jak wspólnota, to dało nam siłę – komentował jeden z nich. W ciągu kolejnych 2 lat spektakl zagrali ponad 60 razy.

Brat naszego Boga
Po udanej realizacji pierwszego projektu Stowarzyszenie przygotowywało kolejne i starało się o ich dofinansowanie. W 2008 r. grupa zaczęła pracę z aktorami zawodowymi i przygotowała spektakl „Koziołek Matołek”. W ramach nowych inicjatyw następne osoby miały szansę dołączyć do zespołu. Podczas warsztatów pracowały nad etiudami i scenkami, które były wstępem do pracy nad spektaklem teatralno-filmowym pt. „Brat naszego Boga” wg utworu Karola Wojtyły.
Przedstawienie zrealizowano w 2009 r. Osoby niewidome i niedowidzące zagrały na scenie z aktorami zawodowymi: Magdaleną Sokołowską-Gawrońską, Iwoną Chamielec oraz Maciejem Jackowskim. 1 maja 2011 r. zespół wystąpił na Dużej Scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie w ramach uroczystości beatyfikacyjnych papieża Jana Pawła II. Od dnia premiery przedstawienie grane było setki razy w całej Polce i dwukrotnie za granicą, w Wiedniu i w Zagrzebiu, gdzie zdobyło II miejsce w ramach VI Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Osób Niewidomych. Przedstawienie cały czas pozostaje w repertuarze grupy.

Spójrzcie – ja też jestem aktorem
Niedługo po premierze „Brata Naszego Boga” Stowarzyszenie dało osobom z dysfunkcjami wzroku szansę kształcenia, jakiego w Polsce odmawiają im wyższe szkoły aktorskie. Zaprosiło do udziału w bezpłatnych warsztatach aktorskich w ramach rocznej Szkoły Teatralnej „Spójrzcie – ja też jestem aktorem”. Od kiedy wiosną 2011 r. absolwenci Szkoły Aktorskiej MOLIERE otrzymali zasłużone dyplomy, Artur Dziurman nie mówił o zespole inaczej, jak: pierwszy i jedyny w Polsce profesjonalny teatr aktora niewidomego. Na zakończenie przygotowali spektakl dyplomowy, który został opatrzony audiodeskrypcją.
Drugą częścią projektu było przygotowanie spektaklu „Ślepcy”. Grupa wystawiła go w październiku 2011 r. na malutkiej scenie „Ata” przy ul. Czarnowiejskiej w Krakowie. Decyzją miasta „Scena Moliera” musiała bowiem opuścić lokal przy ulicy Szewskiej. Było to dla zespołu niebywale trudne doświadczenie. Jednak nikt nie wyobrażał sobie, aby przygoda z aktorstwem miała się w ten sposób zakończyć.

ITAN
W 2013 r. Artur Dziurman założył nową Fundację pod nazwą ITAN Integracyjny Teatr Aktora Niewidomego, która kontynuowała działania Sceny Moliera. Tym razem wynajął kilka skromnych pomieszczeń w podziemiach Parafii św. Stanisława Kostki w Krakowie, gdzie aktorzy działający odtąd jako teatr ITAN mogli odbywać próby do spektakli.
– Gdyby ktoś obserwował próbę, mógłby być zdziwiony niedelikatnością reżysera – mówi w Radiu Kraków Magdalena Sokołowska-Gawrońska. Artur Dziurman jest dla aktorów bardzo wymagający, ale własną energią skutecznie motywuje ich do pracy i przełamywania osobistych barier. Podczas prób twardo pilnuje dyscypliny, ale potrafi też chwalić.
Zapytany, skąd wiedział, jak pracować z niepełnosprawnymi, reżyser odpowiada – nie wiedziałem. – Dziś, po kilkunastu latach, potrafię sobie wyobrazić, co oni czują, czego potrzebują, jak powinni się przygotować do grania. Od początku podchodzę do nich jak do osób pełnosprawnych, ale mając z tyłu głowy to, że trzeba pamiętać, żeby nie powpadali na siebie na scenie, ani nie weszli w dekorację. Mam zasadę, że ich nie głaszczę. Przecież gdybym nie naciskał, nie byłoby efektu – mówi reżyser. Aranżując kolejne sztuki, podnosi poprzeczkę coraz wyżej i wymaga maksymalnego zaangażowania.

Na scenie
Spektakle przygotowywane są tak, aby osoby, które lepiej widzą, mogły za pomocą dyskretnych gestów dać sygnał osobom niewidomym, kiedy trzeba np. wstać z krzesła czy się przesunąć. – Muszę mieć punkt odniesienia, czuć kogoś obok siebie – opowiada Helena, niewidoma aktorka. Podczas przedstawień zawsze towarzyszy jej osoba lepiej widząca i pilnuje, aby Helena nie została na scenie, gdy wszyscy schodzą, nie ustawiła się tyłem do widowni, czy nie spadła ze sceny. Dzięki takiej współpracy widzom ciężko odróżnić, który z aktorów nie widzi.
Krzysztof do nauczenia się swojej roli potrzebuje około 3 dni. – Potem uczę się z nagrań całego scenariusza – opowiada aktor. – To mi pomaga współpracować z kolegami na scenie. Zawsze wiem, w jakim momencie spektaklu jesteśmy, czasami też coś podpowiem. –Najtrudniej jest mu łączyć mówienie z chodzeniem.
Aktorzy muszą dobrze znać układ sceny. Przed przedstawieniem w nowym miejscu zapoznają się z topografią przestrzeni – gdzie są schody, wejścia, zejścia, kulisy. Potrzebują wiedzieć, ile kroków mogą zrobić w trakcie danego tekstu, aby np. stanąć na wprost widowni. Konkretne słowo jest dla nich kluczem do wykonania odpowiedniego ruchu scenicznego.
Czasami trzeba zmierzyć się też z własną tremą. Minęło już wiele lat, ale Irena dokładnie pamięta, jak podczas premiery „Promieniowania ojcostwa” zapomniała tekstu. – Zjadłam półtora zdania – opowiada aktorka. – Nagle nie byłam w stanie nic więcej powiedzieć. Dostrzegłam wzburzone spojrzenie naszego reżysera, ale to był taki stan, że gdyby mnie ktoś zapytał, jak się nazywam albo gdzie jestem, to nie potrafiłabym odpowiedzieć – wspomina. Zawodowy aktor, z którym grała na scenie, szybko się jednak zorientował w sytuacji, kontynuował grę i przedstawienie wartko potoczyło się dalej.

Teatr w drodze
Koordynacja działań grupy to duże wyzwanie. – Staramy się przygotować dwie premiery rocznie – mówi w Radiu Kraków Danuta Damek, członek zarządu Fundacji i aktorka teatru ITAN. – W projektach uczestniczy już około 40 osób. Są to osoby niepełnosprawne, z dysfunkcjami wzroku, seniorzy, a także gimnazjalistki. Wszyscy mają swoje potrzeby i wymagania – opowiada koordynatorka.
Większość przedstawień grają na wyjeździe, często w miejscowościach, w których nie ma instytucjonalnego teatru. Występują wtedy w salach Ochotniczej Straży Pożarnej czy w domach kultury. Jako pierwsza na miejsce dociera ekipa techniczna. Montują światło, ekran, rzutnik i dźwięk. Aktorzy dojeżdżają wynajętym busem, jeśli nie starcza miejsca, niektórzy wsiadają do pociągu bądź korzystają z prywatnych samochodów. W drodze często jeszcze raz studiują scenariusz.
Podczas wyjazdów cały dzień są w ruchu. Niejednokrotnie rano wystawiali bajkę, w ciągu dnia odbywały się warsztaty dla dzieci i młodzieży, a wieczorem grali spektakl dla dorosłych.

Liczy się to, że mają talent
10 listopada 2016 r. odbyła się premiera spektaklu „Legenda Starszych Panów”. Aktorzy przyznają, że jest to dla nich bardzo wymagające przedstawienie. Pracowało nad nim 26 aktorów z dysfunkcjami wzroku, orkiestra i namówieni przez Artura Dziurmana Bohdan Łazuka i Jacek Fedorowicz. – Ileż potu z koszulki trzeba wycisnąć, żeby to wszystko ułożyć! – opowiada reżyser. – Ale kiedy po kolejnym przedstawieniu ludzie wstają z miejsc i przez kilka minut biją brawo, to satysfakcja jest niesamowita. Czasami słyszę komentarze od osób, które nie były na naszych spektaklach, że te sztuki nie mogą być zbyt dobre, bo grają amatorzy, a na dodatek niewidomi. To nieprawda. Nie liczy się to, że nie widzą, ważne jest to, że mają talent – podkreśla reżyser.
O tym, jak wiele dzięki swoim talentom aktorzy mogą dać innym, świadczą zarówno pełna widownia, jak i recenzje krytyków. Premiera wspomnianego spektaklu „Legenda Starszych Panów” została uznana w rankingu Dziennika Polskiego za jedno z ważniejszych krakowskich teatralnych wydarzeń kulturalnych 2016 roku.
Oprócz wspomnianych już przedstawień grupa ma dziś w swoim repertuarze także „Hioba”, „Kota w butach w Hollywood”, „Czarną Damę na wesoło”, „Alicję w krainie czarów” oraz „Cyganerię” – sztukę oddającą klimat francuskiego kabaretu, piosenki poetyckiej i czarującą atmosferę nieistniejącej już kawiarni przy krakowskim Rynku.

Marzenie o własnej scenie
O nową siedzibę dla teatru i stałe dofinansowanie Fundacja stara się przez wszystkie lata funkcjonowania teatru. Urzędnicy otaczają się jednak murem. Jak dotąd żadne władze nie zgodziły się włączyć teatru do swojego budżetu, nawet jako część istniejącej już instytucji – innego teatru bądź domu kultury – co, oprócz upragnionej sceny, dałoby możliwość utworzenia etatów dla aktorów finansowanych przez PFRON.
– Mam jeden cel, któremu podporządkowałem kawał swojego życia – mówi Artur Dziurman. – Chcę stworzyć w moim rodzinnym Krakowie zawodową scenę dla niewidomych aktorów. Podobne teatry funkcjonują już przecież na świecie – dodaje.
O marzeniu, którym jest lokal o powierzchni 400–500 m2, z niewielką sceną, widownią na 200–250 miejsc, garderobą i zapleczem technicznym aktorzy opowiadają m.in. w dwóch nakręconych ostatnio filmach: „Marzenie. Prawdziwe Historie” i „Wykluczeni”. Reportaż „Marzenie” powstał, jako zwieńczenie projektu Piąty Element, który był prowadzony przez fundację ITAN od maja 2015 do kwietnia 2016 roku. Jak podkreśla Artur Dziurman – jest on krzykiem desperacji od lat dyskryminowanych i wykluczanych przez władze miasta. Aktorzy przed kamerą opowiadają swoje osobiste, nierzadko niezwykle wzruszające historie. Film otrzymał nagrodę publiczności 13. Europejskiego Festiwalu Filmowego „Integracja Ty i Ja” w Koszalinie.
Obecnie Fundacja ITAN prowadzi kolejne rozmowy z Małopolskim Urzędem Marszałkowskim. Pojawiła się także perspektywa, aby jeden z budynków na terenie Krakowskiego Szpitala im. Babińskiego zaadaptować na działalność teatru. Całemu zespołowi jak zawsze towarzyszy nadzieja, że tym razem się uda.