skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Sport

Od Artztówny do Urbanówny Krzysztof Wiśniewski

„Idealne wybicie, długi lot. Zdawało się, że po prostu zaprzeczył prawom ciążenia. Płynął w powietrzu i płynął, gdzieś hen daleko, by ostatecznie wylądować na 111 metrze”, „Na trybunach czerwono, czarno i żółto – hektary tak pięknie udekorowanej ziemi... sportowej ziemi”, „Powąchał zapach szczęścia, piękną woń, jak rzepaku na wiosnę, jak rzepaku w maju – teraz jest wyczuwalna na Stadionie Narodowym”, „To był kapitalny skok, który pobudził niedźwiedzie. Na widok lecącego Małysza niedźwiedzie wyszły ze swoich gawr i zaczęły ryczeć. Jakby w tuwimowym radiu ptaki zaczęły śpiewać: Adaś, taś! taś! taś! Tymczasem mistrz leciał niczym Boeing lub Airbus, żeby ostatecznie po swoje srebro lądować jak jastrząb na zwierzynę” – to tylko kilka z wielu zabawnych, ale jednak niezwykle malowniczych i trafiających do wyobraźni, komentarzy sportowych. Od początku istnienia sportu na antenie polskiego radia podobnych relacji uzbierałoby się tysiące.

Znam wiele osób, które nie interesują się sportem, ale włączają radio tylko po to, aby wsłuchać się w barwny i często emocjonalny komentarz. I choć nigdy nie będą ekspertami od piłki nożnej czy skoków narciarskich, nazwiska wybitnych dziennikarzy sportowych, fragmenty kultowych audycji czy spektakularnych transmisji, nie są im obce. Mam nadzieję, że ten artykuł zachęci ich do poszukiwania podobnych relacji na falach radiowych. A dla fanów sportu, takich z krwi i kości – będzie krótkim przypomnieniem historii radiowego dziennikarstwa sportowego.

Szkoda, że Państwo tego nie widzą
Za początek historii Polskiego Radia przyjmuje się datę 2 lutego 1925 roku, natomiast pierwsza relacja z zawodów sportowych miała miejsce 20 lutego 1927 roku. Przeprowadziła ją Ada Artztówna i była to transmisja z międzynarodowych mistrzostw Polski w narciarstwie. rozgrywanych w Zakopanem. Relacja nader skromna, ale wystarczyła, by w prasie pojawiły się artykuły domagające się więcej audycji na żywo. W następnych latach pani Artztówna relacjonowała również zawody wioślarskie i uwaga: rajdy samochodowe!. Niemal do końca życia pracowała też w Teatrze Polskiego Radia oraz zajmowała się realizacją dźwięku.
Natomiast pierwszą transmisję z meczu piłkarskiego prowadził 11 sierpnia 1929 roku Ludomir Budziński. Do Poznania na mecz z tamtejszą Wartą przyjechała drużyna Philips Einthoven. Sam pomysłodawca wspomina, że z powodzenia przedsięwzięcia nie byli zadowoleni szefowie poznańskiego klubu, twierdząc, że transmisja obniży frekwencję na stadionie. Dziennikarz zapewniał, że będzie wręcz odwrotnie. Przyszłość pokazała, że miał rację. Osobom pracującym nad realizacją tej transmisji towarzyszył niepokój o jej powodzenie. Wszystko przebiegło na szczęście bez przerw i zakłóceń, a słuchacze nie kryli entuzjazmu. Tym bardziej że mecz zakończył się zwycięstwem Warty 5:2.
Nie trzeba dodawać, że w czasach gdy radio nie miało konkurencji w przekazywaniu wydarzeń sportowych na żywo, popularność tych transmisji była ogromna. Pojawili się również wybitni komentatorzy sportowi. Jednym z nich był Wojciech Trojanowski.
Komentator wspominał, że jego przygoda z relacjonowaniem widowisk sportowych zaczęła się w niezwykły sposób. W czasie jednego z mityngów lekkoatletycznych pan Wojciech stał blisko sprawozdawcy radiowego, który męczył się niesamowicie, co Trojanowski nie omieszkał skomentować w czasie przerwy w zawodach. – Jak jesteś taki mądry, to sam spróbuj – powiedział obrażony komentator. Pan Wojciech na szczęście przyjął wyzwanie i niebawem otrzymał angaż w Polskim Radiu. Bardzo szybko zdobył serca słuchaczy, bo jego relacje wyróżniały się wartką narracją oraz emocjonalnymi reakcjami na sportowe wydarzenia.
To właśnie on w czasie relacjonowania zawodów kajakarskich powiedział: „Szkoda, że Państwo tego nie widzą”. To powiedzenie szybko stało się elementem żartów kabaretowych, na przykład w parodiującym sprawozdanie sportowe monologu Kazimierza Krukowskiego: „Walasiewiczówna zdejmuje spodnie, szkoda, że Państwo tego nie widzą!”.
Pytany o pracę w Polskim Radiu, Pan Wojciech wspominał wiele zabawnych sytuacji: „W przerwie jednej z transmisji podszedł do mnie mały chłopiec z pytaniem, czy może pozdrowić swoich bliskich. Zgodziłem się bez wahania i podniosłem malca na wysokość mikrofonu. W tej samej chwili chłopak krzyknął „Pocałujcie mnie w dupę”, po czym wyrwał się błyskawicznie i zniknął w tłumie kibiców.”
Innymi wyróżniającymi się sprawozdawcami sportowymi okresu międzywojennego byli Michał Frank, Stanisław Olkusznik, Ludwik Szumlewski, Jarosław Nieciecki oraz Władysław Prytyś.
Przed II wojną światową, oprócz relacji na żywo, część wydarzeń sportowych była nagrywana i retransmitowana w programie radiowym. W roku 1936 r. Polskie Radio obszernie relacjonowało letnie igrzyska olimpijskie w Berlinie. W sumie nadano około pięćdziesięciu audycji. Igrzyska obsługiwała liczna ekipa dziennikarzy radiowych, a relacje biły wszelkie rekordy popularności, co odnotowała ówczesna prasa. Skład ekipy dziennikarskiej był tematem długich dyskusji zarówno kierownictwa radia, jak i działaczy sportowych.
Ostatnią imprezą sportową relacjonowaną na antenie Polskiego Radia przed wybuchem II wojny światowej był mecz piłkarskich reprezentacji Polski i Węgier. 27 sierpnia 1939 roku nadano retransmisję drugiej połowy meczu wygranego przez biało-czerwonych 4:2.
Wojna odcisnęła swoje piętno również na losie dziennikarzy sportowych polskiego radia.
Wojciech Trojanowski pozostał na emigracji, gdzie pracował dla BBC i Radia Wolna Europa, z kolei Michał Frank został zamordowany w niemieckim obozie koncentracyjnym.
Wielu zamieniło mikrofony na karabiny, i dopiero po wojnie wróciło do zawodu.

Halo, tu helikopter
Pierwsze lata powojenne to bardzo trudny czas dla radiowego dziennikarstwa sportowego.
Ze względu na wysokie koszty transmisji przeprowadzano je wyłącznie z krajowych boisk, hal i stadionów. Ponadto trzeba było odbudować kadrę dziennikarską. W tym przypadku pomocne okazało się powstanie regionalnych rozgłośni polskiego radia, choć nie zawsze przynosiło to pożądane rezultaty.
Bogdan Tuszyński, wieloletni pracownik redakcji sportowej Polskiego Radia – jej kierownik oraz historyk sportu radiowego, wspominał, że w przypadku regionów, w których stawiano na sport, łatwiej było znaleźć dziennikarzy, którzy specjalizowali się w tej tematyce i w przyszłości stali się mocnym wsparciem dla redakcji w Warszawie, jednak były też rozgłośnie, w których te relacje prowadzili dziennikarze na co dzień zajmujący się rolnictwem lub inną dziedziną życia.
Do najbardziej znanych sprawozdawców sportowych wywodzących się z rozgłośni regionalnych można zaliczyć: Romana Paszkowskiego, Jerzego Geberta, Lesława Skindera, Andrzeja Zydorowicza, Tadeusza Cegielskiego i Zbigniewa Wojciechowskiego.
Do osób, które tworzyły powojenną szkołę radiowego dziennikarstwa sportowego, zaliczamy Aleksandra Rekszę i Witolda Dobrowolskiego. Dzięki temu pierwszemu już w roku 1949 przed mikrofonem zadebiutował Bogdan Tomaszewski. Dobrowolski natomiast, znakomity komentator, wyszukiwał najzdolniejszych kandydatów do pracy na stanowisku sprawozdawcy sportowego. W tym właśnie okresie do warszawskiej redakcji sportowej trafili tacy znakomici dziennikarze, jak: Tadeusz Pyszkowski i wspomniany już Bogdan Tuszyński.
Wielką szkołą dla radiowych dziennikarzy sportowych był kolarski wyścig Pokoju. Ta rozgrywana od 1948 roku impreza szybko zyskała ogromną popularność wśród słuchaczy. Była też wielkim wyzwaniem logistycznym. Próbowano nowych, a często nietypowych form przekazu. To właśnie w czasie jednego z wyścigów postanowiono wykorzystać śmigłowiec. Słuchacze usłyszeli wówczas zapowiedź „Halo, tu helikopter, tu helikopter”. Ostatecznie jednak to rozwiązanie było wykorzystywane tylko przez kilka lat. Przyjął się za to wóz transmisyjny, którym ekipa radiowa jechała razem z kolarskim peletonem. Od lat siedemdziesiątych podczas tej imprezy funkcjonowało „Studio wyścigu Pokoju”, dzięki któremu, oprócz relacji z wozu transmisyjnego, słuchacze mogli usłyszeć materiały reporterskie.
W roku 1966 Bogdan Tuszyński w trakcie etapu rozgrywanego w Warszawie postanowił przeprowadzić wywiad z ówczesnym przewodniczącym rady państwa, Edwardem Ochabem. Pierwsze pytanie brzmiało następująco: – Chciałbym zapytać Pana, widuję Pana często na tego typu imprezach, wśród sportowców, jakie jest Pana zdanie na temat tak wielkiej imprezy. – Ja jestem komunistą, nie lubię, jak do mnie mówią „panie”, zwłaszcza, jeśli przedstawiciele naszej socjalistycznej instytucji tak się do mnie zwracają – skarcił dziennikarza dygnitarz.
Dlatego też, zaraz po zakończeniu tego etapu wyścigu, po Warszawie krążył następujący dowcip: – Czy Ochab może mieć psa? – Nie, bo pies musi mieć pana, a nie towarzysza.
Bogdanowi Tuszyńskiemu jednak wcale nie było do śmiechu. – Nie wiedziałem, czy jeszcze pracuję w Polskim Radiu – wspominał sam zainteresowany. Taki stan trwał kilka miesięcy, aż sprawę zakończył towarzysz Ochab, obwieszczając, że do Tuszyńskiego nie ma żadnych pretensji.

Kronika sportowa
W latach pięćdziesiątych szefem redakcji sportowej był Konrad Gruda. Za jego czasów wprowadzono serwisy sportowe o stałych porach. Natomiast 30 listopada 1954 roku na antenie po raz pierwszy pojawiła się „Kronika sportowa”, której celem było podsumowywanie wydarzeń mijającego dnia. Jest to najstarsza audycja sportowa w polskim radiu, a co najważniejsze – nadawana jest do dziś. Jej sygnał obecny jest na antenie od 1956 roku. – Marzeniem każdego radiowca zajmującego się sportem było zakwalifikowanie jego materiału do „Kroniki sportowej” – wspomina krakowski sprawozdawca Tadeusz Kwaśniak.
Za czasów Konrada Grudy dziennikarze Polskiego Radia zaczęli bywać na europejskich i światowych stadionach. Znalazły się również fundusze na zatrudnienie ich na pełnych etatach.
W 1956 roku sprawozdawcy radiowi powrócili na areny igrzysk olimpijskich. Na letniej olimpiadzie w Melbourne swój wielki talent potwierdził wspomniany już Bohdan Tomaszewski. Jak pokazała przyszłość, pan Bohdan stał się najlepszym radiowym dziennikarzem sportowym w kraju oraz wzorem dla przyszłych komentatorów. Uczynił z radiowej transmisji dzieło sztuki, w mistrzowski sposób operując słowem i emocjami. Ważną jego cechą było widzenie sportu w szerszym kontekście. Do rozmów o sporcie zapraszał osobistości ze świata kultury i nauki. Chociaż komentował niemal wszystkie dyscypliny, to najbliższy jego sercu był tenis. Do dnia dzisiejszego rozgrywany jest tenisowy turniej dla juniorów o puchar Bohdana Tomaszewskiego.
Ten legendarny dziennikarz odszedł z redakcji po wprowadzeniu stanu wojennego. Od lat 90. aż do śmierci był stałym gościem poniedziałkowych kronik sportowych.
W roku 1957 kierownikiem redakcji sportowej na niemal 20 lat został Tadeusz Pyszkowski. Bogdan Tuszyński twierdzi, że tak długie kierowanie tym działem wynikało z tego, iż jej szef nie starał się o większe fundusze na działalność zespołu. Jako przykład przedstawił następujące wydarzenie.
W roku 1961 Polskie Radio przeprowadziło pierwszy ogólnopolski konkurs na dziennikarza sportowego. Wygrał go Andrzej Koziorowski, który następnie, z powodu braku środków finansowych, nie otrzymał stałego zatrudnienia w centralnej redakcji sportowej. Na szczęście zwycięzca konkursu trafił do regionalnej rozgłośni we Wrocławiu. Przyznać jednak trzeba, iż Tadeusz Pyszkowski doprowadził do powstania audycji „Przy muzyce o sporcie”, nadawanej w niedzielne wieczory.

Studio s-13 i multi transmisje
Istotny przełom w relacjonowaniu wydarzeń sportowych nastąpił w roku 1970. Bogdan Tuszyński, przebywając na wakacjach w Jugosławii, usłyszał sportową audycję włoskiego radia. Była to transmisja kolejki włoskiej ekstraklasy piłkarskiej. Dziennikarz będący w studiu błyskawicznie przenosił się z jednego stadionu na drugi. Audycja była bardzo dynamiczna. Gdy w danym meczu wydarzyło się coś ważnego, słuchacze zaraz o tym wiedzieli. Po powrocie do Warszawy inżynier Bogusław Tworek skonstruował urządzenie, które umożliwiało prowadzenie transmisji łączonych. Wtedy zadebiutowało piłkarskie studio s-13, które pojawia się również dzisiaj, gdy mecze ekstraklasy rozgrywane są o tej samej porze. Transmisje multipleksowe zostały wykorzystane też w czasie relacjonowania Igrzysk Olimpijskich w Monachium. Natomiast rozwiązania zaprojektowane przez Tworka z powodzeniem wykorzystywane są do dzisiaj.
W połowie lat 70. stery redakcji sportowej przejął Bogdan Tuszyński. W pierwszej kolejności postanowił odmłodzić kadrę sprawozdawców. Przed mikrofonem zadebiutowali wówczas: Dariusz Szpakowski, Włodzimierz Szaranowicz, Krzysztof Miklas i Bogdan Chruścicki. Pod koniec lat siedemdziesiątych dołączyli do zespołu dwaj dziennikarze ze Szczecina: Lesław Skinder i Henryk Urbaś, natomiast w roku 1981 r. pracę rozpoczął Tomasz Zimoch, wychowanek Zbigniewa Wojciechowskiego z Łodzi.
Niewiele brakowało, aby kariera pierwszego z nowo przyjętych skończyła się tak szybko, jak się zaczęła. Pan Dariusz bowiem, podając wynik spotkania piłkarskiego, powiedział: – Mecz zakończył się wynikiem 0:0, do przerwy 0:0. Na nieszczęście powyższą wypowiedź usłyszał pływający jachtem wraz z przyjaciółmi prezes Radiokomitetu Maciej Szczepański. – Kogo Ty tam masz w tej redakcji? – zapytał jeden z poirytowanych towarzyszy prezesa. - Miałem, bo już nie mam – odparł „Krwawy Maciej”. Wkrótce autor wpadki otrzymał oficjalne zwolnienie z pracy w Polskim Radiu. Na szczęście, po wielu prośbach absolutny władca mediów publicznych złagodził karę, a Dariusz Szpakowski wrócił do pracy.
Poważnym wyzwaniem dla redaktora Tuszyńskiego była coraz silniejsza konkurencja ze strony telewizji. Zmianie uległ sposób relacjonowania wydarzeń. Pojawiły się audycje sportowo-muzyczne oraz krótkie wejścia z miejsca rywalizacji. Tuszyński do dzisiaj uważany jest za najlepszego kierownika redakcji sportowej, natomiast radiowa obsługa Letnich Igrzysk Olimpijskich w Montrealu z 1976 roku za szczytowe osiągnięcie tej redakcji.
W drugiej połowie lat siedemdziesiątych redakcja audycji sportowych stała się „Naczelną Redakcją Sportową”. Zmiana nazwy ułatwiła pozyskiwanie czasu antenowego oraz środków finansowych z radiowego budżetu. Niestety rządy Tuszyńskiego zostały przerwane przez wprowadzenie stanu wojennego, a redakcja sportowa straciła dwóch ważnych ludzi: Bogdana Tuszyńskiego i Bogdana Tomaszewskiego. Kierownictwo stacji powierzono Januszowi Cieślińskiemu – człowiekowi zupełnie niezwiązanemu z radiem.
Życie sportowe toczyło się dalej, a już wkrótce słuchacze usłyszeli: Marka Rudzińskiego, Andrzeja Janisza i Renatę Susałko. Z radiowej rodziny do telewizji odeszli Dariusz Szpakowski i Włodzimierz Szaranowicz, a po kilku latach także Krzysztof Miklas. Na początku lat 90. zespół redakcyjny zasilili Jarosław Idzi oraz jego obecny szef Cezary Gurjew.

Turku, kończ ten mecz!
Początek ostatniej dekady XX wieku to okres dynamicznych przemian społeczno-gospodarczych. Nie ominęły one również radia. Rozgłośnie regionalne zyskiwały coraz większą autonomię i skupiały się na wydarzeniach sportowych w swoim regionie. Ponadto sytuacja finansowa Polskiego Radia była coraz trudniejsza, co odbijało się na liczbie transmisji oraz na jakości pracy dziennikarzy radiowych. Kilka takich sytuacji opisuje Tomasz Zimoch w wywiadzie udzielonym Annie Bogusz. Przy okazji relacjonowania jednej z imprez, zapomniano na przykład o opłaceniu hotelu dla sprawozdawcy. Czoła tym trudnym wyzwaniom musiał stawić nowy szef redakcji – Henryk Urbaś.
Nie wszyscy dyrektorzy radiowej jedynki przychylnym okiem patrzyli na długie transmisje sportowe, dlatego zaczęły dominować krótkie wejścia w czasie programów innych redakcji.
Za najbardziej rozpoznawalnych komentatorów lat 90. wielu kibiców uważa Tomasza Zimocha i Andrzeja Janisza. Nawet osoby nieinteresujące się sportem znają dramatyczną końcówkę meczu pomiędzy Broendby Kopenhaga a Widzewem Łódź. Łodzianie zdobyli bramkę dającą im prawo do gry w lidze mistrzów niemal w ostatniej chwili. Ostatnie minuty tego pojedynku przeszły do legendy radiowego dziennikarstwa, a Tomaszowi Zimochowi przyniosły ogromną popularność. Niestety od połowy 2016 roku tego rozpoznawalnego komentatora nie ma już w radiowej Jedynce.
Z kolei Andrzej Janisz znany jest z relacji zabarwionych humorem i celną ironią oraz zznakomitych felietonów o tematyce sportowej.
Kończąc wątek zmian personalnych, dodam, że na przełomie wieków redakcję sportową opuścili Marek Rudziński i Bogdan Chruścicki, a wkrótce po nich Jarosław Idzi. Do zespołu dołączyła natomiast Sylwia Urban.
Warto tu też wspomnieć o „Departamencie sportu” w radiowej Trójce. Jego twórcami byli Michał Olszański i Tomasz Gorazdowski. Audycje: „Potrójmy o sporcie” oraz nadawana obecnie „Trzecia strona medalu” są znakomitym uzupełnieniem oferty radiowej Jedynki. Pokazują sport w innych barwach, z dystansem i humorem.
W roku 2010 w ramach platformy „Moje Polskie Radio” uruchomiono internetowy kanał „Przeżyjmy to jeszcze raz”. Udostępniono na nim większość sportowych podsumowań minionych lat oraz inne okolicznościowe audycje sportowe. Należy żałować, że Polskie Radio do tej pory nie uruchomiło osobnego kanału internetowego z transmisjami sportowymi. Szkoda, że do sportowej redakcji nie trafiają dziennikarze na miarę wspomnianych w tym artykule. Mimo to, na antenie Jedynki pojawiają się mecze piłkarskiej reprezentacji oraz relacje z igrzysk olimpijskich.
Mam nadzieję, że krótkie przybliżenie dziejów sportu na falach Polskiego Radia zachęci Szanownych Czytelników do słuchania radiowych transmisji oraz do upominania się o zwiększenie ich liczby w eterze.