skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Biała laska ma dwa końce Tomasz Matczak

Znowu będzie kontrowersyjnie, ale cóż, lubię poruszać takie tematy. Nie chodzi o to, abym wkładał kij w mrowisko dla samego jątrzenia. Poprawność polityczna mnie irytuje. Lubię nazywać rzeczy po imieniu, nawet jeśli to imię może się komuś nie spodobać. W końcu żyjemy w czasach wolności słowa.
Dziś więc znowu o białej lasce. Któregoś dnia, gdy szedłem do metra na węźle młocińskim, usłyszałem charakterystyczny odgłos stukania. To musiał być niewidomy z białą laską. W tej okolicy kręci się ich wielu, bo po pierwsze pętlę ma tu autobusowa linia 708 kursująca do Lasek, a po drugie niedaleko stąd na Nowodwory, które ostatnimi czasy stały się nieomal zagłębiem niewidomych mieszkańców.
Ten dźwięk sprawił, że wyobraziłem sobie obraz mijającego mnie przechodnia: wyprostowana sylwetka, nieruchome oczy i długa laga przed nim. Co najmniej oryginalne, aby nie powiedzieć osobliwe! Może pomyślałem tak dlatego, że kiedyś widziałem, więc obraz ten wydał mi się nieco surrealistyczny. No dobra, nie będę owijał w bawełnę: pomyślałem, że niewidomy na ulicy wygląda dziwnie. Hejterom zwracam uwagę na fakt, że nie chodzi mi o osobę, ale o obraz. Osobliwość wynika nie z samego faktu bycia niewidomym, ale z racji otoczenia, tła i niejako kontekstu. Chodzi mi o to, że niewidoma osoba jest w ulicznym pejzażu szczegółem niezwykle wyraźnym, a jednocześnie egzotycznym. Dla lepszego zrozumienia posłużę się obrazem Eskimosa okutanego w swój rytualny futrzasty strój na plaży Copa Cabana pełnej niewiast w bikini i mężczyzn w kąpielówkach. I co? Nie wygląda w tym tłumie golasów głupio? Jasne, że nie chodzi mi o obraz jeden do jednego, bo Eskimos na plaży i niewidomy na ulicy to dwie zupełnie różne rzeczywistości. Chodzi mi tylko o pewnego rodzaju paralelę.
Sytuacja nieco się zmienia, ale wciąż białolaskowicze są na ulicy swojego rodzaju atrakcją. Oczywiście, moim zdaniem, więc mogę się mylić. Oburzonych dosadnością stwierdzenia, że niewidomy z białą laską wygląda głupio, przypominam, że piszę także o sobie. Może zresztą przede wszystkim o sobie, bo, wierzcie lub nie, ale w tamtej chwili dotarło do mnie, że to ja muszę wyglądać głupio i tyle. Te, dla niektórych na pewno skandaliczne wnioski sprawiły, że pomyślałem o ludziach, którzy wstydzą się chodzić z białą laską. Słyszałem o takich osobach. Ba, nawet spotkałem jedną z nich! Było to kilkanaście lat temu. Razem z rodziną spędzałem wakacje nad morzem i moja małżonka weszła właśnie do gigantycznego namiotu pełnego ciuchów. Niezbyt zainteresowany jego zwiedzaniem zostałem na zewnątrz przed wejściem. Podeszły do mnie dwie kobiety: młodsza i starsza. Okazało się, że to mama z ociemniałą, niemal dorosłą już córką. Ta druga wstydziła się używać białej laski, więc wszędzie chodziła wyłącznie z mamą. Porozmawialiśmy chwilę, a moja późniejsza refleksja nie była zbyt optymistyczna: przecież mama wiecznie żyć nie będzie, więc co stanie się z córką?
Zestawiłem sobie to pytanie z obrazem niewidomego na ulicy.
Rozumiem ludzi, którzy wstydzą się białej laski, bo myślą, że chodząc z nią za bardzo zwracają uwagę otoczenia, albo – mocniej, że wyglądają głupio, ale medal ma także drugą stronę. Jakoś chodzić trzeba, a jak dotąd nikt nie wynalazł lepszego sposobu orientacji. Wszystkie filmy o cudownej echolokacji, kląskaniu, pstrykaniu palcami itp. można między bajki włożyć. Osobiście uważam, że niewidomych, wykorzystujących podczas poruszania się wyłącznie echolokację, jest tylu, co ludzi przesyłających myśli na odległość. Telepatia istnieje, tak przynajmniej uważam, ale jest zjawiskiem niezwykle rzadkim i rozpatrywanym w kontekście zdolności paranormalnych. Rzecz po mojemu ma się dokładnie tak samo z niewidomymi echolokatorami. Co zatem pozostaje tym, którzy wstydzą się białej laski? Póki co chyba tylko żywy przewodnik, a więc rodzic lub współmałżonek. Można jeszcze pomyśleć o psie przewodniku, lecz na razie, o ile mi wiadomo, psa nie może mieć nikt, kto nie potrafi poruszać się samodzielnie. Ci, którzy wstydzą się białej laski skazują się na niesamodzielność.
Biała laska to wolność, niezależność i normalność. Może i przy okazji osobliwość, ale co z tego? Czy bycie samodzielnym niewarte jest narażenia się na bycie zupełnie innym (a może właśnie wyjątkowym) przechodniem? Nie mnie to rozstrzygać. Każdy musi wybrać sam.
W końcu każdy kij ma dwa końce. Biała laska też.