skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Felietonik Edyta Grabowska-Gwardiak

Bardzo lubię robić zakupy, więc często oddaję się tej przyjemności. Jednak psuje mi ją od pewnego czasu dziwny trend, który nie wiadomo skąd i dlaczego pojawił się wśród handlowców. Niestety, nie tylko wśród nich…
Mam na myśli modne ostatnio nadużywanie zdrobnień. Coraz częściej dostaję w sklepie paragonik lub rachuneczek, ekspedientka proponuje mydełko i kremik w promocji, pyta o doliczenie reklamóweczki, a w kasie prosi o złotóweczkę lub grosiczki. Rekord ustanowiła kilka tygodni temu sprzedawczyni znanej niemieckiej sieci drogerii, która zachęcała mnie do pobrania aplikacyjki na telefonik komórkowy! To nie żart, to dosłowny cytat!
Ta właśnie sytuacja skłoniła mnie do głębszej refleksji i postawienia sobie kilku pytań. Czemu służą te zdrobnienia? Czy kupując jabłuszka, szyneczkę, chlebuś, pomidorki lub serek, mamy nie zauważyć ich nieustająco rosnących cen? A może ma to na celu podniesienie wartości towaru lub zamaskowanie jego wad? Może ekspedient dąży do tego, by wzbudzić w klientach bardzo emocjonalny stosunek do produktu i kupimy go więcej?
Przyznam, że ta językowa maniera bardzo drażni moje ucho. Sama zdrobnień używam rzadko, zwłaszcza odkąd polonistka w liceum powiedziała, że nadużywanie ich źle świadczy o człowieku. Na dowód swojej tezy podała taki oto uroczy przykład: Malutki pan zdjął berecik z antenką, wyjął z kieszonki grzebyczek i uczesał nim włoski. Koszmarne, nieprawdaż?
Na potrzeby tego felietonu, czy raczej felietoniku (to zdrobnienie jest adekwatne do jego treści), przyjrzałam się możliwościom zdrabniania słów kojarzonych powszechnie z dysfunkcją wzroku. Proszę Państwa, nie jest źle! Biała laseczka raczej się nie przyjmie, okularki też brzmią fatalnie. Spieszczeniu nie poddadzą się także audiobook, czytak i lektor. Gorzej jest z lupką, dłutkiem, tabliczką brajlowską, bo one w istocie duże nie są, więc można tak o nich mówić. Piesek przewodnik, programik udźwiękowiający też się chyba nie przyjmą, już prędzej iPhonik. Na szczęście nie da się zdrobnić niewidomego i to jest bardzo pocieszające.
Kończąc, zachęcam Państwa do uważania nie tylko na to, co mówimy, ale też na to, jak mówimy. Nie dajmy się opanować językowej manii, która panoszy się w polszczyźnie coraz powszechniej.