skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Aktualności

Osoba niepełnosprawna w Kościele Hanna Pasterny

Tytuł artykułu jest jednocześnie tytułem warsztatów, które 8 listopada poprowadziłam dla grupki księży z archidiecezji katowickiej. Odbyły się dzięki otwartości i życzliwości księdza biskupa Marka Szkudło. Jakie wnioski wypływają z tego spotkania?

Oswajanie niepełnosprawności
Pomysł poprowadzenia zajęć dla księży zrodził się we mnie kilka lat temu. Miałam wrażenie, że niektórzy z nich nie wiedzą, jak się zachować w kontakcie z osobą z niepełnosprawnością, boją się nas i są skrępowani, np. przychodząc na kolędę do osoby niewidomej. Słyszałam historie o obiekcjach związanych z przygotowaniem niepełnosprawnych dzieci do sakramentu eucharystii i przyjmowaniem dorosłych z dysfunkcjami do ogólnodostępnych grup parafialnych. Kiedyś tłumaczka języka migowego poprosiła, bym porozmawiała z opiekunem duszpasterstwa głuchych, który szukał pomysłu na włączenie do liturgii osoby głuchoniewidomej. Ciekawe zjawisko zaobserwowałam również na targach wydawców katolickich. Byłam na nich kilkakrotnie z wydawnictwem Credo, które wydało dwie moje książki. Do naszego stoiska podchodziło mnóstwo ludzi, w tym duchownych. Opowiadając o książkach, zwracałam się do kupujących per pan/pani. Mimo że trzymałam w ręce rozłożoną białą laskę, żaden mężczyzna mnie nie poprawił i nie powiedział, że jest księdzem. Dowiadywałam się o tym od widzącej koleżanki po fakcie, gdy już odszedł. Natomiast siostry zakonne natychmiast reagowały na moje „pani”. Być może księża są bardziej przyzwyczajeni do zwracania się do nich „pan”, ale miałam też wrażenie, że nie wiedzieli, czy i jak mnie skorygować.
Z drugiej strony, niektóre osoby niepełnosprawne mają zbyt wygórowane oczekiwania wobec duchownych, np. spowiednik myli się im z psychoterapeutą. Od księży oczekują też znajomości potrzeb parafian z różnymi niepełnosprawnościami i organizowania im wszechstronnego wsparcia. Zdarza się również, że niepełnosprawni nie mają pomysłu, jak pewne rzeczy można załatwić. Słabosłyszący student odwlekał pójście do spowiedzi, bo w konfesjonale nie słyszy. Gdy zapytałam, czy poprosił księdza o możliwość wyspowiadania się w oddzielnym pomieszczeniu, ze zdziwieniem wykrzyknął: „A tak można?”.
Zorganizowanie warsztatów o komunikacji z osobami niepełnosprawnymi proponowałam kilku decyzyjnym księżom. Zwykle słyszałam, że to ciekawy temat i na tym się kończyło. Tym razem było inaczej. Biskup Marek odniósł się do mojej propozycji z dużym entuzjazmem. Zapytałam, co zmotywowało go do wpisania tego tematu na listę sesji pastoralnych. – Osoby niepełnosprawne uczyły mnie i nadal uczą chodzić po ziemi, a nie bujać w obłokach. Często zastanawiałem się, w czym mogę im pomóc, a potem się okazało, że to one mi pomagały dostrzec w sobie moje ułomności i uczyły mnie cieszyć się z małych rzeczy, małych osiągnięć. Ponadto doświadczenia duszpasterskie wiele razy pokazały, jak my księża nie potrafimy się nieraz właściwie zachować wobec niepełnosprawnych. Brakuje umiejętności komunikacji, ludzkiej empatii, cierpliwości – wyjaśniał.

Różnorodność potrzeb
Wraz z biskupem w zajęciach uczestniczyło dwunastu księży. Jego obecność była dla mnie dużym wsparciem. Mimo że czasem prowadzę szkolenia, jako osobie świeckiej i niepełnosprawnej kobiecie nie było mi łatwo stanąć przed grupą księży. Dzięki biskupowi, który okazał się najbardziej aktywnym uczestnikiem, czułam się znacznie pewniej i swobodniej. Zajęcia rozpoczęliśmy od modlitwy, przedstawienia się i zebrania oczekiwań uczestników. Okazało się, że jest potrzeba przybliżenia zespołu Aspergera (zaburzenia ze spektrum autyzmu) i porozmawiania o trudnościach związanych z sakramentem pokuty. Omówiłam różne rodzaje niepełnosprawności i strategie komunikacyjne. Mówiąc o niewidomych i słabowidzących, pokazałam na slajdach poszczególne wady wzroku. Ćwiczyliśmy też chodzenie z przewodnikiem. Znaleźli się chętni do założenia gogli i wzięcia do ręki białej laski. Towarzysząca mi Jola Markiewicz, która aktywnie działa w duszpasterstwie głuchych, opowiedziała o komunikowaniu się z niesłyszącymi i głuchoniewidomymi. Ma znaczny stopień niepełnosprawności ze względu na poważną wadę słuchu i wzroku, więc była bardzo wiarygodna. Odkryliśmy, że osoby z daną niepełnosprawnością mogą mieć bardzo różne potrzeby. Niektórzy głusi chcieliby brać udział we mszy dla wszystkich, gdyby teksty części stałych były wyświetlane tak, jak w wielu kościołach pieśni, a kazanie było tłumaczone na język migowy. Są jednak i tacy, którzy wstydzą się migać w obecności słyszących, wolą, by cała msza była w języku migowym, a msza dla głuchych była odprawiana w kaplicy i kameralnym gronie.

Powiedz, żeby się mnie nie bali
Wyzwaniem dla uczestników okazało się zdefiniowanie problemów, z jakimi osoba niepełnosprawna może się spotkać w kościele. Skoncentrowali się głównie na barierach architektonicznych, akustyce, a w przypadku osób z głębszą niepełnosprawnością intelektualną trudnych zachowaniach, które mogą przeszkadzać innym wiernym. Odniosłam wrażenie, że zaskoczyła ich liczba wskazanych przeze mnie problemów. Wspólnie szukaliśmy rozwiązań. Zainstalowanie podjazdu czy pętli indukcyjnej dla słabosłyszących wymaga czasu, bo wiąże się z kosztami. Jednak niektóre rozwiązania można wdrożyć natychmiast: angażowanie osób niepełnosprawnych do czynnego udziału w liturgii nie tylko na przeznaczonych dla nich mszach, ćwiczenie przed mszą nowych pieśni, zasygnalizowanie osobie niewidomej podania komunii, w konfesjonale cierpliwe wysłuchanie penitenta z zaburzeniami psychicznymi. Poruszyliśmy także temat duszpasterstwa specjalistycznego i dla wszystkich. Według uczestników spotkania dla niepełnosprawnych parafian mają dużą wartość, jednak nie można się do nich ograniczać, gdyż staną się wówczas formą wykluczenia.
Przygotowując się do tych zajęć, sporo czytałam, rozmawiałam z księżmi, psychoterapeutami, rodzicami i osobami z różnymi niepełnosprawnościami. Poprosili, bym zwróciła kapłanom uwagę na kilka kwestii. Nauczycielka ze szkoły specjalnej, siostra kobiety z zespołem Downa, apeluje do księży, by na szkolnych mszach i spotkaniach dla rodzin nie mówili tyle o cierpieniu i krzyżu, bo i bez tego wielu rodziców ma problem z zaakceptowaniem niepełnosprawności dziecka. Dla chłopaka z zespołem Aspergera ważne jest, by podczas mszy księża dyscyplinowali głośno zachowujące się dzieci i ich rodziców. Ociemniały mężczyzna, któremu po utracie wzroku kilku księży kazało się modlić, przypomina, że poza modlitwą niepełnosprawni czasem potrzebują zwykłej rozmowy z osobą duchowną. Mnie najbardziej poruszyło przesłanie kobiety z zaburzeniami psychicznymi: „Powiedz im, żeby się mnie nie bali”.

Co dalej?
W ostatnich latach jednym z popularnych słów jest „dostępność”. Pada z ust polityków, urzędników, działaczy organizacji pozarządowych i samych osób niepełnosprawnych. Jednak o dostępności rzadko słyszę w kościele. Owszem, pojawiają się podjazdy dla wózków, pętle indukcyjne, coraz rzadziej wyprasza się osobę z psem przewodnikiem, ale jest jeszcze sporo do zrobienia. Dlatego bardzo się cieszę, że dostałam możliwość poprowadzenia zajęć dla księży. Biskup poprosił mnie już o kolejne.
- Myślę, że kontakt z niepełnosprawnymi jest swoistą szkołą życia, formacji, której potrzebujemy permanentnie. Na sesji pastoralnej, którą prowadziła Hania, wiele wiadomości dotyczących kontaktu z osobą niepełnosprawną się odświeżyło, ale również pojawiło się nowe światło – podsumowuje biskup.

konsultantka ds. osób niepełnosprawnych
Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych CRIS w Rybniku