skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Znani i lubiani

I Oscara otrzymuje... Beata Dązbłaż

Z prof. Zofią Michalewską, chirurgiem witreoretinalnym w klinice okulistycznej Jasne Błonia i ordynatorem oddziału okulistycznego szpitala im. Jonschera w Łodzi rozmawiamy o innowacyjnych metodach leczenia schorzeń oczu, o medycznym Oskarze i o tym, jak możemy pomóc swoim oczom.

Beata Dązbłaż: - Pani profesor, pracuje pani w zespole wraz z prof. Jerzym Nawrockim, w tym roku otrzymaliście Państwo po raz dziewiąty tzw. medycznego Oscara, czyli prestiżową Nagrodę Rhett Buckler Award Amerykańskiego Towarzystwa Szklistkowo-Siatkówkowego (ASRS) za najlepszy film dydaktyczno-naukowy. Czego on dotyczył?

Prof. Zofia Michalewska: - Film i nagroda dotyczą techniki odwróconego płatka opracowanej przez prof. Nawrockiego. Jest ona stosowana wobec pacjentów, którzy mają otwór w plamce, czyli w tym miejscu naszego oka, które odpowiada za najlepsze widzenie. Pacjent z tym schorzeniem zauważa pośrodku obrazu czarną plamę, a operacja polega na pokryciu otworu cienką błonką, zamiast jej usunięcia. Pierwsza operacja tą metodą odbyła się w 2006 r., ale dopiero cały szereg badań naukowych doprowadził do prestiżowej publikacji w 2010 r., pierwszej na ten temat, w najlepszym czasopiśmie okulistycznym „Ophthalmology“. Obecnie naukowcy z całego świata opublikowali już ponad 50 prac naukowych na temat naszej techniki.
Otwór w plamce operujemy za pomocą witrektomii. W trakcie operacji jest on zamykany. W przypadku niedużych otworów było bardzo dużo sukcesów operacyjnych, już od momentu wprowadzenia tej techniki. Natomiast przy otworach, które są wiele miesięcy bądź lat, są duże albo dotyczą pacjentów z cukrzycą, zwyrodnieniem plamki lub wysoką krótkowzrocznością, liczba udanych operacji przed techniką odwróconego płatka nie przekraczała 50%. A technika opracowana przez prof. Nawrockiego, w tej chwili spopularyzowana na całym świecie – to nasz trzeci Oscar dotyczący tej metody – pozwala na zamknięcia rzędu dziewięćdziesięciu kilku procent. To jest diametralny przeskok w sukcesie operacyjnym, dlatego została ona spopularyzowana tak szeroko. To jest dla nas wyjątkowa radość, bo w historii okulistyki nie zdarzyło się, by technika operacyjna polskiego uczonego była przyjęta na całym świecie.
W listopadzie tego roku prof. Nawrocki wziął udział w kongresie Amerykańskiej Akademii w Chicago, to bardzo prestiżowe wydarzenie, na którym mówi się tylko o chorobach siatkówki. Nigdy dotąd żaden Polak nie został zaproszony tam jako prelegent na tzw. „Dzień Chorób Siatkówki“. Profesor Nawrocki również mówił tam o metodzie odwróconego płatka.

B.D.: - Wdrożyli Państwo także innowacyjną metodę ratującą wzrok osobom chorym na cukrzycę. Na czym ona polega?
Z.M.: - Została ona opracowana w Japonii, my zastosowaliśmy ją w trochę innym wskazaniu, jako pierwsi po Japończykach. Koledzy z Japonii stosowali witrektomię z zastrzykiem podplamkowym u pacjentów, u których zawiodły wszystkie wcześniej zastosowane metody, czyli była to metoda ostatniej szansy. W efekcie uzyskali dość dobre wyniki. My zastosowaliśmy tę technikę na dużo wcześniejszym etapie u pacjentów, którzy albo nie mają możliwości finansowych, albo nie mogą dojeżdżać na comiesięczne zastrzyki.
Trzeba pamiętać, że witrektomię przy leczeniu cukrzycowego obrzęku plamki stosujemy już od kilkudziesięciu lat, to nie jest metoda nowa. Czymś nowatorskim natomiast jest pomysł zastrzyku pod plamkę żółtą. Pierwszą taką operację przeprowadziłam jesienią 2016 r., teraz mamy już grupę pacjentów z rocznymi obserwacjami i wydaje się, że jest to metoda dość sprawdzona. Wnioski prezentowaliśmy już za granicą, za kilka tygodni pokażemy je także w Polsce.

B.D.: - Na co wskazują te wstępne obserwacje?
Z.M.: - Z jednej strony są to nasze obserwacje, a z drugiej obserwacje lekarzy z Japonii w innych grupach pacjentów. Wynika z nich, że jeśli ta metoda jest stosowana jako metoda ostatniej szansy, to uzyskuje się ok. 70% sukcesów. To nie jest zły wynik, ale trzeba pamiętać, że ok. 30% pacjentów w skrajnym stanie dalej musi jeździć na comiesięczne zastrzyki. Jeśli zaś chodzi o pacjentów leczonych bardzo wcześnie, wyniki są dużo lepsze, bo mamy tutaj dziewięćdziesiąt kilka procent sukcesów. Natomiast musimy pamiętać, że cukrzyca jest do końca życia i nie wiemy, jaki będzie postęp choroby np. za 15 lat. Może się okazać, że ci pacjenci również będą wymagali dalszego leczenia, jeśli cukrzyca będzie bardzo rozchwiana. Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć.

B.D.: - Jaki jest koszt tej metody?
Z.M.: - Witrektomia jest refundowana przez NFZ. Idea jest taka, by pacjenci z cukrzycą, którzy mają bardzo dużo wydatków związanych z leczeniem, nie ponosili dodatkowych kosztów. Ta metoda ma zastąpić właśnie drogie iniekcje, ich minimalny koszt to ok. 1000 zł, co miesiąc do końca życia. Krajowy konsultant ds. okulistyki dąży do wdrożenia programu, w ramach którego zastrzyki byłyby także refundowane dla osób z cukrzycą, ale to plan na przyszły rok.

B.D.: - Która z metod stosowanych przez Państwa jest najważniejsza dla osób z dysfunkcjami wzroku i jak może im pomóc?
Z.M.: - Na dziś nie ma możliwości uleczenia pacjenta, który nie ma poczucia światła, i to trzeba zaakceptować. Medycyna przez najbliższe lata nie wymyśli niczego, by mu przywrócić poczucie światła. Obecnie dysponujemy technikami operacyjnymi dla pacjentów z bardzo słabym widzeniem, w zależności od schorzenia.
Na rynku jest dostępne bioniczne oko, ale ze względu na jego bardzo wysoki koszt – ok. 500-600 tys. zł – w Polsce nie było jeszcze wszczepiane. Pozwala ono na odzyskanie funkcji wzrokowych nawet u osób, które miały bardzo słabe widzenie od bardzo wczesnych lat, np. z powodu chorób uwarunkowanych genetycznie – bo takie jest wskazanie do wszczepienia bionicznego oka. To bardzo zaawansowana technologia, mały komputer w oku podczepiony do kości czaszki, dlatego też jest tak bardzo kosztowna.
Jeśli chodzi o osoby z wadami genetycznymi, które mają słabe widzenie od zawsze, to jedna z metod leczenia to właśnie bioniczne oko. Jest również prowadzony cały szereg badań eksperymentalnych.

B.D.: - Pani profesor, jak dbać o wzrok? Czy można sobie jakoś pomóc?
Z.M.: - Jedyna udowodniona rzecz w tej chwili wskazuje na to, że przed zwyrodnieniem plamki w przyszłości chroni nas dieta stosowana przez całe życie, bogata w nienasycone kwasy tłuszczowe, owoce morza, warzywa i owoce, brak nadwagi, niepalenie tytoniu i nie nadużywanie alkoholu. To oczywiście dotyczy sytuacji zanim staliśmy się osobami słabowidzącymi.

B.D.: - Co jest istotne dla osób słabowidzących w codziennym funkcjonowaniu?
Z.M.: - Ważna jest ich świadomość, gdzie i jakie wsparcie mogą otrzymać. Często pacjenci nie są dobrze poinformowani, nie wiedzą np. że w wielu bibliotekach publicznych mogą nieodpłatnie wypożyczać książki mówione albo z powiększoną czcionką, a często cierpią, bo nie mogą czytać.
Można też zaopatrzyć się w urządzenia elektroniczne, które powiększają nam litery, można na nie zgrywać książki, które są do kupienia w każdej większej księgarni. Dodatkowo w lepszych zakładach optycznych dostępne są pomoce dla słabowidzących, np. podświetlane lupy, przenośne lub do trzymania w domu. To nie przywróci nikomu wzroku, ale niejednokrotnie ułatwia codzienne czynności i funkcjonowanie. Warto wiedzieć, że są kompetentni optometryści, którzy zajmują się doborem sprzętu dla słabowidzących. Niekiedy zalecam pacjentom, jeśli nie stać ich na profesjonalny sprzęt optyczny, skorzystanie z lup podświetlanych, które można taniej kupić w sklepach modelarskich. Oczywiście nie są one specjalnie dobrane, ale wiele osób z tego korzysta.

B.D.: Dziękuję za rozmowę.