skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Kultura

Musical szeptany do ucha Alicja Nyziak

Oglądanie przedstawienia czy filmu w domowym zaciszu pozbawia zarówno sztukę, jak i odbiorcę czegoś istotnego. Trudno dokładnie sprecyzować w czym rzecz, ale wizyta w teatrze, operze czy kinie ma w sobie pewną magię. I nie chodzi wyłącznie o wysiłek związany z przygotowaniami do wyjścia z domu, ale także o atmosferę, oprawę miejsca, obecność na widowni. Dla osoby niewidomej lub słabowidzącej duże znaczenie ma jeszcze jeden element – audiodeskrypcja. Bez tej dodatkowej ścieżki opisowej odbiór dzieła jest utrudniony, a czasami wręcz niemożliwy.

My Fair Lady
Dlatego z ogromną przyjemnością skorzystałam z zaproszenia Stowarzyszenia „De Facto” do obejrzenia musicalu „My Fair Lady” Fredericka Loewe z audiodeskrypcją. Ponownie znalazłam się w grupie osób, które na to niecodzienne wydarzenie przyjechały z całej Polski do Teatru Wielkiego w Łodzi. Miesiąc wcześniej miałam ogromną przyjemność wysłuchać opery „Halka” z dodatkową ścieżką opisową. Byłam ciekawa, czy audiodeskrypcja zmieni moje nieco ujemne nastawienie do opery? Zmieniła i to bardzo.
Zaintrygowana, jak będzie tym razem, zasiadłam na widowni. Zanim rozpoczęła się wiecznie aktualna opowieść o marzeniach, które mogą się spełnić, lektor zapoznał niewidomych odbiorców ze scenografią, strojami bohaterów, librettem. Popłynęła opowieść, porywająca muzycznie, z doskonałymi dialogami. Z zachwytem słuchałam slangu, jakim posługiwała się główna bohaterka - Eliza Doolittle. Ileż wesołości wywoływały sceny, w których prostota dziewczyny z pospólstwa, zderzała się z wyniosłością i bufonadą profesora Higginsa. Pan Doolittle wręcz mnie oczarował. Bawił widza komizmem postaci – miał naprawdę rewelacyjne teksty, a jak grał... Do tego weseli kompani od kieliszka oraz roześmiane kwiaciarki. Chwilami na scenie było bardzo tłoczno i gwarno. Jednak dzięki dyskretnie szeptanym opisom scen, strojów, ruchu wyobraźnia budowała plastyczne obrazy.
Dodatkowo, po pierwszej części pod koniec krótkiej przerwy, lektor podał istotne dla dalszej fabuły informacje i opisał zmieniającą się scenerię. Akcja wartko potoczyła się dalej. Eureka, profesorski eksperyment zadziałał. Brudna i nieokrzesana kwiaciareczka zmieniła się w piękną i dystyngowaną młodą damę. Podobnie jak pozostała część publiczności, z pewnym wzruszeniem słuchałam piosenki zakochanej kobiety, która zrozumiała, że była dla mężczyzny doświadczalnym materiałem, zabawką.
Kurtyna opadła, rozbrzmiały rzęsiste oklaski. Ochoczo się do nich przyłączyłam, ale przyznaję, że pozostał we mnie pewien niedosyt. Głośne sceny sprawiały, że nie słyszałam w słuchawce podpowiedzi lektora. Mimo że przed musicalem pracownik teatru wyjaśnił kwestię związaną z dodatkowym nagłośnieniem, podświadomie „patrzyłam” w stronę głośników, z których dochodził głos. W ten prosty sposób moja uwaga nie koncentrowała się na scenie. Dopiero, gdy wychwytywałam ruch postaci, uświadamiałam sobie, że trzeba raczej spoglądać w drugą stronę. Podczas przedstawienia były sceny wywołujące śmiech na widowni. Jednak nie zawsze wiedziałam, skąd ta radość? Te drobne mankamenty nie odebrały mi przyjemności obejrzenia musicalu, który w tym roku kończy 62 lata, a mimo to pozostaje nadal aktualny i młody duchem.
Dobrze, że podejmowane są kolejne działania otwierające coraz szerzej drzwi do kultury osobom z dysfunkcją wzroku. Dzięki takim inicjatywom rozwija się audiodeskrypcja, a ja mam szansę na rozsmakowanie się w sztuce. Z przyjemnością wybiorę się ponownie do teatru na kolejne przedstawienie. Ważne tylko, żeby było ono z dodatkową ścieżką opisową.
Audiodeskrypcję na zlecenie Stowarzyszenia „De Facto” opracowała Izabela Künstler-Zawisza. Realizatorem projektu było Stowarzyszenie „De Facto” z Płocka.